Brytyjczycy próbowali tej wodnej ekwilibrystyki u wybrzeży Szkocji. Dokładniej w pobliżu Cape Wrath (ang. Przylądek Gniewu), czyli najdalej wysuniętego na północny zachód skrawka wyspy Wielka Brytania. Wody z natury mało spokojne, jak wskazuje sama nazwa przylądka. Komandosi przekonali się, jak nawet we względnie miły i słoneczny dzień mogą pokrzyżować plany.
Brytyjczycy korzystający z U-Boota
Opisywane wydarzenia rozegrały się podczas ćwiczeń NATO Strike Warrior 26 w północnej Szkocji i na okalających ją wodach. Jak opisuje to brytyjskie wojsko, są to największe od 15 lat ćwiczenia oddziałów komandosów Jego Królewskiej Mości. Biorący w nich udział żołnierze twierdzą w anonimowych wypowiedziach cytowanych w komunikatach, że to właściwie najbardziej złożone ćwiczenia od końca zimnej wojny. Z Brytyjczykami współpracują żołnierze Holandii, Kanady, Portugalii, Niemiec, Norwegii i USA. Łącznie 2 tysiące ludzi.
W tychże ćwiczeniach bierze udział specjalistyczny oddział komandosów brytyjskiej artylerii – 148 Battery Commando Forward Observation Battery. Ich głównym zadaniem jest skrycie przedostawać się na wrogi brzeg, tam tworzyć punkty obserwacyjne i z nich naprowadzać ogień na cele lądowe z okrętów czekających na morzu. Ostatni raz robili coś takiego z powodzeniem podczas wojny o Falklandy z Argentyną. W ramach ćwiczeń Strike Warrior 26 mieli przeprowadzić właśnie tego rodzaju operację. Wyruszyć z okrętu na brzeg, tam wykonać zadanie, po czym powrócić na morze i okręt. Ten ostatni etap zaowocował widowiskowym nagraniem i zdjęciami.
Komandosi mieli bowiem za zadanie dostać się na wynurzonego nienazwanego niemieckiego U-Boota, który na nich czekał. Jak wynika z oficjalnego opisu, preferowaną metodą zrobienia tego był manewr „wpłynąć na/spłynąć z” (ang. float on/float off). Czyli najwyraźniej nieco cyrkowy manewr wykorzystania fal i opływowego kadłuba okrętu, aby z rozpędu wślizgnąć się na jego pokład małym pontonem z silnikiem i kilkoma komandosami na pokładzie. W opisie zaznaczono, że dla sterników i całych zespołów była to cenna okazja do trenowania czegoś takiego. Można to dobrze zobaczyć, bo ewidentnie Brytyjczycy podejmowali liczne próby i nie widać, aby jakaś zakończyła się powodzeniem. Dość silne falowanie ewidentnie istotnie utrudniło manewr.
W końcu dokumentnie przemoczeni komandosi dostali się na pokład okrętu najwyraźniej alternatywną i mniej preferowaną metodą wspinania się po drabinie sznurowej położonej na burcie. Można się domyślić, że to wolniejszy sposób, a w takich operacjach na pewno czas jest bardzo cenny. Dla okrętu podwodnego pozostawanie wynurzonym w pobliżu wrogiego wybrzeża to ogromne ryzyko wykrycia i zniszczenia. Jego naturalnym i preferowanym stanem jest bycie pod wodą, gdzie nieporównywalnie trudniej go znaleźć. Dlatego istnieją rozwiązania, pozwalające komandosom wychodzić z zanurzonych okrętów podwodnych w sprzęcie do nurkowania. Potem przy pomocy małych podwodnych skuterów czy pojazdów mogą dotrzeć w pobliże brzegu i wyjść na niego jeszcze bardziej skrycie.











