Janek ma 23 lata*. Obecnie mieszka w Warszawie, ale wychował się w małym miasteczku. Do stolicy przeprowadził się, by studiować. Naukę łączy z pracą zawodową i choć nie ma zbyt wiele wolnego czasu, na co dzień otacza się ludźmi i sam nie odczuwa samotności.
Kiedyś było inaczej. Nawiązywanie nowych znajomości sprawiało mu ogromną trudność. – Pomogło leczenie terapeutyczne i psychiatryczne – wyznaje.
Zauważa jednak, że problem wyobcowania wciąż dotyka jego znajomych. – Wiele osób jest zamkniętych i zdystansowanych na nowe znajomości – wynika z jego obserwacji.
Młodym mężczyznom dodatkowo trudno rozmawiać z kolegami o tym, co ich boli czy złości. – Kiedy pojawiają się tematy emocji, uczuć, czy związków często zamieniamy je w żarty, żeby nie pokazywać swoich słabości – słyszymy.
Janek mówi też o lęku i ciągłej presji, które mogą odczuwać jego rówieśnicy. – Najlepsze wyniki na studiach, konieczność znalezienia dobrej pracy, opłacenie wynajmu mieszkania. To wszystko potrafi siąść na głowę – wyznaje.
Presja i lęk nasilają się przy zawieraniu nowych znajomości, kiedy trzeba zrobić tzw. dobre wrażenie. – Sam starałem się tak bardzo, że nie byłem w stu procentach sobą, trochę grałem. Efekt? Relacje były sztuczne – mówi Interii.
Gdzie w jego wieku najłatwiej kogoś poznać? – Na studiach – stwierdza Janek, choć szybko zaznacza, że potrzeba sporo trudu, by wejść do zamkniętego grona lub nawiązać zupełnie nowe znajomości.
Opcją są aplikacje randkowe jak Tinder. Janek przyznaje, że jest to bardzo popularna metoda wśród jego znajomych. – Choć wydaje mi się, że psuje relacje damsko-męskie i pogłębia samotność wśród młodych mężczyzn – stwierdza.
Dlaczego? – Te relacje stały się bardzo płytkie, powierzchowne. To tak jakbyś zamawiał jedzenie w maku albo kupował ciuchy w sklepie internetowym. Przeglądasz sobie laski i wybierasz takie, które ci się podobają. Każdą możesz potem zamienić na inną. To psuje kontakty. Nie ma już tego czegoś w poznawaniu dziewczyny – tłumaczy.
W 2022 roku państwowy Instytut Pokolenia, któremu szefował Michał Kot, badał problem samotności wśród Polaków.
– To było badanie diagnozujące samotność w sposób pośredni. Nie pytaliśmy wprost o odczucie osamotnienia, lecz posłużyliśmy się stosowaną przez psychologów skalą, składającą się z dwudziestu pytań opisujących różne sytuacje społeczne – mówi Michał Kot, socjolog i współautor książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy”.
Badanie ujawniło pewien paradoks. Kiedy Polaków pytano wprost, czy czują się samotni, znacznie częściej twierdząco odpowiadały kobiety. Natomiast wnioski końcowe są jednoznaczne – to mężczyźni są bardziej osamotnieni. Choć wprost nie odnosili się do samotności, przyznawali, że mają problem ze znalezieniem towarzystwa, rzadziej czuli się częścią grupy przyjaciół i brakowało im bliskich, do których mogliby się zwrócić w trudnej sytuacji.
Jak opisywaliśmy w Interii, kiedy w grupie wiekowej 18-24 lat, 38 proc. kobiet doświadczało wysokiego poczucia samotności, o tyle wśród mężczyzn było to aż 55 proc. Także w przedziale 25-34 lata więcej mężczyzn (53 proc.) niż kobiet (41 proc.) doświadczało tego stanu.
Samotni mężczyźni = kryzys demograficzny?
– Często mówi się, że szczególnie młodzi mężczyźni mają dziś problemy z samotnością i nawiązywaniem relacji – to częściowo prawda, ale problem dotyczy obu płci, choć w nieco inny sposób. Wciąż najczęściej to mężczyźni inicjują znajomości i pierwszy kontakt, więc jeśli mają trudności w tym zakresie, wpływa to na liczbę tworzonych związków – mówi Interii Mateusz Łakomy, dyrektor Demograficon, ekspert ds. demografii.
Narastający problem samotności – w jego ocenie – będzie miał coraz większy wpływ na kryzys demograficzny, choć, jest to tylko jeden z czynników.
Michał Kot idzie dalej: – Samotność jest dziś najważniejszym czynnikiem odpowiedzialnym za spadek dzietności – mówi.
– Aby na świat mogły przyjść dzieci, nie wystarczą same żłobki czy urlopy macierzyńskie. Konieczne jest istnienie par i związków. Tymczasem od kilkunastu lat obserwujemy wzrost odsetka młodych ludzi, którzy nie pozostają w żadnych relacjach – zauważa.
