
Budowanego, a dokładniej – przebudowywanego. Fundament reprezentacji Polski siatkarzy nadal bowiem jest, choć do dyspozycji jest coraz mniejsza grupa choćby wicemistrzów olimpijskich z igrzysk w Paryżu (2024).
Kogo ze „srebrnych” zabraknie w sezonie 2026 w zespole powołanym przez trenera Nikolę Grbicia? Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Łukasz Kaczmarek, Paweł Zatorski, Norbert Huber, Bartosz Kurek. A kto będzie? Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka, Wilfredo Leon, Tomasz Fornal, Bartłomiej Bołądź, Mateusz Bieniek i Jakub Kochanowski.
Czyli siedmiu obecnych i sześciu nieobecnych względem drużyny z IO 2024.
Igrzyska nie są jedynym celem. Polacy celują w złoto MŚ 2027 w Polsce
W sezonie 2026, a właściwie na jego starcie, w kontekście powołań – sporo czasu poświęcono na analizę nie tylko tego, co „tu i teraz” – ale przyszłości zespołu. Nieobecność Bartosza Kurka, to jasny sygnał, wskazujący zmiany nie tylko na pozycji atakującego. „Kuraś” może wrócić do drużyny w sezonie 2027. Może, ale nie musi.
I w tym wypadku nie jest to jakaś forma złośliwości, ale nieco głębsze spojrzenie na wyzwanie, które czeka reprezentację w nadchodzącej kampanii.
– Ja wiem, że to będzie ostatni sezon, w którym zawodnik nie będzie z nami na całym dystansie. W kolejnym może się zdarzyć, że ktoś będzie miał dłuższą przerwę […] Tych, na których będę liczyć, będą z nami w kolejnym sezonie – powiedział Grbić podczas spotkania z dziennikarzami w Warszawie, przy okazji ogłoszenia listy powołanych.
Z wcześniej wymienionych, poza Kurkiem, do reprezentacji mogą powrócić – przynajmniej teoretycznie – jeszcze Łomacz, Kaczmarek i Huber. Choć nie do końca wiadomo, jak będzie wyglądać obsada ich pozycji w ciągu najbliższych miesięcy (czyt. występy kadry w grze o stawkę) oraz perspektywie sezonu klubowego 2026/27, czyli formy samych zawodników.
Co jest pewne? Że Grbić chce nie tylko ponownie zagrać o złoto olimpijskie, w 2028 roku, podczas turnieju w Los Angeles. Serb ma również rachunki do wyrównania względem MŚ. Zaczął od srebra (2022), a następnie dorzucił brąz (2025). A tak się składa, że za rok (2027) impreza tej rangi będzie miała wyjątkowego gospodarza.
– W przyszłym sezonie będą MŚ w Polsce, które chciałbym wygrać i dodatkowo jest to rok przed turniejem olimpijskim. Dlatego musimy budować zespół, który będzie grał w Los Angeles. I to nie jest tak, że nam wystarczy miesiąc czy pół wspólnej pracy i jakiś zawodnik może wskoczyć do składu. To nie jest sposób, który jest najlepszy – przyznał Grbić, wskazując tym samym… dobrze znany kierunek, sumiennej pracy.
Warto przypomnieć, że Polska w 2014 roku była gospodarzem MŚ. Wówczas skończyło się na wielkim sukcesie w postaci złota, zdobytego po morderczym turnieju, w finale ogrywając w katowickim Spodku Brazylię.
Kibice z pewnością nie mieliby nic naprzeciwko, gdyby historia zatoczyła tak piękne koło, ponownie dając mnóstwo radości podczas meczów kadry siatkarzy. A skoro MŚ w Polsce już za rok, znaczenie zaczynającej się kampanii A.D. 2026 – nabiera jeszcze dodatkowego, jakże ważnego znaczenia.
I jeszcze jedno. Grbić dwukrotnie przegrywał na MŚ, prowadząc Polaków, w decydującej fazie, z tym samym przeciwnikiem. Byli to Włosi, w 2022 roku w finale (ponownie w Spodku) oraz przed rokiem z Italią w półfinale na Filipinach. Co więcej, w obu przypadkach trenerem rywali był ten sam człowiek – Ferdinando De Giorgi.
To najlepiej pokazuje, z kim Serb i polscy siatkarze, mają rachunki do wyrównania. Pierwsza okazja może się nadarzyć już całkiem niedługo, bo we wrześniu. Wówczas odbędą się bowiem mistrzostwa Europy, z decydującymi meczami fazy medalowej… na Półwyspie Apenińskim. Polacy już raz pokazali, że potrafią wygrywać z Italią i to na jej terenie. Zespół trenera De Giorgiego został „zbity” w finale ostatnich ME (2023) w Rzymie.
Nikola Grbić gwarantem medali kadry Polski? Statystyka nie kłamie!
Serbski trener pracuje w reprezentacji Polski od początku 2022 roku. W przypadku Grbicia można śmiało przyznać, że czego nie dotknie się szkoleniowiec, zamienia w medal. Statystyka wskazuje jednoznacznie – w każdej z najważniejszych imprez (tj. igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata i Europy, Liga Narodów) Polacy pod batutą obecnego selekcjonera, stawali na podium.
Poczynając od rzeczonego 2022 rok: srebro MŚ i brąz VNL. Następnie rok 2023, zdecydowanie najbardziej udany dla Polaków – dwa złota, ME i Ligi Narodów. W 2024 roku za to brąz VNL i srebro w turnieju olimpijskim. Poprzedni sezon? Złoto VNL i brązowe medale MŚ.
Trudno się zatem dziwić, że Polacy są liderem rankingu światowego FIVB. Tę pozycję Polska piastuje zresztą, z małymi przerwami, od wielu lat. Pierwsza dłuższa dominacja w tym zestawieniu po biało-czerwonej stronie trwała od czerwca 2022 roku. Po lekkich perturbacjach w 2025 roku, kiedy na moment Polacy spadli na pozycję wicelidera, wszystko wróciło jednak „do normy” w lipcu ubiegłego roku.
Nie jest zatem niespodzianką, że niezależnie od składu osobowego reprezentacji Polski, ta jest wskazywana w każdym możliwym miejscu, jako jeden z faworytów do gry o najcenniejsze laury. To nie tylko zasługa trenera Grbicia, ale z pewnością konsekwentnie budowana pozycja, właściwie od momentu wicemistrzostwa świata z… 2006 roku.












