Wybory w Krakowie są jednym z najważniejszych politycznych wydarzeń tego roku. W maju w referendum został odwołany prezydent Aleksander Miszalski (KO), który rządził miastem zaledwie od dwóch lat. Funkcję prezydenta pełni obecnie jeden z byłych zastępców Miszalskiego, Stanisław Kracik.

O urząd ubiegają się:

  • Michał Drewnicki (radny PiS),
  • Łukasz Gibała (radny klubu Kraków dla Mieszkańców),
  • Daria Gosek-Popiołek (posłanka klubu Lewicy),
  • Michał Klimek (Konfederacja Korony Polskiej),
  • Aleksandra Owca (radna Razem),
  • Monika Piątkowska (senatorka KO popierana również przez PSL)
  • Sławomir Pietrzyk (Socjaldemokracja Polska).

Na kilka dni przed głosowaniem ze startu zrezygnował Jan Hoffman (jeden z inicjatorów referendum), który poparł Łukasza Gibałę. 

Zobacz wideo Miszalski stworzył w Krakowie dwór i Tusk nie chciał go firmować

Wybory w Krakowie. Będą sondaże exit poll

W niedzielę 27 września przed lokalami wyborczymi w Krakowie będą stać ankieterzy firmy badawczej OGB (badanie dla Polsatu oraz Interii), a także Ipsos-u (dla Telewizji Polskiej, Polsatu i TVN). Wyniki sondaży zostaną opublikowane o godzinie 21.

O tym, jak takie badanie przebiega w praktyce, rozmawialiśmy z szefem OGB Łukaszem Pawłowskim.  

Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: W Krakowie w dniu wyborów będzie otwartych ponad 450 komisji. W ilu z nich pojawią się Państwa ankieterzy?

Łukasz Pawłowski, prezes OGB: Będziemy w 35 punktach. Jeśli jest to np. szkoła, to na miejscu są zwykle dwie, trzy komisje, a czasem jest ich nawet pięć. To daje łącznie ok. 100 komisji. 

W każdym punkcie będzie trzech ankieterów. W każdym tych punktów będziemy zbierać 300 ankiet, czyli w całym mieście na koniec dnia będziemy mieć ich ponad 10 tys. Ankieterzy będą na miejscu od otwarcia lokali do ich zamknięcia. 

W jaki sposób wybierają Państwo punkty, w których przeprowadzane są ankiety?

Stosujemy metodę celową, czyli analizujemy punkty od względem reprezentatywności wyników dla całego miasta. Dzięki temu tych 35 punktów w zupełności nam wystarczy.

To znaczy, że obstawiają Państwo komisje, w których rezultaty w ostatnich wyborach samorządowych w 2024 r. były najbardziej podobne do wyników z całego miasta? 

Tak, z tą różnicą, że bierzemy pod uwagę nie tylko wybory samorządowe, ale również ubiegłoroczne wybory prezydenckie i wybory parlamentarne z 2023 r. 

Co ważne, będziemy znać nie tylko sondażowy wynik dla całego miasta, ale także wynik w czterech historycznych dzielnicach Krakowa: Śródmieściu, Krowodrzy, Nowej Hucie i Podgórzu. Punkty, które będziemy wybierać, będą też reprezentatywne dla tych dzielnic.

O co będą pytać Państwo respondentów, poza tym, na kogo oddali głos?

O kwestie ogólnopolskie. Kraków jest przecież testem przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.

Mogę zdradzić, że jedno z pytań będzie dotyczyć aktualnych preferencji partyjnych do parlamentu. Te dane będziemy porównywać z wyborami w 2023 roku i dzięki temu będziemy wiedzieć, komu poparcie spadło, a komu wzrosło. Na podstawie tego będzie można wyciągnąć jakieś wnioski co do tego, jak ogólnopolska polityka może wyglądać za rok po wyborach parlamentarnych.

Same wyniki poszczególnych kandydatów nie powiedzą nam aż tak dużo z perspektywy ogólnopolskiej, chociażby dlatego, że nie wszystkie ugrupowania wystawiają swoich reprezentantów. Przypominam, że kandydat Konfederacji Bartosz Bocheńczak nie zdołał zebrać wymaganej liczby podpisów pod swoją kandydaturą.

Nie chciałbym zdradzać większej liczby szczegółów co do zbieranych przez nas danych, pozostawię tę możliwość mediom, które zamówiły u nas badanie. 

W jaki sposób będą Państwo wybierali tych respondentów, którzy będą proszeni o wypełnienie ankiet?

To zawsze jest metoda losowa. I w zależności od tego, jak wielu jest wyborców w danym punkcie, ta częstotliwość w każdym punkcie będzie się różnić, np. co siódma czy co dziesiąta osoba. 

