
Najwięcej informacji na temat rosyjskiego konwoju podało dotychczas japońskie ministerstwo obrony, które śledziło jego rejs w pobliżu wybrzeży swojego kraju. Wojsko Japonii wykryło formację Rosjan już 10 dni temu, 8 maja. Dzisiaj znajdują się już około 3000 kilometrów dalej na południowy zachód. Ogólny kierunek poruszania się Rosjan pozwala z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, że zmierzają ku Europie.
Niespodziewana gromada gości z Rosji
Japończycy wykryli niecodzienną formację rosyjskich statków i okrętów na Morzu Japońskim około 140 kilometrów od strategicznej cieśniny Cuszima pomiędzy Japonią i Koreą Południową. Pozwala to zakładać z niemal całkowitą pewnością, że Rosjanie wyruszyli z portu Władywostok lub ewentualnie któregoś mniejszego w tym samym regionie w tak zwanym Kraju Nadmorskim. Na spotkanie rosyjskiego konwoju Japończycy wysłali samoloty patrolowe i okręty, które przez następny tydzień nieustannie monitorowały ich ruchy. Od wykrycia 8 maja, po minięcie 13 maja położonych najdalej na południe niewielkich japońskich wysepek w pobliżu Tajwanu. Później Rosjanie wyszli na Morze Filipińskie i przestali być obiektem zainteresowania Japończyków.
Uprzednio japońskie ministerstwo obrony podało jednak informacje na temat składu konwoju i pokazało jego zdjęcia. Tworzy go sześć statków towarowych, dwa okręty eskorty, zaopatrzeniowiec floty oraz holownik oceaniczny. Te dwie ostatnie jednostki pozwalają zakładać, że Rosjanie wybrali się w długi rejs. Z braku dogodnych baz poza swoim terytorium, muszą być maksymalnie samowystarczalni i przygotowani na radzenie sobie z różnymi problemami, bez zawijania do portów nieprzyjaznych lub niepewnych państw. Zwłaszcza jeśli w składzie zespołu ma się statki objęte sankcjami przez USA i Unię Europejską, które ktoś może chcieć próbować zaaresztować.
Japończycy nie podali nazw sześciu statków Rosjan, ale pokazali ich zdjęcia. Pozwoliło to specjalistom szybko zidentyfikować pięć z nich. Jak podaje portal „USNI News”, to Maia 1, Lady D, Lady Mariia, Lady R i Kapitan Danilkin. Cztery pierwsze są objęte licznymi sankcjami przez państwa zachodnie ze względu na wykorzystywanie ich do transportu amunicji, uzbrojenia i innych materiałów o przeznaczeniu wojskowym. Głównie na trasie pomiędzy Koreą Północną a Władywostokiem i okolicznymi portami, skąd ich ładunki są następnie koleją wiezione ku frontowi w Ukrainie. Niektóre z nich regularnie odbywają też rejsy na trasie z europejskich portów Rosji ku tym pacyficznym. Wszystkie pływają pod banderą rosyjską i są kontrolowane przez państwo. Ogólnie rzecz biorąc, są to jednostki specjalnego przeznaczenia, pracujące na rzecz wysiłku wojennego Rosji.
Eskortę stanowią dwie korwety typu Stierieguszczij: Sowierszennyj i Riezkij. Stosunkowo niewielkie jednostki, wypierające około 2200 ton, w pełni przygotowane do walki. Pomyślane głównie jako przybrzeżne okręty eskortowe i patrolowe, operujące w regionie swoich baz. W przeszłości rejsy z baz na Bałtyku czy w rejonie Murmańska ku Irlandii były opisywane jako „dalekiego zasięgu”. Są za małe i ze zbyt małymi zapasami paliwa oraz żywności, aby samodzielnie wykonywać rejsy transoceaniczne. Zwłaszcza wobec opisanego braku pewnych baz na oceanach. Z braku alternatyw, czyli dostępnych większych fregat czy niszczycieli, Rosjanie używają ich jednak także do naprawdę długich rejsów transoceanicznych.
