-
Obecnie w Polsce występuje pięć gatunków węży, podczas gdy wcześniej były cztery.
-
Największym polskim wężem jest wąż Eskulapa, który może osiągać długość ponad 2 metrów.
-
Nowym gatunkiem węża w Polsce jest zaskroniec rybołów, który rozszerza swój zasięg w związku ze zmianami klimatycznymi.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Mamy tylko jeden rodzimy gatunek żółwia (żółw błotny), sześć gatunków jaszczurek (w tym padalce, które są beznogimi jaszczurkami, ale myli się je z wężami) i do niedawna cztery, a obecnie pięć gatunków węży. Są one jednak permanentnie ze sobą mylone.
Polacy mają spory kłopot, żeby odróżnić nawet żmiję zygzakowatą od zaskrońca zwyczajnego, chociaż różnice między nimi są dość zasadnicze. Węże jako zwierzęta o podobnej budowie ciała, czyli wydłużone i pozbawione nóg, zlewają się w jedno. A to niezwykle ważne, żeby nauczyć się je odróżniać, gdyż większość naszych węży nie jest jadowita, a ich obecność w ekosystemie jest kluczowa dla jego funkcjonowania.
Czym różni się zaskroniec od żmii?
Tak jest chociażby z zaskrońcem zwyczajnym, który jest najliczniejszym polskim wężem i odróżnia się od żmii pod wieloma względami. Najczęściej nie ma charakterystycznego zygzaka na grzbiecie, aczkolwiek trzeba pamiętać, że u wielu żmij mamy odmiany barwne bez tego deseniu.
Ciało zaskrońca pokrywają jednak zupełnie inne, drobne plamki, względnie ciało jest jednolicie ubarwione. Wreszcie z tyłu głowy zaskrońca, za skroniami – jak wskazuje nazwa – znajdują się łatwe do zauważenia plamy w kolorze żółtym i pomarańczowym. Żmija takowych nie ma. Uważany obserwator dostrzeże także, że zaskroniec ma owalne źrenice, podczas gdy żmija – pionowe.

Co ciekawe, zaskroniec zwyczajny przebija żmiję długością ciała i to w niektórych wypadkach znacznie. Największe osobniki mierzą nawet półtora metra, a żmija zygzakowata nigdy nie dochodzi do takich rozmiarów.
Zaskrońce żyją też w innych miejscach, zawsze blisko wody, gdzie chętnie polują na żaby, rzadziej ryby i gryzonie. Połykają je bez uśmiercania. Żmija poluje przede wszystkim na gryzonie, które zabija jadem.
Największym wężem Polski jest wąż Eskulapa
Nie zaskroniec jest jednak w Polsce największym wężem, ale wąż Eskulapa spotykany u nas bardzo rzadko i tylko w Bieszczadach. Ten niejadowity wąż jest często mylnie brany za dusiciela, chociaż z dusicielami nie ma kompletnie nic wspólnego.
Owszem, zabija ofiary uściskiem, ale należy do połozowatych, a nie dusicieli i osiąga dwa metry, aczkolwiek osobniki z Polski rzadko są aż tak pokaźne. Najdłuższy znany wąż Eskulapa z Austrii mierzył 2,25 m. To czyni go zarazem jednym z największych węży europejskich.

Wąż Eskulapa ma piękne, brązowawe ciało z oliwkowym odcieniem i należy do jednych z najpiękniejszych gadów Europy.
Czwartym naszym wężem jest gniewosz plamisty, zwany miedzianką i on też jest bardzo często mylony ze żmiją, zwłaszcza jej rudawą wersją kolorystyczną. Gniewosz ma bowiem pasek na ciele, wsparty szeregiem plam i ten pasek może być wzięty za zygzak. Warto pamiętać, że gniewosze mają na głowie plamę w kształcie serca, której żmija nie ma.

Zaskroniec rybołów na pewno występuje już w Polsce. To nasz piąty gatunek węża
Niegdyś do tej czwórki ograniczała się polska fauna węży, ale od niedawna mamy gatunek piąty. To zaskroniec rybołów, który od zaskrońca zwyczajnego różni się nieco wyglądem i jest mocniej związany z wodą. Tam poluje głównie na ryby, dużo rzadziej na żaby. On też ma plamy z tyłu głowy, ale z wiekiem często mu one zanikają.
Niepotwierdzone informacje o obecności zaskrońca rybołowa pochodzą z XIX w. Pierwsza obserwacja tego węża, na której na pewno możemy się oprzeć, w Polsce miała miejsce w lipcu 2009 r. Był to młodociany osobnik znaleziony po polskiej stronie rzeki Olzy, między miejscowościami Kaczyce Górne i Brzezówka.
Dzisiaj jest ich więcej. Pochodzą one przede wszystkim z okolic rzeki Olzy na Śląsku Cieszyńskim, ale to wcale nie znaczy, że nowy polski gad będzie się ograniczał do tego skrawka. Łącznie 54 obserwacje tego węża sprawiają, że należy go uznać za nowego członka naszej fauny, jednego z najnowszych.

Zaskroniec ten naturalnie poszerza swój zasięg na północ. Ma to zapewne związek ze zmianą klimatu. Zaskroniec rybołów trzymał się południa Europy. Północną granicę tego raczej ciepłolubnego węża wyznaczała linia biegnąca przez Czechy, Słowację, Węgry, północną Ukrainę i południowe rejony Rosji. Niemal od linijki – na południe od Polski, ale nieznacznie na południe.
Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że zaskroniec rybołów to nowy wąż polskiej fauny. – Co prawda nie ma pewności, czy za ekspansją zaskrońca rybołowa nie stoi jednak częściowo człowiek – zaznacza dr inż. Mikołaj Kaczmarski, herpetolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
– W Czechach jest sporo stawów rybnych, one mogły pomóc wężowi. Nie wiemy też, jak wpłynęły na niego ostatnie powodzie – przyznaje dr Mikołaj Kaczmarski. I dodaje, że on z tego powodu się cieszy. – Nie jest to gatunek inwazyjny, wkracza do naszej przyrody naturalnie i stanowi ciekawe jej wzbogacenie.
Nadal jednak pięć gatunków węży w Polsce to tyle, co nic. Więcej znajdziemy choćby na Węgrzech, w Mołdawii czy Niemczech (mają po siedem gatunków), a taka Ukraina dysponuje aż jedenastoma. Z sąsiadów Polski jedynie Białoruś i Litwa mają ich mniej, bo po trzy gatunki, co pokazuje, że im dalej na północ, tym o węże trudniej. Światową listę rekordzistów otwiera Meksyk, gdzie naliczono sporo ponad 400 gatunków tych gadów.