– Samotność jest w tym procesie jednocześnie przyczyną i skutkiem. Brak sieci relacji społecznych i przyjaciół utrudnia znalezienie partnera, a bycie singlem potęguje poczucie osamotnienia – podkreśla Kot.
Z jego badań wynika, że osoby będące w związkach małżeńskich lub partnerskich rzadziej doświadczają samotności. W książce „Jak uniknąć demograficznej katastrofy” wskazuje, że główną przyczyną bezdzietności u kobiet z roczników osiemdziesiątych, które przekroczyły 40. rok życia, jest właśnie brak odpowiedniego partnera.
„Samotność rzadko jest kwestią wyboru”
Dlaczego młode kobiety nie mogą znaleźć odpowiedniej osoby? A może stają się singielkami z wyboru? Nie ma jednej prostej odpowiedzi na te pytania.
– Badania aspiracji prowadzone przez różne ośrodki wskazują, że samotność rzadko jest kwestią wyboru. Większość młodych ludzi w Polsce deklaruje chęć stworzenia trwałego związku, a wręcz marzy o relacji na całe życie. Szczególnie młode kobiety często podkreślają, że warunkiem posiadania dziecka jest dla nich małżeństwo. Mamy zatem do czynienia z silną aspiracją, która nie znajduje realizacji – mówi Kot.
Dlaczego?
Zdaniem eksperta słabnie umiejętność tworzenia i podtrzymywania relacji, za co wini przemiany społeczne i przeniesienie się relacji do mediów społecznościowych. – Coraz rzadziej ze sobą rozmawiamy twarzą w twarz – mówi Kot.
W podobnym tonie wypowiada się Łakomy: – Młodym ludziom trudniej jest dziś nawiązywać relacje i tworzyć związki.
Wynika to z kilku przyczyn: – Po pierwsze, młodzi ludzie dorastali z mediami społecznościowymi, internetem i smartfonami, co sprawia, że część kompetencji społecznych rozwija się słabiej. Po drugie, częściej wychowują się w mniejszych rodzinach, mają mniej rodzeństwa, a więc mniej okazji do codziennych interakcji. Rozpad rodziny pochodzenia czy trudności w rodzinie również ujemnie wpływają na stworzenie rodziny przez dorosłe już dzieci. Młodzi rzadziej też uczestniczą w spontanicznych zabawach z rówieśnikami, podczas których naturalnie uczą się budowania relacji – wylicza.
Z kolei Kot zwraca uwagę na kwestię migrowania młodych osób do dużych miast, co zrobił kilka lat temu Janek.
– Młody człowiek, który przez 19 lat budował swoją sieć kontaktów w lokalnej społeczności, po wyjeździe na studia do dużego miasta często traci te więzi i musi budować wszystko od nowa. Aby stworzyć tak silną siatkę relacji, potrzeba kolejnych lat, a brak naturalnych miejsc spotkań sprawia, że młodzi ludzie uciekają się do portali randkowych, które często mają inne cele niż budowanie trwałych więzi – podkreśla Kot.
Mężczyźni częściej zostają w Polsce powiatowej
Ponadto częściej do ośrodków miejskich wyjeżdżają młode kobiety: za edukacją i lepszymi perspektywami zawodowymi. Mężczyźni zostają w tzw. Polsce powiatowej.
– Coraz większe trudności w znalezieniu partnera mają kobiety atrakcyjne, dobrze wykształcone i osiągające wysoką pozycję zawodową. Wynika to między innymi z faktu, że wiele z nich oczekuje partnera o podobnym lub wyższym statusie społecznym – mówi Łakomy. Tymczasem dane są nieubłagane.
– Wśród absolwentów wyższych uczelni mamy 65 procent kobiet i tylko 35 procent mężczyzn. Ponieważ obie płcie szukają partnerów o podobnej pozycji społecznej – a kobiety często preferują mężczyzn o statusie nieco wyższym – powstaje luka, której statystyka nie pozwala łatwo wypełnić – potwierdza Michał Kot.
Zjawisko to jest szczególnie widoczne w dużych miastach. – Światy kobiet i mężczyzn rozjeżdżają się geograficznie, kulturowo i statusowo – kwituje Kot.
Już dziś obserwujemy wyraźny spadek liczby małżeństw zawieranych przez młodych dorosłych, szczególnie po 2020 roku. Można również przypuszczać, że poczucie samotności będzie się pogłębiało wraz z wejściem w dorosłość kolejnych pokoleń wychowanych ze smartfonami.
*Imię zmienione
Anna Nicz (anna.nicz@firma.interia.pl)
Jolanta Kamińska-Samolej (jolanta.kaminska@firma.interia.pl)












