
W połowie kwietnia weszły w życie nowe przepisy dotyczące L4. Regulują one, co można, a czego nie można robić przebywając na zwolnieniu. Tymczasem jak zauważa Conperio, firma doradcza specjalizująca się w problematyce absencji chorobowych, dwa miesiące po wejściu w życie zmian wciąż nie brakuje mitów i błędnych interpretacji.
– Wokół nowych przepisów pojawiło się wiele uproszczeń i nieporozumień. Część pracowników uznała, że ustawodawca znacząco poluzował zasady korzystania ze zwolnień lekarskich. Jest wręcz odwrotnie. W praktyce obserwujemy, że to właśnie błędne interpretacje nowych przepisów najczęściej prowadzą dziś do problemów podczas kontroli i utraty świadczeń chorobowych – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes Conperio.
Na L4 można wszystko?
Najczęstszy mit to przekonanie, że „po zmianach na L4 można już praktycznie wszystko”. Wielu pracowników uznało, że nowe przepisy dały niemal pełną swobodę podczas zwolnienia lekarskiego. Tymczasem ustawodawca nie zmienił podstawowej zasady – L4 nadal ma służyć leczeniu i powrotowi do zdrowia. Każda aktywność podejmowana przez pracownika może zostać oceniona pod kątem jej wpływu na proces rekonwalescencji. Sam fakt wyjazdu, aktywności fizycznej czy wykonywania określonych czynności nie przesądza jeszcze o naruszeniu przepisów, ale nie oznacza też automatycznej zgody.
– To nie jest dodatkowy urlop. Nadal obowiązuje podstawowa zasada, zgodnie z którą zachowanie pracownika powinno wspierać proces leczenia. W praktyce właśnie o tym wiele osób zapomina – tłumaczy szef Conperio.
Czerpiemy wiedzę z Facebooka
Drugim częstym problemem ubezpieczonych jest opieranie wiedzy o przepisach wyłącznie na krótkich materiałach publikowanych w mediach społecznościowych. Conperio zwraca uwagę, że po zmianie przepisów sieć zalały filmy i wpisy sugerujące, że zwolnienia lekarskie można dziś wykorzystywać znacznie swobodniej niż wcześniej. Część tych informacji była jednak niepełna, nieprawdziwa lub wyrwana z kontekstu.
– Coraz częściej spotykamy osoby, które podczas kontroli powołują się na informacje znalezione w mediach społecznościowych. Problem polega na tym, że konsekwencje błędnej interpretacji ponosi pracownik, a nie autor filmu czy internetowego wpisu. W przypadku zwolnień lekarskich warto korzystać z oficjalnych źródeł informacji – apeluje Mikołaj Zając.
Ekspert zwraca również uwagę na fakt, że wielu pracownikom wydaje się, że jednorazowe odstępstwo od zasad nie będzie miało większego znaczenia. Tymczasem nawet pojedyncze naruszenie może mieć poważne konsekwencje finansowe. Wbrew powszechnemu przekonaniu utrata prawa do świadczenia dotyczy całego okresu zwolnienia, a nie wyłącznie dnia, w którym wykryto nieprawidłowość.
Conperio przypomina, że nowe przepisy doprecyzowały również, że w razie kontroli to pracownik powinien w wiarygodny sposób wyjaśnić okoliczności swojej nieobecności oraz, jeśli to konieczne, przedstawić środki dowodowe potwierdzające, że jego aktywność była zgodna z celem zwolnienia lekarskiego. Samo powołanie się na spacer, krótki wyjazd czy inną incydentalną czynność może nie być wystarczające.
– Coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, w których pracownicy próbują tłumaczyć swoją aktywność podczas L4 jako czynność incydentalną lub powołują się na wyjaśnienia znalezione w internecie czy przygotowane przez narzędzia AI. Tymczasem każda sytuacja jest oceniana indywidualnie, a pracownik powinien być w stanie wiarygodnie wykazać, że jego zachowanie nie było sprzeczne z celem zwolnienia lekarskiego. Dlatego każda decyzja podejmowana podczas L4 powinna być dobrze przemyślana – podsumowuje Mikołaj Zając.
Z analiz Conperio wynika, że aż 33 proc. kontrolowanych zwolnień lekarskich wykorzystywanych jest niezgodnie z przeznaczeniem.

