CBS News, powołując się na swoje źródła, podaje, że Donald Trump pyta swoich współpracowników o opinię w sprawie ewentualnego odwołania Pete’a Hegsetha podczas rozmów bezpośrednich i telefonicznie. Inni rozmówcy stacji podkreślają, że Trump nie podjął jeszcze decyzji. Jedna z rzeczniczek Białego Domu Anna Kelly, zapytana o doniesienia dotyczące stanowiska szefa Pentagonu, oświadczyła, że Trump „ma pełne zaufanie do sekretarza Hegsetha”.
Sam Donald Trump już po publikacji tych doniesień zaprzeczył, by chciał zdymisjonować Hegsetha. – Nie, uważam, że wykonuje bardzo dobrą robotę – zaznaczył.
Wiceprezydent USA J.D. Vance ocenił w środę (4 listopada), że republikanie przegrali w wyborach do Kongresu z powodu wojny z Iranem. Również Trump dzień wcześniej wieczorem przyznał, że wojna z Iranem przyczyniła się do słabych wyników republikanów. Oznajmił jednak, że nie żałuje zaatakowania tego kraju i zrobiłby to ponownie.
Wybory w USA. Kto zostanie obarczony odpowiedzialnością?
Już przed wyborami demokraci podejmowali próby doprowadzenia do odwołania szefa departamentu obrony. „Prawdopodobieństwo wszczęcia tej procedury może wzrosnąć, ponieważ demokraci posiadają zdecydowaną większość w obu izbach” – czytamy na stronie CBS News.
Jedno ze źródeł stacji poinformowało, że jako potencjalnego następcę Hegsetha wymienia się republikańskiego gubernatora Florydy Rona DeSantisa. Mógłby on przejść procedurę zatwierdzenia przez Senat jeszcze w okresie przejściowym po wyborach, a następnie objąć stanowisko po zakończeniu kadencji gubernatora, 5 stycznia.
Niektórzy urzędnicy Białego Domu przewidują, że część odpowiedzialności za porażkę republikanów w wyborach do Kongresu zostanie zrzucona na admirała Brada Coopera, który stoi na czele Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM), odpowiadającego za działania sił zbrojnych USA na Bliskim Wschodzie.
Odpowiedzialność może być też zrzucona na generała Dana Caine’a, przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Obaj odegrali istotną rolę w opracowywaniu wytycznych dotyczących wojny z Iranem.
W wyniku wyborów do Kongresu, które odbyły się 3 listopada, w połowie kadencji prezydenta w styczniu kontrolę nad Izbą Reprezentantów i Senatem przejmą demokraci. Obecne szacunki wskazują, że w 100-osobowym Senacie będą mieli 54 mandaty, a w 435-osobowej Izbie Reprezentantów – 232.
Współautorka: z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska / PAP












