Do zdarzenia doszło w nocy z 9 na 10 września ubiegłego roku. Sprzed domu premiera Donalda Tuska w Sopocie został ukradziony pojazd należący do rodziny szefa rządu. „Tuż przed godziną 8 oficer dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Sopocie otrzymał informację o kradzieży lexusa” – informowała wówczas policja.
„Na miejsce skierowano grupę dochodzeniowo-śledczą, która zabezpieczyła ślady, nagrania z monitoringu oraz przeprowadziła rozmowy z osobami mogącymi posiadać wiedzę o zdarzeniu. Już po kilku godzinach intensywnej pracy funkcjonariusze Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji odnaleźli pojazd na jednym z parkingów w Gdańsku” – podano.
Kradzież auta spod domu premiera. Dwaj mężczyźni na ławie oskarżonych
W związku ze sprawą policja zatrzymała 41-letniego Łukasza W. oraz 43-letniego Stefana N. Pierwszy z mężczyzn został zatrzymany po kilku dniach w porcie lotniczym w Gdańsku, tuż przed wylotem do Bułgarii. „Zaskoczony przez funkcjonariuszy, nie stawiał oporu” – podawali funkcjonariusze. Drugiego z mężczyzn zatrzymano w październiku. Łukasz W. wciąż jest aresztowany, Stefan N. wyszedł na wolność w lutym.
Jak informuje TVP Info, w połowie sierpnia prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Elblągu akt oskarżenia przeciwko mężczyznom. Obaj oskarżeni będą odpowiadać za kradzież pojazdu „wspólnie i w porozumieniu”. Ponadto Łukasz W. został oskarżony o kradzież dwóch innych aut w Elblągu i Sopocie, a także o użycie podrobionych tablic rejestracyjnych na skradzionych pojazdach. Mężczyznom grozi do 10 lat więzienia.
Po kradzieży auta dyrektor i wicedyrektor biura ochrony premiera zostali zwolnieni ze stanowiska, a szef Służby Ochrony Państwa gen. Radosław Jaworski najpierw poszedł na zaległy urlop, a następnie wziął zwolnienie lekarskie. We wrześniu prezydent Karol Nawrocki wyraził zgodę na odwołanie gen. Jaworskiego ze stanowiska komendanta Służby Ochrony Państwa.
Źródło: PAP














