Nagrania świateł na nocnym niebie nad stolicą Iranu zaczęły trafiać do sieci w nocy z niedzieli na poniedziałek. Zjawisko zarejestrowało co najmniej kilka osób w rejonie południowej obwodnicy miasta. Światła w kolorach tęczy ułożone w łuk i powoli poruszające się na wysokości niskich chmur albo błyskające różnokolorowe światła ułożone w kształt mniej więcej trójkąta.
Jak zwykle w takich sytuacjach, od razu pojawiło się wiele komentarzy o UFO i pytań, cóż to może być. Zwłaszcza że irańskie niebo już od ponad roku okresowo jest pełne intruzów, tylko takich ziemskich, w barwach Izraela oraz USA.
Nad Teheranem regularnie pojawiały się nie tylko samoloty bojowe, lecz także regularnie pojawiały się tam bezzałogowce zwiadowcze. Wśród nich są maszyny zbudowane w technologii stealth i układzie latającego skrzydła, które wyglądają futurystycznie i mogą przywodzić na myśl to, do czego przyzwyczaiły nas filmy o przybyszach z kosmosu. To takie maszyny jak na przykład amerykańskie RQ-170 czy izraelskie RA-01. Trudno sobie jednak wyobrazić, żeby przed lotem nad Teheran instalowano na nich migające światełka LED.
Powtórka po pół wieku
Bardziej prawdopodobne wydają się więc wyjaśnienia, że nagrania zostały zmanipulowane przy pomocy AI albo że był to zorganizowany żart. Tego rodzaju światełka mogą być montowane na latawcach, podczepiane do balonów, dronów albo do szybowców. Możliwości jest wiele, w sieci można znaleźć sporo ofert tanich chińskich produktów tego rodzaju. Co więcej, była właśnie idealna okazja, żeby zrobić sobie żart pod tytułem „UFO nad Teheranem”.
Niemal dokładnie pół wieku temu, 19 września 1976 roku, nad irańską stolicą doszło do jednego z najbardziej znanych incydentów z udziałem UFO. Wówczas dwa myśliwce F-4 Phantom II sił powietrznych Iranu (jeszcze przed rewolucją islamską) próbowały przechwycić niezidentyfikowany jasno błyszczący obiekt na niebie nad miastem.
Został on najpierw dostrzeżony z ziemi, między innymi przez kontrolera lotów na głównym lotnisku Teheranu, a także generała sił powietrznych odpoczywającego na własnym balkonie. Oficer skontaktował się z pobliską bazą i nakazał przechwycenie obiektu.
Do zadania wystartowały kolejno dwa amerykańskie myśliwce F-4 Phantom II z dwuosobowymi irańskimi załogami. Pierwsza z nich zameldowała, że po zbliżeniu się na mniej niż 50 kilometrów od obiektu cała awionika i systemy łączności się wyłączyły. Zawrócili więc ku bazie. W trakcie lotu do niej elektronika miała wrócić do życia.
Wobec niepowodzenia pierwszej załogi poderwano drugą maszynę, za której sterami zasiadał już starszy i bardziej doświadczony pilot. Ten nie miał problemów z elektroniką i zbliżył się do obiektu na mniej niż 50 kilometrów. UFO miało zacząć manewrować. Miał także oddzielić się od niego mniejszy obiekt, który szybko zajął pozycję za myśliwcem w odległości kilku kilometrów. Pilot twierdził, że oba poruszały się nienaturalnie szybko i zwinnie, do tego emitując oślepiająco jasne światło w różnych kolorach. Podjął próbę odpalenia rakiety powietrze-powietrze, ale w tym momencie część elektroniki jego maszyny miała się wyłączyć, wobec czego przerwał próbę ataku i salwował się ucieczką. Potem miał jeszcze widzieć, jak od głównego obiektu odłączył się kolejny, mniejszy, który gwałtownie opadł ku ziemi, ale nie zderzył się z nią, tylko jakby wylądował. Wysłany na miejsce rankiem śmigłowiec nic nie znalazł. Tylko pobliscy mieszkańcy twierdzili, że słyszeli w nocy huk i widzieli światła na niebie.
Szczegółowy raport z całego wydarzenia został przekazany wówczas sprzymierzonym Amerykanom. Irańczycy przekazywali im informacje o wszelkich UFO na swoim niebie, bo zawsze mogło to być coś przybyłego z północy, zza granicy ZSRR. Zazwyczaj rozpoznawcze MiG-25 wykonujące szybkie loty na dużych wysokościach. Dlatego też szczegółowa relacja irańskich żołnierzy na temat zjawisk z nocy 19 września 1976 roku trafiła do USA, a także do powszechnej świadomości.
Do dzisiaj przez zwolenników teorii o obcych przybyszach z kosmosu jest traktowana jako jeden z najbardziej wiarygodnych incydentów UFO, ponieważ całe zdarzenie zostało opisane przez profesjonalnych pilotów wojskowych. Sceptycy tłumaczą całe wydarzenie widocznym tego dnia na niebie jasnym Jowiszem, meteorytami, zmęczeniem pilotów i usterkami technicznymi maszyn, które regularnie je miewały.
Legenda pozostaje jednak żywa. Być może ktoś w Teheranie postanowił uczcić ją w widowiskowy sposób pół wieku później.


