
-
W Brazylii rozprzestrzenia się śmiertelny grzyb atakujący koty i ludzi, który powoduje groźne zakażenia i może trafić do innych krajów.
-
Koty są głównymi roznosicielami patogenu, mogą przez długi czas nie wykazywać widocznych objawów i zakażać inne zwierzęta oraz ludzi.
-
Naukowcy wykryli obecność grzyba również u ptaków i gadów, co wskazuje na rozszerzający się krąg potencjalnych gospodarzy.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jeszcze kilkanaście lat temu Sporothrix brasiliensis występował niemal wyłącznie w Brazylii. Dziś ogniska zakażeń odnotowano również w Paragwaju, Argentynie, Chile i Urugwaju. Według danych przedstawionych przez ekspertów amerykańskiego Centers for Disease Control and Prevention grzyb zakaził już ponad 11 tys. ludzi oraz tysiące kotów, a także co najmniej 200 psów.
To właśnie koty odgrywają główną rolę w rozprzestrzenianiu choroby. Zakażone zwierzęta rozwijają bolesne, sączące się owrzodzenia skóry i mogą przez długi czas przenosić patogen na inne koty oraz ludzi poprzez zadrapania, pogryzienia, a nawet pielęgnację sierści. Bez leczenia infekcja u kotów niemal zawsze okazuje się śmiertelna. U ludzi najczęściej prowadzi do bolesnych zmian skórnych, ale w cięższych przypadkach może zaatakować płuca, oczy, a nawet cały organizm.
Choroba wywoływana przez ten grzyb nazywa się sporotrychozą. Jej łagodniejsze odmiany były znane wcześniej, między innymi jako zakażenia związane z pracą w ogrodzie, gdy grzyb dostawał się do skóry przez skaleczenie cierniem lub drzazgą. Sporothrix brasiliensis jest jednak szczególnie niepokojący, bo skutecznie przenosi się między zwierzętami i z kotów na ludzi, a nie tylko ze środowiska na człowieka.
Zakażenie może długo pozostać niezauważone
Jednym z największych problemów jest to, że zakażone zwierzę nie zawsze wygląda na chore. Objawy mogą pojawić się dopiero po wielu miesiącach, a nawet latach od zakażenia. Opisano już przypadki, w których kot przewieziony z Brazylii do Wielkiej Brytanii wydawał się zdrowy, a choroba rozwinęła się dopiero po kilku latach. Zakażeniu uległ również weterynarz, który leczył zwierzę.
Zdaniem Shawna Lockharta z Centers for Disease Control and Prevention właśnie przemieszczanie zwierząt domowych jest najbardziej prawdopodobną drogą rozprzestrzeniania się grzyba do kolejnych krajów. „To tylko kwestia czasu” – ocenia ekspert, odnosząc się do możliwości pojawienia się patogenu w Stanach Zjednoczonych.
Ryzyko zwiększa również fakt, że choroba jest mało znana poza Ameryką Południową. Lekarze i laboratoria mogą początkowo nie rozpoznać zakażenia, co utrudnia szybkie wdrożenie leczenia i nadzoru epidemiologicznego.
To ważne także dlatego, że pierwsze objawy u ludzi mogą wyglądać dość niewinnie. Zaczerwienienie, obrzęk lub niewielka rana po zadrapaniu łatwo uznać za zwykłe podrażnienie skóry. Problem zaczyna być widoczny dopiero wtedy, gdy zmiana nie goi się, powiększa albo zaczyna tworzyć bolesne owrzodzenie.
Grzyb znajduje nowych gospodarzy
Niepokój naukowców wzbudzają również wyniki najnowszych badań brazylijskich biologów. Analizując tkanki dzikich zwierząt zabitych na drogach w stanie Paraná, wykryli DNA grzyba nie tylko u ssaków, ale także u ptaków i gadów. Oznacza to, że krąg potencjalnych gospodarzy jest znacznie szerszy, niż dotąd sądzono.
