Autor: Cem Taylan
Kiedy w poniedziałek w Antalyi rozpocznie się COP31, Turcja, gospodarz szczytu klimatycznego ONZ, ma nadzieję pokazać się z jak najlepszej strony dzięki kampanii skupionej na odnawialnych źródłach energii i elektryfikacji.
Jednak ci, którzy chcą zwrócić uwagę na inną stronę tej historii, nie są mile widziani.
Turcja jest gospodarzem szczytu klimatycznego COP31. Wywłaszcza ludzi, aby rozbudowywać kopalnie węgla
Od blisko dekady Isik i jej 26-letnia córka Esra angażują się w protesty przeciwko projektom wydobywczym powoli dewastującym prowincję Mugla, która leży kilkaset kilometrów na zachód od Antalyi.
Razem prowadzą walkę przeciwko firmie YK Enerji, która chce rozbudować swoją kopalnię węgla brunatnego i zwiększyć moce produkcyjne dwóch swoich elektrowni cieplnych, zasilanych wysoce zanieczyszczającym środowisko węglem brunatnym.
Przeciwko firmie, do której należy kopalnia i elektrownia obok ich wsi, wniesiono kilka pozwów sądowych.
Inne skierowano przeciwko tureckiej prezydenturze w związku z dekretem o pilnym wywłaszczeniu 679 działek, podpisanym przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana w styczniu.
– Wioska mojej babci została wymazana z mapy przez kopalnię. Wioska mojego ojca została zniszczona. Jesteśmy rodziną, która od trzech czy czterech pokoleń jest wykorzeniana, a nasza ziemia grabiona – wyjaśnia Esra, ubrana w luźne spodnie i tradycyjną czerwoną kamizelkę.
„Jeśli będę musiała, obleję się benzyną i podpalę”
Ich aktywizm nie pozostał niezauważony. 31 marca Esra została aresztowana podczas protestu przeciwko wizycie urzędników w związku z decyzją o pilnym wywłaszczeniu dotykającą sześć wiosek.
Oskarżona o „utrudnianie urzędnikowi wykonywania obowiązków służbowych”, trafiła do aresztu w oczekiwaniu na proces.
– Spędziłam 42 dni w więzieniu. Moje aresztowanie nadało nowy wymiar naszej walce w Turcji, ale także na całym świecie – powiedziała agencji AFP.
Nie tylko one walczą; miejscowi regularnie spotykają się, aby omówić dalsze kroki. Wśród nich jest 56-letnia gospodyni domowa Aytac Yakar, która została zmuszona do ucieczki ze swojej rodzinnej wsi Isikdere, gdy w 2018 r. została ona pochłonięta przez kopalnię.
Osiadła w innym miejscu, które teraz czeka ten sam los. – Czy wyglądam jak ptak wędrowny? – pyta ze złością. – Nie mogą igrać z moim domem, moją ziemią i moim krajem. Jeśli będę musiała, obleję się benzyną i podpalę we własnym domu. Ale nie opuszczę go!

COP31. Turcja dała licencję kopalni węgla na prawie 50 lat
Podczas gdy świat zjeżdża do Antalyi, gdzie naukowcy, eksperci i głowy państw zgromadzą się, by dyskutować o globalnym ociepleniu i sposobach jego spowolnienia, tysiące aktywistów również będzie obecnych, by wyrazić swój sprzeciw.
Ale Nejli i Esry tam nie będzie – ponieważ muszą zostać, aby chronić swoją ziemię. – Nie mogę opuścić mojej wioski. Sąd odrzucił naszą apelację od wywłaszczeń i nie wiemy, co firma zrobi teraz – wyjaśnia Nejla. – Nie pojadę na COP, gdzie już wiemy, że nas nie wysłuchają, podczas gdy moja wioska tutaj płonie – dodała.
Na mocy ustawy uchwalonej w 2025 r., Turcja gwałtownie zwiększyła liczbę zezwoleń na wydobycie, otwierając obszary chronione na eksploatację, w tym tereny upraw oliwek.
– Nasze domy, groby naszych bliskich, nasze drzewa oliwne, nasze ziemie – wszystko to może zostać wyrwane z naszych rąk – mówi Nejla Isik, wskazując obszar na mapie.
Zapytany o wywłaszczenia, minister energii Alparslan Bayraktar powiedział dziennikarzom, że rząd sprywatyzował obie elektrownie w 2014 r., przyznając nabywcom licencję, której nie można po prostu cofnąć bez konsekwencji.

– Zasadniczo musimy chronić tę inwestycję lub znaleźć inny sposób na zaradzenie potencjalnym stratom. Daliśmy im 49-letnią licencję, a teraz mamy powiedzieć: „W 2030 r. kończycie, bo mamy politykę wycofywania się z węgla”? – stwierdził. – Są wyzwania, z którymi musimy się tutaj zmierzyć – powiedział.
Nie wszyscy mieszkańcy wioski sprzeciwiają się kopalni, zwłaszcza ci, którzy w niej pracują. – Elektrownia cieplna tworzy miejsca pracy dla 70 proc. mojej wioski – wyjaśnił jeden z pracowników, który nie chciał podać swojego nazwiska.
W rozmowie z AFP firma YK Enerji – która twierdzi, że zasila ponad dwa miliony gospodarstw domowych dziennie – broniła projektu, wskazując na potrzeby bezpieczeństwa energetycznego Turcji.
– Aby produkcja energii mogła być kontynuowana, musimy uzyskać dostęp do nowych złóż – powiedział agencji AFP dyrektor generalny Ahmet Eyidogan, dodając, że drzewa zostaną zastąpione odpowiednimi gatunkami, a „centra wiosek, meczety, szkoły i groby” zostaną oszczędzone, a właścicielom gruntów zostaną przyznane „alternatywne” działki.
YK Enerji – będąca wspólną własnością Limak Holding i IC Holding, z których obie są oficjalnymi „zwolennikami klimatu” COP31 – wspiera turecki „cel neutralności węglowej” – powiedział.













