Pierwsze rozmowy Izraela z Libanem od 33 lat. „Jesteśmy po tej samej stronie przeciwko Hezbollahowi”

– Odkryliśmy dziś, że jesteśmy po tej samej stronie równania. To najbardziej pozytywna rzecz, z jaką mogliśmy wyjść z tych rozmów – powiedział Leiter po zakończeniu spotkania z ambasadorką Libanu Nadą Hamadeh w Departamencie Stanu USA. Rozmowy facylitowali amerykańscy urzędnicy z Marco Rubio na czele.

– Muszę powiedzieć, że to było zwycięstwo zdrowego rozsądku, odpowiedzialności i pokoju, bo przywódca Hezbollahu ostrzegł wczoraj rząd Libanu przed udziałem w tych rozmowach, a rząd Josepha Aouna odważnie powiedział Hezbollahowi „nie” – dodał.  Ambasador stwierdził również, że władze Libanu dały jasno do zrozumienia, że „nie będą dłużej okupowane przez Hezbollah”. Bejrut nie potwierdził dotychczas tych doniesień. 

Zobacz wideo Wizja wielkiego Izraela trochę jak wizja Polski od morza do morza

Przekraczanie granic „w garniturach i kostiumach kąpielowych”

Choć rozmowy odbyły się jedynie na poziomie ambasadorów, były to pierwsze bezpośrednie negocjacje obu krajów od 1993 r. Obie strony zapowiedziały dalsze kontakty. Izraelski ambasador oznajmił, że jest to „początek bardzo silnej i zaciętej, konsekwentnej walki z Hezbollahem” i że Izrael wspólnie z libańskimi władzami będzie „eliminować zagrożenie ze strony proirańskiej bojówki”. Mówił też, że rozmawiano o „długoterminowej wizji, gdzie będzie jasno wytyczona granica” między krajami.

– Jedyny sposób, w jaki będziemy musieli przekraczać swoje granice, to w garniturach biznesowych lub w strojach kąpielowych na wakacjach – powiedział. Izraelczyk wyraził nadzieję, że nie trzeba będzie podejmować szczególnie wzmożonych wysiłków, by zachęcić libańskie wojsko do realizacji planu – uchwalonego jeszcze w 2024 r. – rozbrojenia Hezbollahu. Cieszył się też, że w rozmowach nie uczestniczyła Francja, tradycyjny sojusznik Libanu.

– Z pewnością nie chcemy, aby Francuzi znajdowali się w pobliżu tych negocjacji. Chcielibyśmy trzymać Francuzów jak najdalej od siebie praktycznie we wszystkim, ale szczególnie w negocjacjach pokojowych nie są potrzebni. Nie mają pozytywnego wpływu, zwłaszcza w Libanie – mówił Leiter.

Bejrut chce zawieszenia broni i szanowania granic

Departament Stanu USA wydał oświadczenie, w którym napisał, że USA wyraziły nadzieję, że rozmowy doprowadzą do całkowitego porozumienia pokojowego. Waszyngton poparł też prawo Izraela do obrony przed Hezbollahem i zaznaczył, że do jakiegokolwiek zawieszenie broni musi dojść tylko w drodze dwustronnych negocjacji, za pośrednictwem USA.

Ambasadorka Libanu z kolei wezwała do „pełnego wdrożenia” zawieszenia broni z Izraelem oraz poszanowania suwerenności libańskiego terytorium i pomocy humanitarnej.

Czytaj także: Amerykanie rozpoczęli blokadę cieśniny Ormuz. J.D. Vance: „Piłka jest po stronie Iranu”. Obie strony ostrzegają się przed dotkliwymi skutkami kryzysu. Czy znów zasiądą do stołu? Analiza Macieja Czarneckiego na Wyborcza.pl.

Libańczycy giną i są wysiedlani

Do negocjacji dochodzi w trakcie intensywnych wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Od tygodnia trwa zawieszenie broni w wojnie USA i Izraela z Iranem, jednak Izrael nie przestał, a nawet zintensyfikował uderzenia na Liban, okupując południową część kraju.

Sprzymierzona z Teheranem libańska organizacja zbrojna Hezbollah włączyła się do konfliktu, ostrzeliwując północny Izrael. Spotkało się to ze zmasowanymi atakami Izraela na Liban, który podkreśla, że walczy z Hezbollahem, a nie z tym państwem. 

Według władz libańskich w izraelskich atakach zginęło już ponad 2 tys. osób, w tym 165 dzieci i 87 pracowników ochrony zdrowia. Przymusowe wysiedlenia dotknęły 1,2 mln Libańczyków.  

Kwestia Libanu w rozejmie

USA i Izrael twierdzą, że ta wojna nie jest elementem porozumienia, chociaż Iran i pośredniczący w rozmowach Pakistan chcą przerwania również tych walk. Kwestia Libanu utrudnia więc rozmowy o stałym rozejmie między USA i Izraelem a Iranem.

Nastawiony na współpracę z Zachodem rząd w Bejrucie zapowiedział rozbrojenie wrogiego wobec USA i Izraela Hezbollahu. Władze Libanu mają jednak trudności z wyegzekwowaniem tej decyzji. Uznawana przez Zachód za grupę terrorystyczną szyicka organizacja była przez lata silniejsza niż regularna armia libańska i stworzyła na południu tego kraju quasipaństwo.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński, PAP

Udział