
Zaczęły się przedbiegi do wyborów parlamentarnych. Ponad rok czasu to akurat tyle, żeby stworzyć nowy byt, zebrać fundusze, zbudować rozpoznawalność, ogłosić program i wypromować główne przekazy. Bardzo liczy się tu efekt nowości i przesłanie: my jeszcze nie rządziliśmy. Ciekawe rzeczy dzieją się po wolnorynkowej stronie. Tworzenie nowej partii ogłosił Ryszard Petru, ciekawe są też plany Rafała Brzoski, choć tu o wyborach nie ma jeszcze mowy.
Pod koniec zeszłego roku SW Research przeprowadziło badanie, zadając pytanie: „Czy liczy Pani/Pan na pojawienie się nowej partii, która zmieni układ sił na scenie politycznej przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r?”. Okazuje się, że takie oczekiwanie ma 32,1 proc. respondentów, a 25,1 proc. nie ma zdania, więc wykazuje pewną otwartość na nowe propozycje. To bardzo duża część elektoratu, co pokazuje, jak rozczarowująca jest obecna oferta na scenie politycznej. Mimo że – jak się wydaje – pokrywa ona gusta od skrajnej lewicy Adama Zandberga do skrajnej prawicy Grzegorza Brauna.
Czego brakuje w tym krajobrazie?