Badacze przeanalizowali 178 próbek tkanek pobranych od 81 zwierząt. Wśród nich było 39 ssaków, 36 ptaków i 6 gadów. Materiał zbierano w latach 2017-2023 przy dwóch drogach w brazylijskim stanie Paraná, w sąsiedztwie obszarów leśnych i terenów wiejskich.
Badacze znaleźli materiał genetyczny patogenu między innymi w sercach i wątrobach zwierząt. Według autorów sugeruje to, że wiele gatunków może przenosić grzyba bez wyraźnych objawów choroby, tworząc trudny do wykrycia rezerwuar zakażeń.
Szczególne zaskoczenie wzbudziło wykrycie grzyba u ptaków. Dotychczas sądzono, że ich wysoka temperatura ciała skutecznie chroni je przed wieloma chorobotwórczymi grzybami. Nowe wyniki pokazują jednak, że Sporothrix brasiliensis potrafi przetrwać również w takich warunkach.
Dlaczego właśnie koty?
Zdaniem ekspertów koty są wyjątkowo skutecznymi roznosicielami zakażenia ze względu na swoje zachowanie. Często wzajemnie się pielęgnują, ale równie często gryzą i drapią podczas walk. Oba zachowania ułatwiają przenoszenie drożdżowej postaci grzyba bezpośrednio z jednego zwierzęcia na drugie.
W przeciwieństwie do wielu innych grzybów chorobotwórczych Sporothrix brasiliensis może przenosić się właśnie w postaci drożdżowej, obecnej w organizmie zakażonego zwierzęcia. To oznacza, że zadrapanie lub ugryzienie nie musi jedynie wprowadzać do rany zarodników ze środowiska. Może przenieść zakaźną postać patogenu bezpośrednio z kota.
Co więcej, zakażone koty mogą rozsiewać patogen także podczas kichania, zanieczyszczając otoczenie. Badania pokazują, że grzyb potrafi przetrwać na powierzchniach nawet przez kilkanaście tygodni, jeśli nie zostaną odpowiednio zdezynfekowane. Dobra wiadomość jest taka, że można go skutecznie niszczyć standardowymi środkami dezynfekcyjnymi, między innymi wybielaczem i etanolem.
Psy również mogą chorować, ale nie wydają się tak skutecznymi roznosicielami patogenu jak koty. Eksperci podkreślają, że mimo ponad 200 udokumentowanych przypadków u psów nie opisano znanych przypadków przeniesienia zakażenia z psa na człowieka. Najczęściej psy zakażały się po kontakcie z chorymi kotami.
Leczenie trwa miesiącami
Specjaliści podkreślają, że nie ma powodów do paniki. Chorobę można leczyć lekami przeciwgrzybiczymi, najczęściej itrakonazolem, choć terapia trwa zwykle wiele miesięcy. W przypadku zwierząt oznacza to również konieczność ostrożnego podawania leków, bo właśnie wtedy opiekunowie i weterynarze mogą być narażeni na zadrapania lub pogryzienia.
Najlepszym sposobem ograniczania ryzyka pozostaje unikanie kontaktu kotów domowych z bezdomnymi zwierzętami oraz szybkie zgłaszanie podejrzanych zmian skórnych u zwierząt lekarzowi weterynarii. Dotyczy to zwłaszcza kotów, które przebywały w krajach, gdzie choroba już występuje, albo miały kontakt ze zwierzętami sprowadzonymi z takich regionów.
Naukowcy apelują też o uważniejsze monitorowanie choroby. Nie ma obecnie powszechnie dostępnego testu komercyjnego, który pozwalałby łatwo wykrywać Sporothrix brasiliensis u kotów przewożonych między państwami. A zwierzę, które w chwili podróży wygląda zdrowo, może rozwinąć objawy dopiero dużo później.
To dlatego grzyb jest dla ekspertów nie tylko problemem weterynaryjnym, ale także sygnałem ostrzegawczym dla zdrowia publicznego. W świecie, w którym ludzie podróżują ze zwierzętami coraz częściej, a granice między środowiskiem miejskim, wiejskim i dziką przyrodą stają się mniej wyraźne, podobne patogeny mogą szybciej niż dawniej trafiać do nowych miejsc.











