
Przypomnijmy, że postępowanie dotyczyło słów Jarosława Kaczyńskiego z marca 2024 roku, które padły podczas posiedzenia sejmowej komisji śledczej do spraw wykorzystania systemu Pegasus. Lider PiS mówił wówczas o europośle Krzysztofie Brejzie: „Znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw”.
W związku z tą sprawą Sejm RP w marcu 2025 roku uchylił Kaczyńskiemu immunitet, co umożliwiło prowadzenie postępowania karnego.
Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia rozpoczął się jesienią 2025 roku i formalnie zakończył się 13 stycznia. Po wysłuchaniu mów końcowych sędzia Tomasz Trębicki poinformował, że — jak zaznaczył – „ze względu na złożony charakter sprawy” ogłoszenie wyroku zostaje odroczone do 27 stycznia 2026 roku.
Sąd rozpatrywał sprawę pod kątem zniesławienia
Podczas rozprawy Jarosław Kaczyński wyjaśniał, że jako osoba wezwana przed komisję śledczą był zobowiązany do przedstawienia wszystkiego, co wie w danej sprawie. W listopadzie 2025 roku mówił przed sądem, że pełniąc funkcję wicepremiera – gdy premierem był Mateusz Morawiecki – odpowiedzialnego między innymi za kwestie bezpieczeństwa, uzyskał informacje, według których Krzysztof Brejza miał podejmować „działania bezprawne” oraz „moralnie odrażające”.
Sprawa była rozpatrywana w kontekście artykułu 212 Kodeksu karnego, który dotyczy przestępstwa zniesławienia. Przepis ten stanowi, że „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”.
W przypadku skazania sąd może również orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego lub wskazany przez niego cel społeczny. Natomiast paragraf drugi tego artykułu przewiduje, że jeśli do zniesławienia dochodzi za pośrednictwem środków masowego komunikowania, możliwa jest także kara pozbawienia wolności do roku.
Z uwagi na fakt, że sporne słowa padły podczas transmitowanego przez media posiedzenia sejmowej komisji śledczej, pełnomocniczka Krzysztofa Brejzy – mecenas Dorota Brejza – argumentowała, że w sprawie powinien znaleźć zastosowanie właśnie ten paragraf.













