Demonstracje rozpoczęły się w sobotę (31 października) o godzinie 14. Odbyły się m.in. we Frankfurcie nad Menem, Berlinie, Moguncji, Monachium, Norymberdze, Erfurcie, Magdeburgu, Dreźnie i Lipsku. Protesty organizuje Gen Z regelt (niem. Gen Z robi porządek – red.) m.in. zwiększenia inwestycji w edukację, opiekę zdrowotną i ochronę klimatu. Chcą też pokazać swój sprzeciw wobec obowiązkowej służbie wojskowej.
W większości miejscowości protesty przebiegły spokojnie. We Frankfurcie protest przerodził się jednak w zamieszki, podczas których doszło m.in. do starć z policją i licznych aktów wandalizmu. Na nagraniach zamieszczonych na platformach społecznościowych widać m.in. osoby wybijające sklepowe witryny, kradnące przedmioty czy rzucające butelkami w funkcjonariuszy. Według relacji BBC uczestnicy zamieszek rzucali w służby również koktajlami Mołotowa.
Demonstranci dostali się także do sklepu, w którym można kupić broń. Sprawca napadu został zatrzymany, funkcjonariusze zabezpieczyli przy nim dwie sztuki broni. Łącznie we Frankfurcie policjanci zatrzymali ponad 100 osób. W trakcie interwencji służby użyły armatek wodnych i gazu pieprzowego. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych.
Minister spraw wewnętrznych Hesji: Wszyscy mamy w głowach obrazy z Francji
„Wszyscy mamy w głowach obrazy z Francji – grabieże, podpalanie domów, podpalanie radiowozów i ataki na funkcjonariuszy policji… Francja nie może być pod tym względem stawiana za wzór” – podkreślił minister spraw wewnętrznych Hesji (jednego z 16 landów w Niemczech) Roman Poseck, komentując sobotnie zamieszki w Niemczech. Ich zakończenie określił jako „haniebne”.
Premier Hesji Boris Rhein zapowiedział, że akty przemocy, które określił „szokującymi”, „nie pozostaną bez odpowiedzi”. – Kto zachowuje się tak jak napastnicy w centrum Frankfurtu, stawia się poza naszym społeczeństwem. Dokładnie ocenimy agresorów, grupy sprawców i przebieg wydarzeń oraz wyciągniemy wnioski – zaznaczył Rhein.
Wandalizm i starcia z policją w innych miastach w Niemczech
Podobne sytuacje miały miejsce również w innych niemieckich miastach. w Stuttgarcie protestujący rzucali petardy w stronę funkcjonariuszy, w Hamburgu protestujący m.in. podpalili kosze na śmieci i barierki odgradzające plac budowy.
Sytuacja eskalowała też w Kolonii. Tam policja wycofała się przed napierającymi demonstrantami, wśród których odpalano petardy. Funkcjonariusze wezwali następnie uczestników do zejścia z ulicy na chodnik albo rozejścia się, a wobec tych, którzy tego nie zrobili, kilkakrotnie użyli armatki wodnej. Potem sytuacja nad brzegiem Renu się uspokoiła.
Według relacji policji w Berlinie przebieg zgromadzenia był względnie spokojny, choć i tam uczestnicy wielokrotnie odpalali fajerwerki, wielu z nich miało zasłonięte twarze. Dominowały hasła antyfaszystowskie i propalestyńskie.
Inicjatywa Gen Z regelt podała, że w 12 miastach w protestach wzięło udział łącznie ponad 68 tys. osób. Media piszą o kilkudziesięciu tysiącach uczestników. Ogólnokrajowych danych policji na razie nie ma, a w niektórych miastach szacunki służb są niższe niż liczby podawane przez organizatorów.


