W ostatnich dniach do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął wniosek byłego wiceministra sprawiedliwości, posła PiS Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. Pismo zostało nadane w Tyraspolu na terenie Naddniestrza – separatystycznego regionu Mołdawii nieuznawanego za państwo. Romanowski oświadczył, że stawi się w sądzie lub prokuraturze pod warunkiem odpowiadania z wolnej stopy. Poseł PiS poinformował też, że „zgodnie z prawem w sposób legalny, ma wydany paszport na inną tożsamość, na podobnej zasadzie jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza UE”. 

„Potwierdzam fakt złożenia przez mojego klienta wniosku o wydanie listu żelaznego i złożenia oświadczenia o przebywaniu poza terytorium Unii Europejskiej. Prokuratura Krajowa dysponuje adresem korespondencyjnym Marcina Romanowskiego oraz oświadczeniem mojego mocodawcy” – przekazał Bartosz Lewandowski, pełnomocnik polityka PiS. 

Zobacz wideo Wielowieyska: Najgorszym problemem Tuska jest brak sprawczości

Marcin Romanowski w Naddniestrzu. Bosacki: Ruchy są mocno graniczone

Wiceszef MSZ Marcin Bosacki zapytany w czwartek w TOK FM, co polska dyplomacja może zrobić w tej sytuacji, odpowiedział, że „nie możemy tak naprawdę żądać ekstradycji od władz, z którymi nie mamy formalnych kontaktów”.

– Możemy oczywiście wysłać takie żądanie do kraju, który formalnie sprawuje władztwo, pieczę nad tym terytorium, czyli do Mołdawii, ale wiemy, że to żądanie nie zostanie zrealizowane, bo Mołdawianie nie mają takiej możliwości, żeby łapać ludzi i potem ich wydawać na terytorium Naddniestrza, które jest chronione przez służby i wojsko rosyjskie – powiedział Bosacki. 

Zaznaczył, że z punktu widzenia dyplomacji, „jeśli Romanowski rzeczywiście jest w Naddniestrzu, ruchy są mocno ograniczone”. Dopytywany o możliwość ustalenia potencjalnych kontaktów Romanowskiego ze służbami rosyjskimi Bosacki stwierdził, że „jest to zadanie służb, ale jest przekonany, że polskie służby już to robią i pewnie nie robią tego od wczoraj”.

„Nasze służby zwracają się do służb partnerskich”

Do sprawy w czwartek odniósł się na antenie Radiowej Jedynki również minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, który zwrócił uwagę, że jest to obszar znajdujący się pod kontrolą Rosji, gdzie standardy europejskie związane z nakazami aresztowania nie działają.

– W związku z tym nasze służby, prokuratura, Policja zwracają się do różnych służb partnerskich, mołdawskich, bo jednak formalnie to jest część Mołdawii – powiedział.  Siemoniak jednocześnie ostrzegł przed „pochopnym udzielaniem wiary panu Romanowskiemu”. Zaznaczył, że Romanowski „jest uciekinierem”, a po jego liście widać, że „trochę kurczy mu się jakieś pole działania i jeżdżenia po różnych krajach”.

Naddniestrze to separatystyczny region Mołdawii, który w latach 90. ubiegłego wieku wypowiedział posłuszeństwo władzom w Kiszyniowie. Po krótkiej wojnie, której towarzyszyła rosyjska interwencja, Naddniestrze wywalczyło niemal pełną niezależność. Ma własnego prezydenta, armię, siły bezpieczeństwa, urzędy podatkowe i walutę. Niepodległości Naddniestrza nie uznało żadne państwo, w tym Rosja – choć ta ostatnia wspiera je gospodarczo i politycznie.

Szczucki o Romanowskim. „Dyskredytacja w życiu publicznym

– Jeżeli by się to potwierdziło, że [Marcin Romanowski] przebywa w Naddniestrzu, to byłbym w szoku i uważam, że to jest sytuacja dyskredytująca daną osobę w życiu publicznym w ogóle. Tutaj pewnie musimy poczekać na to, aż służby albo ktoś inny na 100 proc. potwierdzi, że on tam jest – komentował w czwartek rano w „Graffiti” w Polsat News poseł klubu Rozwój Plus Krzysztof Szczucki, do niedawna poseł PiS.

– Jeżeli służby państwa polskiego nie potrafią ustalić od miesięcy gdzie jest obywatel, nie taki w końcu nieznany, który leży w jakimś zainteresowaniu państwa (…) to ja wątpię w skuteczność państwa – dodał.

Były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski ma sformułowane zarzuty w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z tego funduszu. Przestępstwa te miały polegać m.in. „na wskazywaniu podległym pracownikom podmiotów, które powinny wygrać konkursy na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości”. Polityk miał też zlecać poprawę błędnych ofert przed ich zgłoszeniem oraz dopuszczać do udzielenia dotacji podmiotom, które nie spełniały wymogów formalnych i materialnych. Marcin Romanowski nie przyznaje się do winy.

Źródło: PAP

Redagował Jan Latała

Udział