-
„Tam liczy się spokój”. Kulisy pracy nurka
-
Zaginieni pod powierzchnią. „Nie każdego da się odnaleźć”
-
Nurek Detektorysta: Zdarzało mi się słyszeć: „Zgubiłem to, gdy topiliśmy się z całą rodziną”
-
„Woda nie wybacza”
– 11 lat temu kupiłem swój pierwszy wykrywacz metalu i tak się zaczęło. Miałem wtedy 22 lata – mówi Interii Marcin Gołuchowski, znany w internecie jako Nurek Detektorysta. Dzisiaj jego telefon dzwoni najczęściej, gdy ktoś straci w wodzie obrączkę lub telefon. Choć zdarzają się smutniejsze zlecenia. Często woda zabiera więcej niż tylko rzeczy.
– Nurkowałem w Wiśle w poszukiwaniu rzeczy należących do Krzysztofa Dymińskiego – wspomina, mówiąc o jednej z najgłośniejszych spraw zaginięć młodych ludzi w ostatnich latach. Nastolatek, który wyszedł z domu 27 maja 2023 roku, ostatni raz był widziany właśnie w pobliżu wody. Od tamtej pory jego ojciec sam – lub z pomocą specjalistów takich jak Marcin – regularnie przeczesuje rzekę.
„Tam liczy się spokój”. Kulisy pracy nurka
– Wchodząc do wody, wiesz, że możesz natrafić na coś więcej niż przedmioty czy zwierzęta. Musisz odeprzeć tę myśl. Tam liczy się spokój. Nawet najdrobniejszy ruch, na który na powierzchni nie zwrócilibyśmy uwagi, pod wodą może przynieść poważne konsekwencje – tłumaczy.
Gdy nurek zaplącze się w linę, panika może skończyć się tragedią. W innych przypadkach co najmniej urazem. – Nurkowałem kiedyś mniej więcej na głębokości trzech metrów. Nagle dosłownie przed moją twarzą pojawił się bóbr. Przepływał na drugą stronę. Musiałem pozostać bez ruchu, żeby go nie wystraszyć, bo dostałbym ogonem – opowiada.
Jednak nie zawsze wiadomo, z czym ma się do czynienia. Czasami światło latarki ginie w czarnej toni, a wtedy pozostają inne zmysły. Wbrew pozorom, pod powierzchnią nie zawsze panuje cisza.
– Słychać rozmowy, które toczą się u góry. Nie jestem w stanie ich zrozumieć, ale wyraźnie słychać głosy. Gdy milkną, cisza nie jest przerażająca. Wręcz relaksuje – mówi Marcin.
Jest jeszcze jeden dźwięk, który nieustannie towarzyszy mu pod wodą. To bicie jego serca. Słychać, jak dudni w uszach. W takich warunkach człowiek jak nigdy ma okazję wsłuchać się we własne ciało. A ta umiejętność jest w nurkowaniu bardzo istotna.
– Staramy się nie nurkować w pojedynkę. Oddychając pod wodą, wypuszczamy pęcherzyki powietrza, które widać na powierzchni. Bardziej doświadczony nurek, obserwując to u góry, po samych tych bąbelkach potrafi rozpoznać, czy ta osoba pod wodą jest zdenerwowana – opisuje.
Pod wodą spędza do czterech godzin jednego dnia. Często kilkukrotnie wraca w miejsce poszukiwań. Każde zlecenie traktuje jak osobiste wyzwanie.
Zaginieni pod powierzchnią. „Nie każdego da się odnaleźć”
Bywają zejścia, podczas których Marcin musi polegać głównie na dotyku. Choć zanurza się w suchym skafandrze, a jego dłonie pokrywają specjalne rękawiczki, potrafi bez problemu rozróżnić, czego dotyka.
– Najwięcej jest butelek. Ludzie ciągle je wyrzucają: podczas kąpieli nad brzegiem, spływów kajakowych – przyznaje. Jego nurkowanie często kończy się sprzątaniem.
Woda nie wszystko oddaje. Pierwszy raz Marcin zanurkował w związku z osobą zaginioną trzy lata temu. Od tamtej pory ujawnił pod wodą cztery ciała.
