Podsekretarz stanu w ministerstwie pracy Lilian Greenwood oświadczyła we wtorek (18 sierpnia), że Wielka Brytania chce „nadal wspierać przyjaciół w Ukrainie”. – Robimy to od wielu lat, zapewniając szkolenia i sprzęt. Będziemy to robić nadal – zadeklarowała na antenie BBC.
Wielka Brytania nie przestanie wspierać Ukrainy
Na pytanie, czy mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa powinni czuć niepokój w związku z groźbami Moskwy, odpowiedziała: – Nie. Myślę, że ludzie w całym kraju stoją ramię w ramię z naszymi przyjaciółmi w Ukrainie, tak jak to miało miejsce przez cały czas, od rozpoczęcia nielegalnej rosyjskiej inwazji.
– (Rosjanie – red.) chcą nas zniechęcić do udzielania Ukrainie tego rodzaju wsparcia, ale jasno mówimy, że stoimy ramię w ramię z narodem ukraińskim. Rosjanie powinni się wycofać i przywrócić pokój w Ukrainie, a dążąc do tego celu, nie przestaniemy wspierać Ukrainy – podkreśliła Greenwood.
Groźba ze strony Federacji Rosyjskiej
Rosyjska ambasada w Londynie ostrzegła w poniedziałek wieczorem Wielką Brytanię, że „będzie musiała odpowiedzieć” za konsekwencje swojego wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Chodziło o wykorzystanie brytyjskich dronów do uderzeń na terytorium Rosji. Według ambasady Londyn „staje się wspólnikiem” w takich atakach i „świadomie wybiera eskalację” konfliktu. „Im głębsze będzie jego zaangażowanie w konflikt (…), tym wyższa będzie cena” – oznajmiła ambasada.
W nocy rzecznik brytyjskiego resortu obrony przekazał BBC, że Londyn dalej będzie wspierał Kijów. – Rosja nie powinna mieć wątpliwości co do determinacji tego rządu w przeciwstawianiu się rosyjskiej agresji w Ukrainie, a także (agresji – red.) przeciwko Zjednoczonemu Królestwu i naszym sojusznikom – zadeklarował.
To nie pierwsze takie oświadczenie ze strony Moskwy. Wcześniej przed konsekwencjami ostrzegała między innymi w związku z dostawami brytyjskich czołgów na Ukrainę w 2023 roku. W kwietniu 2026 roku brytyjskie ministerstwo obrony ogłosiło, że przekaże Ukrainie 120 tys. dronów, w tym tysiące bezzałogowców bojowych dalekiego zasięgu.
Źródło: Adam Dąbrowski (PAP)


