
-
Dziewięciu ginekologów zrezygnowało z pracy w wyniku konsolidacji szpitala „Zdroje” i Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie.
-
Były dyrektor szpitala „Zdroje”, Łukasz Tyszler, został zwolniony przed oficjalnym zakończeniem konsolidacji i uznał formę zwolnienia za bezprawną.
-
Szpital zapewnia, że mimo odejścia części kadry, oddział ginekologiczno-położniczy działa normalnie, a pracujących ginekologów jest wystarczająco dużo.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Trwa konsolidacja dwóch szczecińskich placówek medycznych: szpitala „Zdroje” i położonego w zupełnie innej części miasta, oddalonej od szpitala o 15 kilometrów Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii. To pomysł władz województwa, poparty przez radnych na styczniowej sesji Sejmiku Zachodniopomorskiego.
Na stronie Urzędu Marszałkowskiego czytamy:
„Poszerzenie zakresu świadczeń onkologicznych, skrócenie czasu oczekiwania na leczenie, optymalizacja procedur i łatwiejszy dostęp do diagnostyki to tylko niektóre z zakładanych korzyści”.
Marszałek województwa, Olgierd Geblewicz, dodawał, że połączenie szpitala „Zdroje” i Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii to spokój i „stabilne funkcjonowanie”. Zaznaczał, że jednym z priorytetów jest utrzymanie kadry medycznej.
– W obecnej, trudnej sytuacji w ochronie zdrowia tylko większe, specjalistyczne jednostki będą mogły skuteczniej walczyć o zapewnienie lepszej opieki dla pacjentów – przekonywał marszałek Geblewicz.
Według planu samorządowców po połączeniu centrum onkologii ma zyskać większy zakres opieki m.in. pediatrycznej i psychiatrycznej, a szpital „Zdroje” leczenia onkologicznego i specjalistycznego.
Zmiany w administracji? Spodziewane. Wśród lekarzy? Zaskoczenie
Wiadomo było jednak, że konsolidacja może przynieść zmiany kadrowe. – Ale spodziewaliśmy się, że w administracji, bo było jasne, że miejsca np. dla dwóch głównych księgowych nie będzie. Trudno było przewidzieć zmiany w personelu medycznym – mówi Interii nieoficjalnie jeden z pracowników łączonych placówek medycznych. To nawiązanie do szybkich zmian w dyrekcji oraz na oddziale ginekologiczno-położniczym.
Tuż po rozpoczęciu konsolidacji z pracy został zwolniony zarządzający szpitalem od 2017 roku Łukasz Tyszler.
– Konsolidacja ma się zakończyć 30 lipca i jasne było, że w tym dniu moja rola jako dyrektora się zakończy. Z tą myślą byłem pogodzony – mówi były już dyrektor.
Ale wypowiedzenie przyszło o wiele szybciej. – Forma zwolnienia mnie jest bezprawna, zaskakująca i niejasna. Byłem zaangażowany w proces konsolidacji – dodaje Tyszler.
Obowiązki Tyszlera przejął dyrektor Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii, Adrian Sikorski.
Kilka dni po informacji o zwolnieniu dyrektora „Zdrojów” okazało się, że zmian – ale już nie w dyrekcji czy administracji, a wśród personelu medycznego – jest więcej. Aneksów do umów nie podpisało dziewięcioro ginekologów. Powód? Przede wszystkim, jak twierdzą, gorsze niż dotychczas warunki tych umów.
A wszystko to jest skutkiem połączenia dwóch dotychczasowych oddziałów:
-
Oddziału Ginekologii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej
-
Oddziału Ginekologiczno-Położniczego.
Ginekolodzy odeszli z pracy. „Byli dużo młodsi”
– Zawsze kiedy łączą się szpitale, jest pewien ruch osobowy – odpowiada lekarz kierujący oddziałem ginekologiczno-położnicznym, dr nauk medycznych, Andrzej Niedzielski.
Wylicza, że na jego oddziale pracuje 22 ginekologów, a dziewięciu, którzy odeszli, wypełniali trzy etaty, bo większość z nich pracowała w niepełnym wymiarze czasu.
– Dzisiaj lekarze są w większości na kontraktach zadaniowych, godzinowych. To kwestia rozliczenia indywidualnych korzyści związanych ze zmianą liczby godzin. Z punktu widzenia oddziału: to nie rzutuje na jego funkcjonowanie. Jest nas wystarczająco. Pracujemy pełną parą – komentuje Niedzielski.
– Ale to młoda, a jednak już wyszkolona kadra, która przydałaby się przy łączeniu z Zachodniopomorskim Centrum Onkologii. Ten zespół, który zostaje, ma średnią wieku 66 lat. Ci, którzy odeszli, byli młodsi i bardzo kadrę odmładzali. To zawsze źle, gdy z pracy odchodzą lekarze, tym bardziej w dużej grupie – odpowiada eksdyrektor Łukasz Tyszler.
Znają się od lat, obaj to samorządowcy KO
Tyszler i Niedzielski znają się od lat. Obaj są lekarzami, obaj należą do jednej partii – Koalicji Obywatelskiej – i są aktywnymi samorządowcami.
Były dyrektor szpitala „Zdroje” to kandydat na prezydenta Szczecina z wyborów w 2014 roku, a obecnie przewodniczący klubu radnych KO w szczecińskiej Radzie Miasta. Szef oddziału ginekologii łączonych szpitali to przewodniczący klubu radnych KO w zachodniopomorskim Sejmiku, który wybiera marszałka. Jest nim od kilkunastu lat szef KO na Pomorzu Zachodnim, Olgierd Geblewicz.
– Trudno się połapać, o co chodzi i niemal wszyscy się zastanawiają: czy Tyszler podpadł, czy zmienił frakcję wewnątrz partii – mówi nieoficjalnie rozmówca Interii znający obu lekarzy i śledzący lokalną politykę.
Łukasz Tyszler w ostatnich dniach publicznie mówił o możliwości pójścia do sądu pracy, a swoje zwolnienie nazywał bezprawnym. Powoływał się na zapis mówiący o wymaganej zgodzie radnych gminy przy odwołaniu ze stanowiska jednego z nich.
– Oczywiście nie szukam rozwiązań tego sporu w sądach, tę sprawę można rozwiązać w sposób polubowny – mówi były dyrektor.
– Nie komentuję słów Łukasza Tyszlera. Od początku wiadomo było, że nie da się utrzymać dwóch dyrektorów i że po połączeniu dyrektorem będzie Adrian Sikorski z jednostki wiodącej, czyli Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii – odpowiada Andrzej Niedzielski.
Tobiasz Madejski, Szczecin