Dlatego w skład zespołu wchodzą dwie wspomniane jednostki wsparcia. Po pierwsze okręt zaopatrzeniowy typu Dubna, czyli niewielki tankowiec, którego głównym zadaniem jest uzupełnianie w drodze paliwa i wody na okrętach. Do tego może przewozić i przekazywać żywność. W ten sposób niewielkie korwety, które normalnie mają zapasy na maksymalnie dwa tygodnie działania poza bazą, mogą potencjalnie pokonać oceany. Listę jednostek konwoju zamyka duży holownik oceaniczny Andriej Stiepanow, należący do rosyjskiej floty i służący głównie do holowania oraz udzielania pomocy w sytuacjach kryzysowych. Od lat tego rodzaju jednostki wchodzą w skład zespołów okrętów wykonujących dalsze rejsy, ze względu na obawy odnośnie do ich niezawodności. Dzięki temu można uniknąć niewygodnych próśb o pomoc, kiedy coś się stanie. Samowystarczalność.
W 2024 roku jeden z rosyjskich statków, podobny do tych płynących teraz w konwoju, zatonął w niejasnych okolicznościach. Celem ataku na „Ursa Major”, jak ustaliło CNN, była najprawdopodobniej próba udaremnienia przekazania Korei Północnej technologii jądrowych przez Rosję.
Zagadkowe zjawisko i cel
Nie wiadomo gdzie opisany konwój zmierza ani co wiezie. Na zdjęciach pokazanych przez japońskie wojsko widać, że statki transportowe nie są w pełni załadowane. Można to ocenić po tym, jak głęboko ich kadłuby są zanurzone w wodzie. Mogą jednak wieźć w ładowniach coś o sporych gabarytach, ale ograniczonej masie. Albo po prostu relatywnie niewielkie ilości czegoś cennego. Oczywiście mogą też płynąć w większości puste. To tajemnica Rosjan.
Z większą pewnością można pisać o celu rejsu konwoju. Sądząc z jego dotychczasowej trasy, prawdopodobnie zmierza ku cieśninie Malakka, łączącej Pacyfik z Oceanem Indyjskim. Kierunek ogólnie rzecz biorąc zachodni. W tę stronę Rosjanie nie mają żadnych bliskich przyjaciół, których porty w przeszłości odwiedzałyby specyficzne statki wchodzące w skład konwoju. Można więc zakładać, że idzie on do europejskich portów Rosji. Co oznacza, że jest przed nim jeszcze około 25 tysięcy kilometrów rejsu, zakładając bezpieczną marszrutę dookoła Afryki oraz Wielkiej Brytanii i Irlandii.
Można się też domyślać, dlaczego Rosjanie sformowali pełnoprawny konwój z eskortą. Chociaż statki, wchodzące w jego skład, dotychczas pływały raczej samotnie. Ostatnie pół roku to narastające napięcie wokół jednostek rosyjskiej „floty cieni”, czyli nienoszących rosyjskiej bandery, ale kontrolowanych przez Rosję i eksportujących z niej głównie ropę, omijając przy tym sankcje nałożone przez Zachód. Francja, Finlandia, Szwecja, Wielka Brytania czy USA incydentalnie dokonują ich abordażu i zatrzymują. Rosjanie nazywają to „aktami piractwa”, zaś państwa, które to robią: „egzekwowaniem prawa i sankcji”. Sytuacja rozwinęła się na tyle, że Moskwa postanowiła zagrać ostrzej i zaczęła z rzadka, ale jednak eskortować swoje statki. Na przykład w kwietniu fregata Admirał Grigorowicz towarzyszyła dwóm jednostkom pokonującym Kanał La Manche.
Inny czynnik to możliwość sabotażu lub bezpośredniego ataku na otwartych wodach i zatopienia statku. Tak jak przydarzyło się to w 2024 roku wspomnianej już jednostce „Ursa Major”, działającej na identycznych zasadach, jak te obecnie płynące w konwoju. Nie wiadomo dokładnie, co się jej przytrafiło, ale zatonęła w pobliżu wybrzeży Hiszpanii po serii wybuchów w rejonie maszynowni. Być może był to ukraiński sabotaż. Statki zmierzające do rosyjskich portów Morza Czarnego są natomiast regularnie atakowane przez ukraińskie drony morskie.
Najwyraźniej jednostki płynące z Dalekiego Wschodu są na tyle istotne dla Rosjan albo były na tyle pewne informacje wywiadowcze o możliwości ich zaatakowania, że dostały eskortę na całą trasę i płyną w konwoju. To wydarzenie bezprecedensowe i pokazujące, jak mało pewnie Rosjanie czują się nawet na oceanach.












