
Dr Emil Jędrzejewski zaczął pracować w Warszawskim Szpitalu Południowym trzy lata temu. Zgodnie z umową miał on otrzymywać pieniądze obliczane na podstawie procentu od zysków wypracowanych przez oddział. W pierwszym roku potwierdził, że zarobił 600 tys. złotych. – W drugim roku już tych pieniędzy nie dostałem – stwierdził w rozmowie na Kanale Zero.
Po odejściu z pracy domagał się zaległego wynagrodzenia, jednak wtedy szpital miał zarzucić mu, że ten dopisywał się do operacji wykonywanych przez innych lekarzy oraz nie wykonywał przypisanych sobie dyżurów i wezwał go do zwrotu ponad 500 tys. złotych.
Tymczasem według Jędrzejewskiego to szpital jest mu winien ponad milion złotych. Na potwierdzenie swoich tez doktor przedstawił dziennikarzowi swoją umowę, którą miał zawartą ze szpitalem.
Jędrzejewski zaprzecza dopisywaniu się do dyżurów. Jak stwierdził, jest spokojny o wynik starcia ze szpitalem przed sądem.
Sygnalista o Dawidzie Kacprzyku. Poważne oskarżenia
Emil Jędrzejewski odniósł się także do postaci byłego radnego KO. Stwierdził, że Dawid Kacprzyk będący młodym lekarzem bez specjalizacji, który dodatkowo studiował w okresie pandemii, a więc wiele zajęć miał zdalnie, otrzymał odpowiedzialną funkcję koordynatora SOR.
– Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy – stwierdził w Kanale Zero Emil Jędrzejewski sugerując, że Szpital Południowy jest odpowiedzialny za powierzenie istotnej funkcji młodemu lekarzowi bez specjalizacji, jakim był Dawid Kacprzyk.
Jędrzejewski pytany o to czy, uważa, że Dawid Kacprzyk jest odpowiedzialny za to, że w Szpitalu Południowym umierali ludzie, odpowiedział twierdząco. – Procedury były wykonywane w sposób wadliwy. W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się śmiercią – stwierdził.
W dalszej części lekarz wskazał „błędy przy intubacji”. Krzysztof Stanowski prowadzący wywiad dopytywał, co konkretnie zrobiono pacjentowi. Lekarz odpowiedział: – Zostawmy, to już prokurator. Rozmówca dopytany, czy Dawid Kacprzyk miał intubować osobiście, potwierdził.
Jednocześnie Jędrzejewski oświadczył, że „nie poszedł do prokuratury, bo nie był bezpośrednio przy tych sytuacjach”.
– Nie dziwię, że to kogoś szokuje. Mnie też to szokuje – dodał. Według niego każdy przypadek śmierci na SOR powinien zostać przebadany. Stwierdził, że w Szpitalu Południowym robiono badania martwym pacjentom, by zbierać dokumentację i markować działania. – O tym wie cały szpital – powiedział, jednak odmówił przedstawienia konkretnych przypadków lub dowodów na potwierdzenie swoich tez.
Jędrzejewski zaznaczył, że rozmawiał z Kacprzykiem i zasugerował mu, by odszedł ze szpitala, ponieważ się nie zna na tym, co robi. Miał zrobić to w obecności szefa tamtejszego SOR-u. – On mówi: „dobrze odejdę”, a potem idzie do wiceprezydent Warszawy Renaty Kaznowskiej i ja staję się naciągaczem i złodziejem – powiedział.
Dr Emil Jędrzejewski opisał, jak miały wyglądać jego próby zgłoszenia nieprawidłowości
Sygnalista zaznaczył, że rozmawiał na temat Kacprzyka z ludźmi na wyższych stanowiskach w Szpitalu Południowym, jednak bez skutku. Wobec czego ostatecznie napisał do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
Jak stwierdził, dostał numer do prezydenta Warszawy i próbował do niego zadzwonić. Trzaskowski miał go jednak poprosić, by napisał wiadomość za pośrednictwem wiadomości Whatsapp. Przyznał, że napisał wiadomość, jednak nie otrzymał odpowiedzi. – Telefon milczy. Biorąc pod uwagę, że nikt nie reagował, myślę sobie, że widocznie tak działa system – powiedział w Kanale Zero.
