Rozpoczęcie dużych inwestycji infrastrukturalnych poprzedza zwykle kampania UXO (skrót od ang. Unexploded Ordnance), czyli oczyszczenie terenu budowy z niewybuchów, niewypałów i innych powojennych niespodzianek.


W przypadku budowy pierwszej w Polsce elektrownii jądrowej, sprawdzić trzeba było pod tym kątem także dno Bałtyku na przestrzeni ponad 600 hektarów. Bałtyk i Morze Północne należą do najbardziej zaminowanych akwenów na świecie ze względu na rolę, jaką odegrały podczas I i II wojny światowej. Według zajmującej się ochroną Bałtyku Komisji Helsińskiej, w morzu zalega około 300 tys. ton amunicji konwencjonalnej oraz 40 tys. ton broni chemicznej.


Co konkretnie znaleźli nurkowie?

Dno Morza Bałtyckiego przebadane. Jest bezpieczne dla polskiego atomu


Reaktory jądrowe mają to do siebie, że potrzebują ciągłego i bardzo dużego przepływu wody do odbierania ciepła, a Polska nie jest zasobna w wodę. Właśnie dlatego elektrownia jądrowa powstaje nad morzem. Woda z Bałtyku zapewni reaktorom stabilne chłodzenie, w przeciwieństwie do rzek w głębi kraju, które w okresach letnich susz i upałów wysychają lub osiągają zbyt wysoką temperaturę.


Według ekspertów Bałtyk ma stosunkowo niewielką głębokość, co pozwoli na bezpieczne odprowadzanie ciepłej wody z elektrowni. Oczywiście pod warunkiem, że w dnie nie będą się kryły niebzpieczne niespodzianki.


Badanie sporej części dna Bałtyku trwało 10 miesięcy. Na zlecenie spółki Polskie Elektrownie Jądrowe prowadziło je konsorcjum dwóch firm: Baltic Diving Solutions i Geo Ingenieurservice Polska. Baltic Diving Solutions zajęła się wydobywaniem i identyfikacją przedmiotów wydobytych z morskiego dna po analizie map wojskowych i dokumentów z okresu wojny. Geo Ingenieurservice odpowiadała za realizację badań geofizycznych i analizę pozyskanych danych.


Prace prowadzono przy różnych warunkach pogodowych – od mroźnej zimy z pokrywą lodową po lipcowe sztormy, które wymuszały przerwy w pracy.


Nurkowie nie znaleźli pozostałości po walkach z okresu II wojny światowej, co nie znaczy, że nic nie znaleźli.

Skarby z dna Bałtyku wydobyte. Na pewno trafią do Muzeum Morskiego


W ręce archeologów trafiło już 500 przedmiotów związanych z historią handlu morskiego na Bałtyku.


Do najciekawszych znalezisk należy drewniana beczka o wadze ponad 216 kg, wyprodukowana prawdopodobnie między XV a XVII wiekiem, pochodząca prawdopodobnie z hanzeatyckiego statku handlowego, kotwica admiralicji z przełomu XVII i XVIII wieku oraz elementy wyposażenia dawnych jednostek pływających, jak np. drewniany kabestan, wykorzystywany na statkach do podnoszenia ciężarów i wybierania lin czy ręczna winda kotwiczna wraz z kotwicą, pochodzące prawdopodobnie z przełomu XIX i XX wieku.


Duże zainteresowanie archeologów wzbudził również czterocylindrowy silnik okrętowy francuskiej marki „Castelnau”, najprawdopodobniej będący elementem napędu lub wyposażenia jednostki pływającej z pierwszej połowy XX w.


Wszystkie wydobyte przedmioty zostaną przekazane do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, gdzie będą poddane dalszym badaniom i konserwacji.

Udział
Exit mobile version