
-
Na plaży rezerwatu przyrody Mewia Łacha znaleziono martwego wieloryba w zaawansowanym rozkładzie, którego przyczyna śmierci nie jest znana.
-
Ciało zwierzęcia zostało usunięte przez pracowników Urzędu Morskiego w Gdyni i firmę utylizacyjną od strony lądu, aby zminimalizować ingerencję w rezerwat.
-
Próbki pobrane z ciała wieloryba mają pozwolić na ustalenie gatunku, a eksperci zwracają uwagę na rzadkość obecności dużych waleni w Bałtyku i trudności w ustaleniu dokładnej przyczyny śmierci.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Martwego wieloryba zauważono w sobotę, 9 maja. Najpierw dostrzegł go strażnik patrolujący rezerwat, a później informację potwierdzili uczestnicy rejsów turystycznych organizowanych w celu obserwacji fok.
Według specjalistów ciało zwierzęcia mogło dryfować po Bałtyku przez kilka tygodni, zanim zostało wyrzucone na brzeg. W środę odbyła się akcja usunięcia ciała.
Wieloryb utknął na brzegu Bałtyku. Był martwy
Istniały dwie możliwości przeniesienia zwłok – od strony morza lub od strony lądu. W przypadku działań prowadzonych z wody, szczątki zostałyby przetransportowane jednostką pływającą do najbliższego portu, a następnie przekazane do utylizacji.
Druga opcja zakładała użycie ciężkiego sprzętu, m.in. koparki i samochodu ciężarowego. To rozwiązanie było jednak trudniejsze.
Ciało martwego wieloryba zostało wydobyte w środę rano. Wybrano formę usuwania zwłok od lądu – przekazała Zielonej Interii Agnieszka Robakowska z Urzędu Morskiego w Gdyni.
– Dzisiaj rano miała miejsce akcja usunięcia truchła wieloryba z rezerwatu przyrody Mewia Łacha. Pracownicy Urzędu Morskiego w Gdyni wraz z firmą utylizacyjną prowadzili działania od strony lądu. Wczorajszy wiatr i silne falowanie przesunęły truchło zwierzęcia na stronę wschodnią wybrzeża, gdzie grunt jest stabilniejszy, co umożliwiło wjazd sprzętu na teren – poinformowała Agnieszka Robakowska.
Martwy humbak został usunięty z Mewiej Łachy
Teren rezerwatu, bo tu wypłynęło ciało zwierzęcia, objęty jest ścisłą ochroną przyrodniczą, gdzie trwa okres lęgowy ptaków. – Cała operacja została przeprowadzona szybko i sprawnie, aby działania były jak najmniej uciążliwe dla przyrody. Szczątki wieloryba zostały zabrane przez firmę zajmującą się utylizacją padłych zwierząt – przekazała Agnieszka Robakowska.
– Urząd Morski w Gdyni nie zna i nie bada przyczyn padnięcia zwierzęcia. Błękitny Patrol WWF pobrał próbki z ciała martwego wieloryba w celu ustalenia jego gatunku – mówi przedstawicielka Urzędu Morskiego.
O sprawę wieloryba zapytaliśmy też Jana Wilkanowskiego, lidera Błękitnego Patrolu WWF. – Pobrane w niedzielę próbki DNA zostały przesłane na Uniwersytet Gdański i potwierdzą, jaki to gatunek – powiedział w rozmowie z nami przyrodnik. Według wstępnych ustaleń ekspertów może to być przedstawiciel fiszbinowców – dużych waleni żywiących się planktonem i niewielkimi rybami.
Jan Wilkanowski pytany o przyczynę śmierci przyznał, że „Bałtyk nie był miejscem dla tego wieloryba”, a zwierzę mogło umrzeć z kilku powodów, np. w wyniku kolizji ze statkiem, ale na podstawie oględzin i stopnia rozkładu ciała nie udało się tego ustalić.
Wieloryby rzadko pojawiają się w Morzu Bałtyckim. Najczęściej trafiają tam przypadkowo przez Cieśniny Duńskie, które łączą Bałtyk z Morzem Północnym i Oceanem Atlantyckim. Do takich sytuacji dochodzi zwykle podczas migracji, pościgu za ławicami ryb lub w wyniku dezorientacji wywołanej hałasem podwodnym, zmianami prądów morskich czy chorobą zwierzęcia.
Bałtyk nie jest naturalnym środowiskiem dla dużych wielorybów. Morze to jest stosunkowo płytkie, ma niskie zasolenie i ograniczoną ilość pożywienia odpowiedniego dla ogromnych zwierząt.













