
O powołaniu sędziego Kapińskiego na I prezesa SN poinformowano w poniedziałek 25 maja. We wtorek Wirtualna Polska pytała rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza o motywy tej decyzji. Leśkiewicz powiedział, że Nawrocki zrealizował swoją prerogatywę, „nie ulegając żadnym naciskom, sugestiom, podszeptom żadnego ze środowisk politycznych”. – Nie ulegał podszeptom, ale wsłuchiwał się w głos wszystkich środowisk i ocenił tę kandydaturę merytorycznie, na podstawie dorobku, osiągnięć i wykonanej dotychczas przez pana Kapińskiego pracy – dodał.
Rafał Leśkiewicz: Karol Nawrocki bierze odpowiedzialność za swoje decyzje
Leśkiewicz zaznaczył, że przedstawiciele KPRP podchodzą do wszystkich opinii ws. Kapińskiego z dużym spokojem. – Jeszcze raz powtórzę, decyzje w sprawach nominacyjnych, wynikających wprost z przepisów konstytucji, podejmuje bezpośrednio pan prezydent Karol Nawrocki, biorąc za to odpowiedzialność, a czas pokaże, czy wybrał dobrze. Naszym zdaniem wybrał dobrze – powiedział.
Dodał, że na decyzję prezydenta o powołaniu Kapińskiego wpłynął szereg czynników, między innymi wieloletnie doświadczenie sędziego merytoryczne oraz dydaktyczne. Wskazał również, że sędzia Kapiński otrzymał najwięcej głosów podczas lutowego Zgromadzenia Ogólnego SN, które wyłoniło pięciu kandydatów na I prezesa SN.
Reakcja na wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego
Prezydent – powiedział Leśkiewicz – bardzo szanuje Jarosława Kaczyńskiego i pozostałych polityków PiS, którzy poparli go w staraniach o prezydenturę. Zaznaczył jednak, że w takich sprawach, jak m.in. wybór I prezesa SN, „ostatecznie decyzja należy do prezydenta”.
– Są sprawy, w których się będziemy zgadzać i są sprawy, w których tej zgody nie będzie – powiedział rzecznik prezydenta. – Nie doszukiwałbym się tutaj żadnego drugiego dna, nie szukałbym tutaj jakichś dodatkowych podtekstów związanych z decyzją, którą podjął pan prezydent, bo to jest jego suwerenna, autonomiczna decyzja – stwierdził Leśkiewicz.
Rzecznik został też zapytany, czy prezydent poinformował wcześniej prezesa PiS o swojej decyzji, jeszcze zanim została ona zakomunikowana w poniedziałek. – O kulisach działań Kancelarii Prezydenta na pewno nie będę opowiadał w studiu. Normalnie pracujemy zgodnie z prawem, realizujemy nasze zadania, a o tym, jakie działania podejmuje pan prezydent (…), informujemy po prostu opinię publiczną – powiedział Leśkiewicz.
Jarosław Kaczyński napisał w weekend, że „nie wyobraża sobie”, aby I prezesem SN został sędzia, który brał udział w wydaniu w 2000 r. orzeczenia, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe orzeczenie lustracyjne. Kapiński był w składzie sędziowskim, który stwierdził, że Wałęsa nie był agentem służb specjalnych PRL.
Odpowiedź na wpis Sławomira Cenckiewicza
Leśkiewicz odniósł się także do wpisu Cenckiewicza, który ocenił, że Nawrocki popełnił „straszny błąd”, powołując Kapińskiego na I prezesa SN i „nawet to, kto i w jaki sposób (…) namówił (prezydenta – red.), nie tłumaczy tego błędu”.
Prezydencki rzecznik podkreślił swój szacunek do Cenckiewicza i stwierdził, że kwestia wyboru ich nie poróżni. – Każdy może mieć swój pogląd w tej sprawie (…). To jest dyskusja, tutaj się nikt ze sobą nie pokłócił. Pan profesor wyraził swoją opinię, do czego ma prawo – mówił. – Natomiast w tej konkretnej sprawie przeważyły też inne okoliczności dotyczące dorobku pana sędziego Zbigniewa Kapińskiego – powiedział.
Zbigniew Kapiński odniósł się do orzeczenia ws. Lecha Wałęsy
W kwestii orzeczenia z 2000 r. dotyczącego oświadczenia lustracyjnego Wałęsy, które złożył on jako kandydat na prezydenta, Leśkiewicz powiedział, że dziś nie ma „żadnych wątpliwości” co do tego, że Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB. Przypominając, że przez wiele lat pracował w pionie archiwalnym IPN, a dokumenty związane ze sprawą Wałęsy były „pod jego opieką”, Leśkiewicz podkreślił, że oryginalne dokumenty trafiły do IPN w 2016 r., natomiast w 2000 r., choć były dokumenty, z których jego zdaniem także wynikało, że Wałęsa współpracował z SB, to „nie było kluczowych materiałów”.
Również sam sędzia Kapiński podkreślał, że w 2000 r. w składzie trzyosobowym wydane zostało orzeczenie, które „wynikało z materiału dowodowego wówczas dostępnego”, że była to „rzetelna analiza materiału dowodowego”, a sąd lustracyjny nie mógł wówczas wydać innego orzeczenia. – To, że po 16 latach okazało się, że zasadnicze dowody w postaci teczki pracy znalazły się w tak zwanej szafie Kiszczaka, rzuciło nowe światło, ale tymi dowodami nie dysponował sąd – powiedział Kapiński wPolsce24.
Redagowała Kamila Cieślik