A jeśli ktoś odmówi?

Ankieter zapisuje odmowę, a potem czekamy na kolejną siódmą czy dziesiątą osobę.

Odnotowujemy też, o której godzinie doszło do odmowy, czy była to kobieta, czy był to mężczyzna i w jakim mniej więcej przedziale wiekowym. 

Na podstawie tych danych szacujemy później, na kogo mogła zagłosować osoba, która odmówiła nam wypełnienia ankiety. Jak to dokładnie wyliczamy, jest naszą tajemnicą. Natomiast przeprowadziliśmy już wcześniej trochę badań w miastach i badań ogólnopolskich, porównywaliśmy nasze wyniki z oficjalnymi wynikami PKW, więc jesteśmy w stanie wywnioskować, jaka jest struktura odmów, kto odmawia i jak potem rozdzielić te głosy.

Czy odsetek odmów jest wysoki?

Zwykle wynosi około 20 proc. Ci, którzy odmawiają, dzielą się na dwie grupy. Jedna grupa nie odpowiada ze względu na swoje cechy demograficzne albo poglądy polityczne. Druga grupa odmawia losowo. Zależy to od różnych czynników, np. od pogody.  Kiedy jest zła, ludzie bardziej się spieszą, są mniej chętni do współpracy. 

W drugiej turze wyborów prezydenckich było znacznie mniej odmów niż w pierwszej, bo pogoda była zdecydowanie lepsza. W trakcie drugiej tury świeciło słońce. I to, jak się potem okazało, zrodziło problemy. 

W pierwszej i drugiej turze przeprowadzaliśmy badania w tych samych komisjach. Po pierwszej turze wiedzieliśmy mniej więcej, jak rozkładały się te odmowy, którzy wyborcy nie chcieli udzielać nam odpowiedzi. W drugim głosowaniu już ok. godz. 10-11 widzieliśmy, że tych odmów jest mniej niż dwa tygodnie wcześniej, czyli ich struktura też wewnętrznie się zmieniła w porównaniu do pierwszej tury. Dlatego w wynikach exit poll z drugiej tury wynik Rafała Trzaskowskiego był zawyżony i wskazywał na jego wygraną. Gdyby te odmowy były na tym samym poziomie, co w pierwszej turze, to ten błąd najprawdopodobniej by nie wystąpił.

Jaką mają Państwo gwarancję, że respondent poda prawdę w ankiecie? Może przecież nie chcieć przyznawać się do swoich rzeczywistych preferencji wyborczych.

Sam ankieter nie spisuje żadnych danych. Wszystkie odpowiedzi zaznacza sam ankietowany albo na kartce, albo na tablecie. Respondent wskazuje jedynie swoją płeć i przedział wiekowy. 

Ankieta jest anonimowa, więc nie ma żadnego zagrożenia, że zbieramy jakieś prywatne dane, które potem można jakoś wykorzystać. Tak jak samo głosowanie, odpowiedzi w ankiecie również są tajne. Z tego powodu odsetek ludzi, którzy podają nieprawdę w ankiecie, praktycznie nie istnieje albo jest bardzo marginalny. 

Ostatecznie w wyborach w Krakowie wystartuje siedmioro kandydatów. Ucieszył się Pan, że nie jest ich jednak więcej?

Z naszej perspektywy nie ma to jakiegoś dużego znaczenia. Gdyby tych kandydatów było za dużo, to ewentualnie powstałby problem zmieszczenia ich na kartce. 

Gorzej, jeśli jakiś kandydat zrezygnuje tuż przed wyborami. Takiego scenariusza się boję, bo oznaczałoby to konieczność nagłego ponownego wydrukowania ankiet. [od redakcji: po tej rozmowie rezygnację ze startu ogłosił Jan Hoffman]. 

Przeprowadzili Państwo exit poll w trakcie majowego referendum w Krakowie. Co prawda poprawnie przewidzieli Państwo, że Aleksander Miszalski zostanie odwołany, ale z badania wynikało, że odwołana została także Rada Miasta. Tymczasem do jej odwołania nie doszło, bo nie osiągnięto wymaganej frekwencji. W badaniu exit poll wyszła 33,4 proc., w rzeczywistości wyniosła poniżej 30 proc. Skąd taka różnica?

Margines błędu dopuszczalny w badaniu exit poll to dwa punkty procentowe, a my pomyliliśmy się o trzy punkty, więc ten błąd był na pewno większy, niż byśmy chcieli. 

Wynikał z tego, że akurat referendum jest dość specyficzne, bo nie polega przecież na oddawaniu na kogoś głosu. W poszczególnych komisjach były ogromne nieregularności. W jednej komisji frekwencja wyniosła np. ok. 20 proc., a w innych sięgała 50 proc. 

