
-
Badanie z trzech amerykańskich stanów wykazało wyższe wskaźniki nowotworów w rejonach o największym zagęszczeniu wielkoskalowych ferm przemysłowych.
-
Autorzy badania podkreślają, że analiza jest obserwacyjna i nie pozwala wskazać bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego, jednak zwracają uwagę na spójność wyników w różnych stanach.
-
Branża rolna krytykuje wyniki badania, wskazując na nieuwzględnienie wielu czynników ryzyka, a naukowcy podkreślają potrzebę dalszych, bardziej szczegółowych analiz.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Badanie opublikowane w czasopiśmie Environmental Research objęło Kalifornię, Teksas i Iowę, czyli stany o dużej liczbie tzw. CAFO, czyli wielkoskalowych ferm przemysłowych, czyli ferm na których hodowanych jest co najmniej 700 krów, 2500 świł, 10 tys. owiec czy 125 tysięcy kurczaków. Naukowcy z Uniwersytetu Yale zestawili mapy takich instalacji z danymi o zachorowaniach na raka na poziomie powiatów z lat 2000-2021.
Wynik: w regionach o największym zagęszczeniu takich przemysłowych ferm odnotowano wyższe wskaźniki nowotworów. W Kalifornii było to o 4 proc. więcej przypadków, a w Iowie i Teksasie o 8 proc. więcej w porównaniu z obszarami o mniejszej liczbie takich instalacji. Różnice pojawiały się także w zależności od typu nowotworu. W Kalifornii silniejszą zależność zaobserwowano dla raka pęcherza, w Iowie dla raka jelita grubego, a w Teksasie dla nowotworów płuc i oskrzeli.
Autorzy podkreślają, że ich analiza ma charakter obserwacyjny i nie pozwala wskazać bezpośredniego związku przyczynowo skutkowego ani konkretnego czynnika który mógłby odpowiadać za zaobserwowany wzrost zachorowań. Jednocześnie zwracają uwagę na spójność wyników w trzech różnych stanach, co ich zdaniem uzasadnia dalsze badania.
Możliwe mechanizmy i źródła ekspozycji
„Istnieje wiele dróg, przez które CAFO mogą wpływać na ryzyko nowotworów, w tym jakość powietrza, wody, hałas czy zapach” – napisała Nicole Deziel z Uniwersytetu Yale, współautorka badania. Duże fermy emitują szeroki zestaw zanieczyszczeń: amoniak, siarkowodór, pyły zawieszone, lotne związki organiczne oraz bioaerozole zawierające endotoksyny i bakterie oporne na antybiotyki. Długotrwała ekspozycja na takie czynniki wiązana jest z przewlekłym stanem zapalnym i stresem oksydacyjnym, które mogą sprzyjać rozwojowi nowotworów.
Do tego dochodzą zanieczyszczenia wody. Fermy produkują ogromne ilości odchodów, które trafiają na pola jako nawóz. Może to prowadzić do skażenia wód azotanami, szczególnie w regionach o intensywnym rolnictwie.
Ten problem dobrze widać w Iowie, jednym z najważniejszych stanów rolniczych USA. To właśnie tam od kilku lat notuje się jedne z najwyższych wskaźników zachorowań na raka w kraju. Według danych American Cancer Society stan zajmuje drugie miejsce pod względem częstości występowania nowotworów i jest jednym z niewielu, gdzie liczba przypadków nadal rośnie.
Iowa: rolnictwo i zdrowie mieszkańców
W Iowie rolnictwo dominuje niemal całkowicie. Około 12 mln hektarów, czyli zdecydowana większość powierzchni stanu, jest wykorzystywana pod uprawy. Działa tam blisko 87 tys. gospodarstw, a stan jest liderem produkcji kukurydzy, wieprzowiny i jaj oraz jednym z największych producentów soi i wołowiny.
Wraz ze skalą produkcji rośnie wykorzystanie środków chemicznych. Powszechnie stosowane pestycydy, w tym herbicyd glifosat, są klasyfikowane przez ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia jako prawdopodobnie rakotwórcze. Do tego dochodzą nawozy i odchody zwierzęce, które zwiększają stężenie azotanów w wodzie pitnej. Związki te są powiązane z wyższym ryzykiem niektórych nowotworów, zwłaszcza przy długotrwałym spożyciu.
Mieszkańcy terenów wiejskich coraz częściej zwracają uwagę na te zależności. „Ludzie w społecznościach wiejskich chorują. Rak jest wszędzie” – mówi Kerri Johannsen z Iowa Environmental Council. Jak dodaje, niemal każda osoba, z którą rozmawia, zna kogoś, kto niedawno usłyszał diagnozę.
Jednocześnie sytuacja nie jest jednoznaczna. W Iowie występują również inne czynniki ryzyka, takie jak wysoki poziom radonu w domach, spożycie alkoholu czy różnice w stylu życia. Radon, naturalnie występujący gaz, jest jedną z głównych przyczyn raka płuc, a w niektórych częściach stanu jego stężenia przekraczają normy w około połowie budynków mieszkalnych.
Spór o interpretację danych
Wyniki badania z Yale spotkały się z krytyką ze strony branży rolnej. Jej przedstawiciele wskazują, że analiza nie uwzględnia wielu czynników, które mogą wpływać na ryzyko nowotworów.
„Badanie nie bierze pod uwagę takich kwestii jak rzeczywiste poziomy zanieczyszczeń, czas ekspozycji, wielkość instalacji czy sposób ich zarządzania, a także innych czynników ryzyka, takich jak dieta, otyłość, spożycie alkoholu czy dostęp do badań przesiewowych” – stwierdziła Hannah Thompson-Weeman z organizacji Animal Agriculture Alliance.
Branża powołuje się też na inne dane. Według raportu Iowa Cancer Registry rolnicy w tym stanie mają o 13 proc. mniej przypadków nowotworów niż ogół populacji. Rzadziej chorują m.in. na raka płuc, jelita grubego czy pęcherza, choć częściej diagnozuje się u nich raka prostaty i warg.
Autorzy badania odpowiadają, że ich analiza dotyczy całych społeczności mieszkających w pobliżu ferm, a nie samych rolników. Wskazują też, że porównania na poziomie powiatów mają charakter wstępny i wymagają potwierdzenia w bardziej szczegółowych analizach.
Potrzeba dalszych badań
Naukowcy podkreślają, że kluczowe będą badania uwzględniające indywidualną ekspozycję na zanieczyszczenia oraz dokładne pomiary jakości powietrza i wody. Michelle Bell z Yale zaznacza, że dopiero takie dane pozwolą ocenić, które czynniki rzeczywiście wpływają na rozwój konkretnych typów nowotworów.
Równolegle w Iowie ruszają projekty, które mają zebrać zarówno dane naukowe, jak i relacje mieszkańców. Badacze chcą sprawdzić, w jakim stopniu praktyki rolnicze, w tym stosowanie pestycydów i nawozów, mogą być powiązane ze wzrostem zachorowań.
Lekarze i eksperci zdrowia publicznego podkreślają, że nawet bez pełnej odpowiedzi na pytanie o przyczynę, skala problemu uzasadnia dalsze analizy. Jak mówi onkolog Richard Deming, większy efekt niż leczenie pojedynczych pacjentów może przynieść ograniczenie czynników ryzyka na poziomie całych społeczności.
Na razie dane nie pozwalają na jednoznaczne wnioski, ale coraz wyraźniej pokazują, że wpływ przemysłowej hodowli i intensywnego rolnictwa na zdrowie ludzi wymaga dokładniejszego zbadania.

