O niebezpiecznym incydencie prezydent Gdyni Aleksandra Kosiorek poinformowała we wtorek 18 sierpnia na antenie Radia Gdańsk. Dzień wcześniej zgłosiła sprawę organom ścigania, które natychmiast podjęły działania.
Z poluzowanym kołem na autostradzie
Z relacji prezydent Gdyni wynika, że do prawdziwej tragedii zabrakło niewiele. – W moim samochodzie zostały poluzowane śruby w dwóch tylnych kołach i w czasie jazdy, na trasie, auto, którym jechał mój mąż z trójką dzieci, zgubiło jedno z kół – mówiła na antenie Radia Gdańsk Kosiorek.
Jak wyjaśniła, do ingerencji musiało dojść jeszcze przed wyjazdem. – Wiemy, że do poluzowania musiało dojść jeszcze w Gdyni, bo już w czwartek mąż słyszał niepokojące dźwięki. Myślał, że przyczyny są inne, ale w niedzielę okazało się, że chodzi o śruby. Jechali ponad 120 kilometrów, autostradą, ale na szczęście koło odpadło na drodze, po której nie poruszał się zbyt szybko – relacjonowała w rozgłośni. Aleksandry Kosiorek nie było w pojeździe, a mężowi i trójce dzieci nic się nie stało.
Asp. Marek Kobiałko z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni potwierdził w rozmowie z „Wyborczą”, że wpłynęło oficjalne zawiadomienie dotyczące narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zebrany dotychczas materiał dowodowy trafił do Prokuratury Rejonowej w Gdyni w celu dokonania oceny prawno-karnej. W sprawie powołano również biegłego z zakresu mechaniki. – Biegły policyjny sprawdza, czy mogło dojść do samoistnego poluzowania śrub, ale raczej wydaje się, że nie – zaznaczyła w wywiadzie dla Radia Gdańsk prezydent Gdyni, dodając, że policja analizuje monitoring i rozpytuje sąsiadów.
Hejt i pogróżki
Tło sprawy także jest poważne. – Nie mówię już o hejcie, który znajduje się w internecie, ale o pogróżkach, które otrzymywałam osobiście – wyznała na antenie radiowej Kosiorek. W związku z realnym zagrożeniem policja zaoferowała prezydent Gdyni i jej rodzinie przydzielenie ochrony. – Rozmawiamy o tym z mężem i funkcjonariuszami – przekazała w Radiu Gdańsk.
Prezydent, zapytana o to, czy domyśla się, kto mógł chcieć wyrządzić jej krzywdę, przyznała, że przychodzą jej na myśl różne osoby, które są „wyjątkowo aktywne, zwłaszcza w świecie internetu”. – Natomiast nie byliśmy świadomi tego, że ktoś mógł się kręcić pod domem, wiedział, które auto należy do mojej rodziny. Nie będę rzucać oskarżeń. Sprawa jest w rękach organów ścigania – podkreśliła stanowczo na antenie rozgłośni.
źródło: PAP













