
Zaczęło się. Niemieccy odbiorcy coraz częściej oczekują od dostawców dokumentów potwierdzających, że plon został wyprodukowany z wykorzystaniem legalnego materiału rozmnożeniowego – informuje Polska Izba Nasienna (PIN) na łamach rolnego portalu farmer.pl.
To pokłosie wyroku Federalnego Trybunału Sprawiedliwości w Niemczech z listopada 2023 roku. W popłoch wpadają teraz nie tylko rolnicy, ale i skupy zboża, handlowcy oraz eksporterzy, ponieważ wyrok był jednoznaczy – za legalność pochodzenia plonów odpowiada już nie tylko rolnik. Czy Polacy są na to przygotowani? Nie.
25 lat ochrony dla twórców zbóż. Prawo do legalnego zarobku
Skoro odpowiedzialnych jest więcej, to brak weryfikacji legalności wykorzystanego materiału rozmnożeniowego może narazić właściciela skupu, producenta czy eksportera na odpowiedzialność za naruszenie prawa do odmiany.
To ochrona prawna przyznana twórcy nowej odmiany rośliny. Daje ona hodowcy monopol na zarobkowe korzystanie z materiału siewnego danej odmiany zbóż, co oznacza, że nikt inny nie może go bezprawnie rozmnażać ani sprzedawać. Bo to hodowca ma wyłączne prawo do produkcji, rozmnażania, oferowania do sprzedaży i sprzedaży nasion przez 25 lat dla większości gatunków zbóż.
Rolnicy są uprawnieni do wysiewania własnych zbiorów (tzw. odstępstwo rolne) zamiast kupowania kwalifikowanego materiału siewnego, ale z tego tytułu muszą jednak uiścić opłatę licencyjną na rzecz hodowcy. Zazwyczaj jest to 50 proc. stawki licencyjnej.
Polacy są nieprzygotowani. Bałagan w dokumentacji
Wyrok niemieckiego sądu oznacza, że ten kto handluje materiałem ze zbioru powinien sprawdzić, czy plon został wytworzony legalnie. – To nie jest już wyłącznie sprawa pomiędzy producentem a hodowcą odmiany. W praktyce staje się to elementem całego łańcucha dostaw – tłumaczy konsekwencje wyroku Artur Paszkowski z Polskiej Izby Nasiennej. Dotychczas kwestie związane z ochroną odmian były w Polsce domeną rolników i hodowców.
Rynek unijny stanowi około 64 proc. całego polskiego eksportu zbóż, z czego dominująca część przypada na naszego zachodniego sąsiada. Eksport zbóź z Polski na rynek niemiecki w szczytowych sezonach sięgał ponad 3,2 mln ton – to ponad 40 proc. całego eksportu. W styczniu i lutym 2026 roku Niemcy odebrali od nas blisko 350 tys. ton kukurydzy i pszenicy, czyli mniej, bo postanowili korzystać z własnych sprawdzonych zapasów.
Czego od Polaków wymagają Niemcy?
-
faktury zakupu kwalifikowanego materiału siewnego lub sadzeniakowego, -
etykiety materiału siewnego, -
dokumentów potwierdzających legalne nabycie materiału rozmnożeniowego, -
potwierdzenia wniesienia opłat FSS w przypadku korzystania z materiału z własnego zbioru, -
oświadczenia producenta dotyczące legalności pochodzenia plonu.
Okazuje się, że polski sektor rolny nie jest przygotowany do spełnienia takich wymagań. „W przypadku zbóż udział kwalifikowanego materiału siewnego wynosi obecnie około 22 proc. powierzchni upraw. Jednocześnie niewystarczająco realizowany jest obowiązek wynikający z korzystania z odstępstwa rolnego. Szacuje się, że opłaty FSS dotyczą jedynie około 13 proc. powierzchni upraw zbóż” – informuje PIN.













