
Referendum odbywało się w 453 lokalach, które były otwarte od godziny 7:00 do 21:00. Większość obwodów do głosowania (412) były obwodami stałymi. Dodatkowe 41 stanowiły odrębne obwody głosowania, zlokalizowane na przykład w zakładach leczniczych, domach pomocy społecznej, zakładach karnych i aresztach śledczych.
O ważności referendum decyduje jednak przede wszystkim frekwencja. Aby wyniki były ważne, w głosowaniu musiało wziąć udział co najmniej 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborze prezydenta miasta w II turze, czyli minimum 158 555 mieszkańców Krakowa (27 proc.).
W przypadku Rady Miasta Krakowa minimalna wymagana do uznania ważności głosowania liczba uczestników wynosiła 179 792 (około 30,6 proc. ogólnej liczby osób uprawnionych do głosowania).
Frekwencja w niedzielnym referendum w Krakowie wyniosła 31,8 proc. (pierwsze dane mówiły o 33,4 proc.) – wynika z sondażu late poll przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą (OGB) dla Polsatu News i Stan360. Za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego opowiedziało się 97,8 proc. głosujących; za odwołaniem Rady Miasta Krakowa zagłosowało 96 proc. uczestników referendum.
Jeśli te dane się potwierdzą, oznaczać to będzie, że Aleksander Miszalski pożegna się ze swoim stanowiskiem.
Pawłowski z OGB: To głos przeciwko rządowi Tuska
– Moim zdaniem frekwencja nie jest najważniejszą informacją z tego wieczoru. Najważniejszą informacją jest to pytanie, jak mieszkańcy Krakowa deklarowali swój udział w referendum – powiedział Łukasz Pawłowski z Ogólnopolskiej Grupy Badawczej po ogłoszeniu wyników exit poll.
– Aż 26 proc. powiedziało, że to jest głos nie przeciwko prezydentowi Miszalskiemu, a przeciwko rządowi Donalda Tuska. Nie byłoby ważnego referendum w Krakowie, nie byłoby odwołania prezydenta i najprawdopodobniej rady miasta, gdyby nie te 26 proc., które powiedziało: tak, poszedłem na referendum, żeby dać rządowi Donalda Tuska żółtą kartkę. Bo to oznacza, że we wszystkich miastach, gdzie kandydaci są związani z Koalicją Obywatelską albo są z Koalicji Obywatelskiej, ta grupa może przesądzić o wyniku referendum. Pokażę bardzo ciekawe dane potwierdzające tę tezę, czyli jak na to pytanie odpowiadały osoby z poszczególnych partii – dodał.
– Prawie połowa wyborców Prawa i Sprawiedliwości, którzy wzięli udział w referendum, powiedziała, że głosowali z powodu Donalda Tuska, a nie Aleksandra Miszalskiego. Podobnie jest również wśród wyborców Grzegorza Brauna – prawie 40 proc. z nich stwierdziło, że poszli oddać głos przeciwko rządowi Donalda Tuska, a nie przeciwko prezydentowi Miszalskiemu – kontynuował Pawłowski.
– Dla mnie osobiście, kogoś, kto zajmuje się badaniami, to jest najważniejsza informacja z dzisiejszego wieczoru, bo to, co się dzisiaj wydarzyło w Krakowie – prawdopodobnie, mam nadzieję, że mamy rację – może wydarzyć się w każdym innym mieście w Polsce – podkreślił.
Kiedy kolejne wybory w Krakowie?
Delegatura Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie przewiduje, że ostateczne wyniki referendum będą znane w poniedziałek 25 maja w godzinach porannych. Jeśli oficjalny wynik będzie zbliżony do sondażowego, będzie to oznaczało, że Aleksander Miszalski – podobnie jak rada miasta – zostanie odwołany.
Przypomnijmy, że wybory przedterminowe zarządza Prezes Rady Ministrów w terminie do 90 dni od dnia referendum. Oznacza to, że mogłyby się one odbyć najpóźniej w sierpniu, a ewentualna II tura – we wrześniu. Do czasu wyłonienia nowego prezydenta miastem zarządzałaby osoba wskazana przez premiera, który odpowiada również za zarządzenie wyborów przedterminowych.
– Ze swej strony pragnę głęboko zaapelować do premiera Donalda Tuska, który wskaże komisarza do czasu wyborów. Jest ważne, żeby ten komisarz został uczulony na to, co ważne dla Krakowa, żebyśmy nie zmarnowali tych trzech miesięcy, bo przez te trzy miesiące można ograniczyć tę fatalną strefę czystego transportu, można zlecić porządny audyt i zacząć naprawiać finanse miasta – wyliczał współinicjator referendum Jan Hoffman. Jego zdaniem komisarz powinien zlikwidować też departamenty powołane przez prezydenta Miszalskiego w magistracie „jako przejaw takiego marnowania pieniędzy publicznych i błędnych wydatków”.
Referendum ws. Miszalskiego
Referendum ws. odwołania Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa zostało zainicjowane przez grupę obywateli oficjalnie odcinających się od polityki. Ich pomysł wsparli politycy opozycji, w tym PiS, Konfederacja, a także środowisko radnego i byłego posła PO Łukasza Gibały – głównego rywala Miszalskiego w wyborach na prezydenta w 2024 r. Twarzą komitetu referendalnego stał się przewodniczący rady dzielnicy Stare Miasto Jan Hoffman.
Przeciwnicy zarzucają Miszalskiemu m.in. zadłużenie miasta, kolesiostwo, niespełnienie wyborczych obietnic, sprawowanie urzędu w sposób niegodny. Nie podobają się im również sposób wprowadzenia i zasady strefy czystego transportu (SCT), podwyżki cen biletów, wydłużenie godzin płatnego parkowania.
Zdaniem Miszalskiego próba jego odwołania jest dla jego krytyków rodzajem „dogrywki” do ostatnich wyborów samorządowych. W ostatnich tygodniach, w rozmowach z dziennikarzami, przyznał, że niektóre decyzje były błędne, zapowiedział korekty, polegające m.in. na wycofaniu opłat za parkowanie w niedzielę dla mieszkańców centru miasta, zmianach kadrowych oraz zmniejszeniu liczby etatów w urzędzie.
Redagowała Kamila Cieślik

