
Influencer, który wjechał na najpopularniejszy szlak po polskiej stronie Tatr, pochodzi z Ukrainy. Mężczyzna przejechał sportowym autem asfaltową drogą prowadzącą do Morskiego Oka mimo obowiązującego bezwzględnego zakazu wjazdu na te teren.
Sesja zdjęciowa z samochodem nad Morskim Okiem
Na miejscu mężczyzna wraz z partnerką zrobił sobie zdjęcia na tle samochodu, a następnie wrócił tą samą trasą.
Mężczyzna został zatrzymany przez policję przy wyjeździe z terenu parku na Polanie w Palenicy. Funkcjonariusze ukarali go mandatem w wysokości 100 zł oraz ośmioma punktami karnymi.
Rzecznik zakopiańskiej policji Roman Wieczorek powiedział PAP, że taryfikator za takie wykroczenie przewiduje karę od 20 do 5 tys. zł. Dodał, że interweniujący policjanci zdecydowali o nałożeniu mandatu w wysokości 100 zł.
Sprawa wywołała oburzenie w mediach społecznościowych, gdzie internauci zwracają uwagę na niewielką wysokość kary za złamanie zakazu obowiązującego na obszarze chronionym.
Zdjęcia pojawiły się w sieci
Straż Tatrzańskiego Parku Narodowego nie wiedziała o wjeździe sportowego auta na teren chroniony. Pracownicy parku dowiedzieli się o zdarzeniu dopiero po publikacji zdjęć influencera w internecie.
Cudzoziemiec po fali krytyki przeprosił za swoje zachowanie i tłumaczył, że błędnie zinterpretował ostrzeżenia dotyczące dojazdu nad Morskie Oko. W mediach społecznościowych napisał, że wraz z partnerką chcieli dotrzeć tam samochodem, ponieważ znajomi mieli mówić im, że nie da się tam dojechać autem.
Mężczyzna stwierdził również, że „być może w pewnym sensie to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 złotych”, choć dodał, że gdyby mógł cofnąć czas, wybrałby pieszą wędrówkę nad Morskie Oko.
Premier Donald Tusk zareagował na zdarzenie i reakcję Polaków. W związku ze spawą opublikował na platformie X wpis, w którym stwierdził, że „rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie”.