To, jak podkreśla, bardzo niewiele w stosunku do tego, ile osób traci życie w zbiornikach wodnych. Według policyjnych statystyk tylko od początku czerwca do 18 sierpnia tego roku w Polsce utonęło 139 osób.
Nie każdego da się odnaleźć. Gdy jednak do tego dochodzi, nie ma się wątpliwości, z czym ma się do czynienia.
– Nawet w zupełnych ciemnościach można rozpoznać przedmiot po kształcie i fakturze. Kamień jest twardy, rozróżni się od drewna. Ludzkie ciało… – Marcin robi pauzę – jest miękką masą, zbitą w ubraniach. Tego nie da się pomylić ze zwierzęciem – opowiada.
Nurek Detektorysta: Zdarzało mi się słyszeć: „Zgubiłem to, gdy topiliśmy się z całą rodziną”
Najbardziej nieprzewidywalne są rzeki. Nurt może zmienić wszystko. Czasami ujawnia finał tragicznej historii, innym razem skarb, a tych nurek znajduje sporo. Niektóre warte tyle, co samochód.
– Kiedyś odnalazłem złoty łańcuszek warty 100 tysięcy złotych – wspomina Marcin. Pytany, kto wchodzi do wody w tak cennej biżuterii, odpowiada z uśmiechem: Bardzo dużo osób.
Z wody Marcin wyciąga obrączki, telefony, okulary. Była część do łodzi warta ponad 30 tysięcy złotych i inny łańcuszek za około 50 tysięcy. To, co znajdzie na dnie, fotografuje i publikuje na swojej stronie na Facebooku.
– Pod futerałem jednego ze znalezionych telefonów schowane było niewielkie zdjęcie. Położyłem je na tym telefonie i wrzuciłem na stronę. Napisała do mnie dziewczyna: „To ja jestem na tym zdjęciu!”. Od zgubienia telefonu minęło kilka miesięcy. Nie sądziła, że może go jeszcze odzyskać – wspomina.
Marcin zawsze weryfikuje, czy rzeczy, po które zgłaszają się właściciele na pewno do nich należą.
– Jeden pan twierdził, że znalazłem jego okulary przeciwsłoneczne. Kosztowały około trzech tysięcy złotych. Na dowód wysłał mi nagranie, na którym dokładnie uchwycił moment, jak spadają mu do wody. Faktycznie, nawet lokalizacja się zgadzała – opowiada nurek.

Za niektórymi zgubami kryją się trudne historie. – Oddając komuś jego odnalezione rzeczy, zdarzało mi się słyszeć: „Zgubiłem to, gdy topiliśmy się z całą rodziną” – wspomina Marcin.
„Woda nie wybacza”
Z jego obserwacji wynika, że do wielu wypadków dochodzi podczas spływów kajakowych. Jak tłumaczy, w Dunajcu, gdzie ten rodzaj aktywności jest bardzo popularny, jest miejsce, w którym głębokość nagle sięga czterech metrów. Wcześniej, co zdradliwe, jest całkiem płytko, a woda skrywa potężny kamień.
– Wiele kajaków w niego uderza. Nie każdy jest w stanie opanować tę sytuację. Często całe rodziny wpadają do wody – opowiada nurek. Sam był świadkiem takiej sytuacji.
– Byłem pod wodą, gdy usłyszałem, że u góry coś się dzieje. Okazało się, że dwoje dzieci wpadło do wody i zaczęło się topić. Zdążyłem się wynurzyć i wyciągnąć jedno z nich – dodaje.
Marcin podkreśla, że do wielu wypadków nad wodą nie dochodziłoby, gdyby nie brak rozsądku.
– Nie ma mowy o wejściu do wody po wypiciu alkoholu. Nie można myśleć, że „to tylko jedno piwo”. Zupełnie inaczej zachowujemy się i funkcjonujemy po jednym piwie na brzegu, a inaczej w wodzie – podkreśla i apeluje, by powstrzymywać takie zachowania, gdy jesteśmy ich świadkami.
– Woda nie wybacza żadnego fałszywego ruchu – przypomina.
Dagmara Pakuła


