Prezes PiS chce budować sojusz na wybory parlamentarne w 2027 r.

W czwartek 15 października minęły trzy lata od wyborów parlamentarnych, które ponownie wyniosły do władzy Donalda Tuska, lewicę i Polskie Stronnictwo Ludowe, wspierane przez Szymona Hołownię i jego formację, Polskę 2050. Prawo i Sprawiedliwość z kolei po ośmiu latach utraciło władzę.

Sondaże partyjne nie dają dziś jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak może wyglądać parlament po przyszłorocznych wyborach do Sejmu i Senatu. Liderem notowań jest co prawda Koalicja Obywatelska, ale słabość jej politycznych sojuszników z obozu rządowego sprawia, iż Donald Tusk nie może być pewien utrzymania władzy. W przypadku opozycji sytuacja jest odwrotna – partie prawicowe wspólnie mają szansę na zdobycie większości i stworzenie nowego rządu po wyborach.

Zobacz wideo Keler: Kaczyński to już nie jest gracz pierwszej linii

Prawo i Sprawiedliwość, wciąż najsilniejsza partia opozycyjna, w ostatnich miesiącach straciło kilka punktów procentowych poparcia. Najbardziej formacji Jarosława Kaczyńskiego zaszkodził lipcowy rozłam i odejście środowiska związanego z byłym premierem Mateuszem Morawieckim. Notowania PiS to w zależności od sondażu zwykle od 18 do 25 proc. – zbyt mało, by myśleć o samodzielnych rządach. Stąd między innymi, jak przyznają nasi rozmówcy w PiS, czwartkowe deklaracje i apel prezesa o sojusz ugrupowań prawicowych. Drugi powód to chęć pokazania, iż to Prawo i Sprawiedliwość ma być główną siłą polityczną jednoczącą ugrupowania po prawej stronie sceny politycznej.

– Będziemy dążyli do tego, by powstała zjednoczona prawica w tej szerokiej formule, ale jeżeli to by się nie udało, nie daj panie Boże, to także w tej węższej – mówił prezes Kaczyński w czwartek w Krakowie. – Bo tylko zjednoczona prawica może pokonać tych, którzy dziś nie tyle Polską rządzą, tylko tych, którzy Polskę rujnują, niszczą – przekonywał, wzywając do budowy „jednej wielkiej patriotycznej listy”, która da prawicy zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach.

Adresatów dwóch: Rozwój Plus i Konfederacja

Prawo i Sprawiedliwość już raz w przeszłości tworzyło sojusz nazywany „Zjednoczoną Prawicą”. Wówczas znalazły się w nim m.in. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina. Dziś tzw. ziobryści są w PiS, a większość ludzi Porozumienia, w tym sam były lider – poza polityką. W czwartek prezes Kaczyński nie wymienił co prawda z nazwy żadnego ugrupowania, jednak – jak przyznają politycy PiS – chodziło mu głównie o Rozwój Plus byłego premiera Mateusza Morawieckiego i Konfederację, choć raczej tę część narodową, której szefuje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. – Sławek Mentzen, to jak rozumiem, nie wykluczyłby pewnie nawet koalicji z Tuskiem, więc łatwiej byłoby nam się porozumieć z Bosakiem – przyznaje jeden z polityków PiS.

W przeszłości, między liderem Nowej Nadziei a prezesem Prawa i Sprawiedliwości mocno iskrzyło. Do wymiany „ciosów” doszło w ubiegłym roku, niedługo po wyborach prezydenckich, w których Sławomir Mentzen zdobył prawie 15 proc. poparcia. Dobry wynik kandydata Konfederacji spowodował też wzrost notowań całego ugrupowania. Najpierw to Jarosław Kaczyński wezwał Konfederację do poparcia przygotowanej przez PiS dziesięciopunktowej deklaracji programowej („Deklaracji Polskiej”). Sławomir Mentzen ją odrzucił, uznając, iż została tak skonstruowana, by nie mógł jej poprzeć. Nazwał przy okazji prezesa PiS „politycznym gangsterem”, który niszczy swych koalicjantów. W odpowiedzi Jarosław Kaczyński ocenił, iż Mentzen „cierpi na pewne niedostatki”, a jego obecność w polityce jest „nieporozumieniem”.

– Trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy jesteśmy w opozycji. Jeśli jesteśmy w opozycji to do czego i do kogo? Jeśli jesteśmy w opozycji do rządu Donalda Tuska, to znaczy, że mamy wspólne zadanie do wykonania – podkreśla w rozmowie z Gazeta.pl poseł PiS Jan Kanthak, pytany, czy wyobraża sobie wspólną listę z Mentzenem.

Nasi rozmówcy w Prawie i Sprawiedliwości przyznają, iż trzeba przede wszystkim poważnie wziąć pod uwagę wariant wspólnych list z Rozwojem Plus, tak jak kiedyś z Solidarną Polską, która również powstała w wyniku rozłamu w PiS. – Zaczynają im spadać notowania, więc i tak pewnie do nas przyjdą. Efekt świeżości można mieć tylko raz, i już widać, że właśnie się kończy – mówi nieco złośliwie jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości.

– Myślę, że taka opcja mogłaby zostać rozważona przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, stąd ten apel. No ale do tego potrzeba odłożenia swoich ambicji osobistych na bok – dodaje z kolei poseł Kanthak.

Rozwój Plus i Konfederacja mówią „nie”

Ani Rozwój Plus, ani Konfederacja nie są jednak przynajmniej na dziś zainteresowane wspólnym startem z PiS. „Idziemy do wyborów samodzielnie! Z własnym programem, własną wizją i odwagą, by walczyć o przyszłość Polski! Rozwój albo Tusk! Rozwój albo krach! Nie ma odwrotu!” – napisał już w czwartek wieczorem na X Mateusz Morawiecki.

– Kilka miesięcy temu zostaliśmy z PiS wyrzuceni, cały czas jesteśmy atakowani, nazywani zdrajcami, więc to trochę dziwne, że teraz Prawo i Sprawiedliwość chciałoby się jednoczyć ze zdrajcami – ironizuje z kolei w rozmowie z Gazeta.pl poseł Paweł Jabłoński.

Wicemarszałek Bosak przypomina natomiast, iż Konfederacja startuje samodzielnie od 2019 roku, czyli od początku swego istnienia. – Oceniam to jako zabieg propagandowy, mający na celu odwrócenie uwagi od faktu, że mamy kilka partii konkurujących ze sobą na scenie politycznej – mówi Bosak, komentując czwartkowy apel prezesa Kaczyńskiego.

Udział