W wiadomości do prezydenta Warszawy dr Jędrzejewski wprost przyznał, że Dawid Kacprzyk wykonywał na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym procedury, do których nie jest uprawniony, i robi to często bez nadzoru. Dwa miesiące po wysłaniu wiadomości do Rafała Trzaskowskiego sygnalista został zwolniony. Jednym z powodów miało być rzekome pobicie Dawida Kacprzyka, jednak Jędrzejewski zaprzecza, by do pobicia doszło.
Według niego Kacprzyk miał się czuć bezkarny z uwagi na swoje powiązania polityczne w tym znajomość z Rafałem Trzaskowskim i wiceprezydent Renatą Kaznowską. – Kacprzyk powoływał się na wpływy – przyznał.
Dr Jędrzejewski potwierdza: W Szpitalu Południowym był salonik VIP
Doktor Emil Jędrzejewski przyznał, że w Szpitalu Południowym na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym istniał salonik VIP.
– Tak, istniał salonik VIP. Chociaż ja w nim nigdy nie byłem. Ten pokój, to była taka wisienka na torcie – stwierdził. Zapytany o to, czy przebywali w nim politycy stwierdził: – Nie byłem, nie widziałem.
– Politycy są czasami inaczej traktowani. Natomiast uważam, że jak są operacje planowane, to powinien obowiązywać system kolejkowy – zaznaczył.
Wątpliwości wokół sygnalisty. Dr Jędrzejewski komentuje
Wokół postaci dr Emila Jędrzejewskiego pojawia się wiele wątpliwości. Jednym z zarzutów stawianych mu jest to, że podczas pracy w wojsku miał nie przychodzić do pracy za zgodą ministra obrony Mariusza Błaszczaka. – W momencie kiedy chciałem odejść z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej, to było trochę honorowe, ponieważ tam generałem miała zostać kobieta, która nie powinna zostać generałem. Napisałem prośbę o odejście z wojska – tłumaczy Jędrzejewski.
– Nigdy nie spotkałem się z ministrem Błaszczakiem. Miałem natomiast w różnych sprawach spotkania z ministrem Wojciechem Skurkiewiczem. Podczas jednego z nich padła propozycja zostania szefem kliniki w Wojskowym Instytucie Medycyny Wojskowej, natomiast ja odmówiłem. Uszanował moją decyzję – zaznacza.
Następnie miał otrzymać propozycję zostania dyrektorem jednego ze szpitali poza Warszawą, jednak tego również odmówił. Gdy poinformował, że odchodzi do Szpitala Południowego, miał zostać poproszony o pozostanie w rezerwie. Wtedy Jędrzejewski miał przekazać ministrowi Wiśniewskiemu, że nie będzie mógł przychodzić do pracy. – Rzeczywiście wtedy przez ponad rok nie przychodziłem do pracy w wojsku – przyznał.
Po zmianie władzy w Polsce miał zostać poproszony o powrót do pracy, ale odmówił pracy za biurkiem.
„Gazeta Wyborcza” informowała, że sygnalista w sprawie Dawida Kacprzyka to były ordynator oddziału chirurgii Szpitala Południowego w Warszawie. Według ustaleń jest obecnie w sporze z placówką o 531 tysięcy złotych. Lekarz ma być ponadto zamieszany w sprawę handlu dyplomami MBA.
Afera w Szpitalu Południowym. Lekarz z gigantycznymi zarobkami
Portal Zero.pl jako pierwszy opisał sprawę lekarza Dawida Kacprzyka. Na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. Sam Kacprzyk jako koordynator SOR-u w Warszawskim Szpitalu Południowym, był w trakcie specjalizacji, a więc jak zarzucano – bez kompetencji do pełnienia takiej funkcji – miał zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł.
W sprawie placówki w poniedziałek wszczęto dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie – nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Toczy się też postępowanie Naczelnej Izby Lekarskiej.
Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO, a w czwartek z mandatu radnego dzielnicy Ursus, zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy – pół miliona złotych, które szpital musiał mu oddać ze względu na brak możliwości zaksięgowania. Prezydent Warszawy odwołał zarząd i radę nadzorczą szpitala. Nową prezeską zarządu placówki została Aneta Gomółka-Siembora.
Prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że prokuratura zbada, czy Trzaskowski wiedział o nieprawidłowościach w szpitalu. Oprócz miejskich urzędników, prokuratorów i urzędników NFZ placówkę prześwietli także PIP.
-
Nawet 70 proc. pacjentów przyjętych poza kolejką. Klinika z karą od NFZ
-
Kolejny lekarz z ogromnymi zarobkami. To dyrektor szpitala i radny powiatu