Takich lokalnych referendum w dużych miastach nie ma zbyt wiele, więc nie ma też bazy danych, na której moglibyśmy się opierać i to szacować.

Czy przeprowadzanie badań w trakcie wyborów lokalnych różni się od ogólnopolskich, choćby parlamentarnych? Rozumiem, że skala jest inna, w wyborach ogólnopolskich komisji do obstawienia jest więcej. Ale czy coś poza tym?

Łatwiej przeprowadza się badania w dużym mieście niż na terenach wiejskich. W dużych miastach jest większa świadomość osób, które pracują w komisjach i które wiedzą, że ankieter to nikt straszny. 

To najczęściej od przewodniczącego komisji zależy, czy udostępni miejsca dla ankieterów w budynku, czy też będą musieli stać na zewnątrz i „łapać” wychodzących wyborców.  Co ważne, my nie potrzebujemy do przeprowadzania badań żadnej zgody. Mamy do tego prawo i to tylko ludzkiego podejścia zależy, czy będzie się nam utrudniało pracę, czy nie.

Ankieter nigdy nie ma gwarancji, że dostanie stół i dwa krzesła. Na szczęście ludzie z komisji w 90 proc. przypadków podchodzą do tego bardzo przyjaźnie. Nikt nikomu nie utrudnia pracy. Zdarza się nawet, że pani woźna ze szkoły, w której mieści się komisja, przynosi ankieterom herbatę. 

Wybory w Krakowie to wybory lokalne, więc oficjalne wyniki będą zapewne podliczone i ogłoszone bardzo szybko. Zapytam prowokacyjnie: czy sondaż exit poll ma sens? Przecież wystarczy poczekać 2-3 godziny i wszystko będzie jasne.

Państwowa Komisja Wyborcza przedstawia tylko wynik ostateczny, ile osób zagłosowało i na kogo, ale nie odpowie na pytanie, czy głosowało więcej kobiet, czy mężczyzn, czy głosowali młodsi, czy starsi. 

Proszę pamiętać, że w chwili zamknięcia lokali wyborczych o godz. 21 nie tylko informujemy o tym, jaki jest wynik wyborów, ale też wskazujemy, kto zagłosował, dlaczego zagłosował, podajemy dodatkowe informacje. I paradoksalnie te dane są czasem ważniejsze od samego wyniku. 

Wiemy dzięki temu np., jakie grupy wyborców zagłosowały w ubiegłym roku na jednego czy drugiego kandydata na prezydenta Polski. To jest wiedza, która umożliwia analizę politycznej rzeczywistości. Przeprowadzanie takich badań jest obecnie absolutnym standardem na całym świecie. 

Wybory w Krakowie. Łukasz Gibała prowadzi w sondażach

We wrześniowym sondażu IBRiS chęć oddania głosu na krakowskiego radnego Łukasza Gibałę zadeklarowało 17,6 proc. mieszkańców Krakowa. Drugie miejsce przypadło popieranej przez Koalicję Obywatelską i PSL senatorce Monice Piątkowskiej (17,1 proc.). Na trzecim miejscu znalazł się radny PiS Michał Drewnicki (13,2 proc.), a na czwartym posłanka klubu Lewicy Daria Gosek-Popiołek (11,2 proc.). Jana Hoffmana chciało poprzeć 7,1 proc. badanych, Aleksandrę Owcę – 6,9 proc., Michała Klimka – 3,5 proc., a Sławomira Pietrzyka – 0,7 proc. Niezdecydowani stanowią 20,1 proc. ankietowanych. 

W sondażu OGB przeprowadzonym dla Polsat News oraz Interii na pierwszym miejscu znalazł się radny klubu Kraków dla Mieszkańców Łukasz Gibała z wynikiem 39,17 proc. Drugą lokatę zajęła senatorka KO Monika Piątkowska, popierana również przez PSL (23,74 proc.). Na trzecim miejscu znalazł się radny PiS Michał Drewnicki (14,74 proc.). Na radną, współprzewodniczącą Partii Razem Aleksandrę Owcę chciałoby zagłosować 9,75 proc. ankietowanych, a na posłankę klubu Lewicy Darię Gosek-Popiołek – 5,64 proc. Kandydat Konfederacji Korony Polskiej Michał Klimek uzyskał 4,03 proc. poparcia, a Jan Hoffman (organizator majowego referendum w Krakowie) – 2,82 proc. Najmniej poparcia uzyskał kandydat Socjaldemokracji Polskiej Sławomir Pietrzyk (0,11 proc.).

Udział
Exit mobile version