Koniec procesu Łukasza Żaka. Wiadomo, kiedy zapadnie wyrok

W poniedziałek 13 lipca na rozprawie w procesie Łukasza Żaka (jak podaje portal TVN24, sąd zgodził się na podawanie nazwiska i pokazywania wizerunku mężczyzny) oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej, zeznawał ostatni biegły, po czym sędzia Maciej Mitera zamknął przewód sądowy. Strony wygłosiły następnie mowy końcowe.

Proces Łukasza Żaka. Prokuratura żąda 20 lat więzienia

Prokuratorka Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreśliła, że w sprawie Żaka nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Zaznaczyła, że oskarżony był wcześniej wielokrotnie karany – za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przestępstwa prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.


Zobacz wideo

30-latka przyjechała samochodem na komendę. Miała blisko 1,5 promila alkoholu w organizmie

 – Pomimo tego wszystkiego tamtej nocy Łukasz Żak po raz kolejny w swoim życiu postanowił wsiąść w stanie nietrzeźwości za kierownicę samochodu, po wypiciu pół butelki wódki. Po raz kolejny postanowił złamać absolutnie wszystkie przepisy ruchu drogowego, postanowił rozpędzić ten samochód do prędkości ponad 200 kilometrów na godzinę w centrum Warszawy – mówiła.

Zaznaczyła, że po tym, jak Żak wysiadł z samochodu, nie zainteresował się nikim, nawet swoją partnerką, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Podkreśliła, że również zachowanie oskarżonego po tym, jak został zatrzymany w Niemczech, wskazuje na to, że nie występuje u niego nawet cień pozytywnej prognozy kryminologicznej. Dodała, że przebywając w Niemczech, kontaktował się z aresztu ze wszystkimi w tej sprawie, kierując również groźby. Niejednokrotnie miał też próbować wpływać na świadków.

Prokuratorka zawnioskowała o wymierzenie Żakowi kary 20 lat więzienia z ograniczeniem możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Oprócz tego zawnioskowała o dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, zadośćuczynienie dla pokrzywdzonej rodziny w łącznej kwocie 600 tysięcy złotych oraz świadczenie 10 tysięcy złotych na fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej.

Oskarżycielka posiłkowa w mowie końcowej podkreśliła, że wypadek sam w sobie charakteryzuje się przypadkowością.

 – Ale czy my możemy mówić o przypadkowości w stosunku do osoby, która decyduje się wsiąść za kierownicę samochodu, mając stężenie alkoholu nie mniejsze niż 1,1 promila? Czy możemy mówić o tej przypadkowości, jeżeli ta sama osoba decyduje się na rozpędzenie w Warszawie, w centrum, do prędkości 226 kilometrów na godzinę? Czy możemy mówić o przypadkowości, kiedy ta sama osoba robi to po raz kolejny, po raz kolejny łamie prawomocny zakaz prowadzenia pojazdów? Nie, tej przypadkowości nie ma, a przynajmniej być nie powinno – zaznaczyła i podkreśliła, że nie ma takiej kary, która mogłaby zrekompensować rodzinie pokrzywdzonego to, co się wydarzyło.

Wdowa: Wiem, że już nie wrócę do normalności

Głos zabrała również wdowa po mężczyźnie (ojcu dwójki dzieci), który zginął w wypadku. – Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób – mówiła pani Ewelina.

 – Ja wiem, że już nie wrócę do normalności, ale jeśli ten proces, historia mojej rodziny, ma możliwość wpłynięcia na uratowanie choć jednego życia, choć jednej rodziny, bo to może być każdy z nas, to ja uważam, że warto. Ja jedynie proszę o sprawiedliwość i liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której obecnie nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych – powiedziała.

– Osoby siedzące naprzeciwko mnie przychodziły tutaj jak na spotkanie towarzyskie. Uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty, strojenie min do mnie. To świadczy o tym, że osoby te cały czas są w trakcie zabawy – mówiła, cytowana przez Wyborcza.pl. Jak dodała, nieprzyjemności i agresji doświadczyła również na korytarzach sądowych ze strony bliskich oskarżonych.

Pełnomocniczka Żaka: Stał się obiektem powszechnej nienawiści

Z kolei adwokatka Izabela Ławińska zaznaczyła w mowie końcowej, że wokół oskarżonego jeszcze przed wydaniem wyroku powstał medialny obraz osoby, która przestała być człowiekiem.

 – Stał się symbolem, stał się twarzą społecznego oburzenia, stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami. Nie analizowano materiału procesowego. Nie czekano na zakończenie postępowania. Nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Zapadł wyrok opinii – zaznaczyła.

Podkreśliła jednak, że sąd nie jest opinią, a miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo. – Jeżeli istnieje moment, w którym państwo prawa zdaje egzamin, to jest właśnie wtedy, gdy na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony – dodała.

Zaznaczyła, że nie budzi wątpliwości, iż zachowanie oskarżonego było przyczyną wypadku, jednak analiza skutków wymaga również uwzględnienia wszystkich okoliczności. Przytoczyła między innymi opinię biegłych, którzy wskazali na poczytalność Żaka, jednak stwierdzili u niego zaburzenia reakcji na ciężki stres.

Żak swoje stanowisko przekazał sędziemu w formie pisemnej. Ponownie przeprosił również obecną na sali wdowę po zmarłym w wypadku mężczyźnie. Sędzia odroczył ogłoszenie wyroku do 16 lipca.

Tragiczny wypadek na A1

Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły także trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.

Według opinii biegłych kierujący Volkswagenem 26-letni wówczas Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Zdaniem śledczych pędził z prędkością 226 kilometrów na godzinę. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje zaś ograniczenie prędkości do 80 kilometrów na godzinę. Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Mężczyznę zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Oprócz Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. 

Źródło: PAP

Udział