Śmigłowiec rozbił się we wtorek (15 września) około godz. 19 czasu lokalnego (około godz. 4 w Polsce) między dwoma budynkami w dzielnicy Chatsworth na przedmieściach Los Angeles, skąd ekipa stacji relacjonowała wypadek miejskiego autobusu.
Na miejscu wybuchł pożar. W szczytowym momencie walczyło z nim 56 strażaków. Uszkodzone zostały cztery samochody i dwa kontenery magazynowe.
– Maszyna została całkowicie zniszczona – przekazał Brandon Silverman, rzecznik prasowy straży pożarnej w Los Angeles. – Musieliśmy przeszukać rumowisko, aby ustalić, ile osób znajdowało się na pokładzie, a także zidentyfikować maszynę. Nie byliśmy w stanie dostrzec nawet ogona śmigłowca – dodał.
Katastrofa śmigłowca stacji telewizyjnej w Los Angeles
Dziennik „Los Angeles Times” poinformował, że jedna z ofiar znajdowała się na ziemi, a dwie pozostałe na pokładzie maszyny. Osoba, która odniosła obrażenia, została przewieziona do szpitala. Jej stan nie jest znany.
NBC4 potwierdziła podczas programu na żywo, że rozbił się jej śmigłowiec Chopper 4. Wcześniej prowadząca program Colleen Williams przekazała widzom, że stacja straciła kontakt z ekipą znajdującą się w powietrzu.
Okoliczności zdarzenia ustali Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu oraz Federalna Administracja Lotnictwa.
Tragiczne zderzenie SUV-a z autobusem
Około dwóch godzin wcześniej w tej samej części miasta doszło do poważnego wypadku drogowego. Samochód osobowy typu SUV uderzył w bok autobusu komunikacji miejskiej. Według „Los Angeles Times” zginęły trzy osoby, a sześć zostało rannych.
W chwili katastrofy śmigłowca w okolicy wypadku znajdowały się liczne ekipy telewizyjne relacjonujące wypadek autobusu. Burmistrzyni Los Angeles Karen Bass przekazała, że „jest zdruzgotana” śmiercią ofiar obu zdarzeń, i podziękowała służbom ratunkowym za szybką reakcję. „Łączę się w bólu z rodzinami i bliskimi osób, które straciliśmy w tragicznym zderzeniu autobusu i katastrofie śmigłowca” – dodała.
Źródło: PAP


