-
Według naukowców, osady z torfowiska pod Śnieżką dostarczają niepodważalnych dowodów na nadejście antropocenu, nowej epoki geologicznej związanej z działalnością człowieka.
-
W badaniach rozpoznano marker plutonu w osadach na całym świecie, a torfowisko pod Śnieżką uznano za czułe archiwum geologiczne niezaburzone przez eksploatację.
-
Część środowiska naukowego kwestionuje zasadność wyodrębnienia antropocenu jako epoki geologicznej, choć autorzy publikacji w „Nature” przedstawili szeroką dokumentację potwierdzającą te zmiany.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Badania prowadzili naukowcy m.in. z Wielkiej Brytanii, Kanady, Chin, Japonii, Australii i Szwajcarii. Współautorką pracy jest dr hab. Barbara Fiałkiewicz-Kozieł, prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierowniczka Pracowni Biogeochemii na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM.
Jak przypomniała prof. Fiałkiewicz-Kozieł w rozmowie z PAP, hipotezę o końcu epoki holocenu ogłosił w 2000 r. holenderski chemik Paul Crutzen. W publikacji z 2002 r. „Geology of mankind”, opublikowanej w „Nature”, stwierdził, że efekty działalności człowieka widoczne są również w strefie geologicznej Ziemi.
Ludzie potrzebują paliw kopalnych. To zwiększa emisję
– Za początek antropocenu przyjmujemy lata 50. XX w. Po II wojnie światowej przyrost ludności następował o miliard co 10 lat. Taka liczba ludzi na świecie oznacza oczywiście wzrost zapotrzebowania na energię, a wydobycie paliw kopalnych wywołuje emisję gazów cieplarnianych i zmiany w środowisku – wyjaśniła biochemiczka.
Dlatego badacze antropocenu szukają w osadach ziemskich dowodów na zasięg i znaczenie ludzkiej ingerencji. Do jej istotnych markerów należą radioaktywne izotopy plutonu i cezu, czyli pozostałości po wybuchach bomb atomowych. – Na działalność człowieka wskazują też izotopy węgla albo cząstki popiołu lotnego, a także inne związki chemiczne: produkty spalania paliw kopalnych, plastik i zanieczyszczenia przemysłowe – opisywała prof. Fiałkiewicz-Kozieł.
Do określenia czasu, w której nastąpił antropocen, naukowcy wykorzystują przede wszystkim pluton. Ten pierwiastek pozwala na wykreślenie globalnej linii podziału, ponieważ zapisał się na całej Ziemi.
– Wzrost liczby prób jądrowych doprowadził do pojawienia się globalnego sygnału rejestrowanego w osadach na całym świecie. W atmosferze, a później w osadach na całym świecie pojawiło się wtedy wyraźniej więcej radioaktywnego pyłu lotnego, a także mikroskopijnych, mikrosfer węglowych (ang. Spheroidal Carbonaceous Particles, SCP), które powstają w wyniku niepełnego spalania paliw kopalnych. Są one emitowane głównie przez elektrownie – wyjaśniła ekspertka.
Złote gwoździe okazują się źródłem informacji
Zaznaczyła, że naukowcy prowadzą badania antropocenu w tzw. złotych gwoździach (ang. Global Boundary Stratotype Section and Point, GSSP). To punkty na całym świecie, które wyznacza granicę między jednostkami czasu geologicznego (np. epokami lub piętrami). W tym przypadku granicę między holocenem i antropocenem wyznaczają osady z Crawford Lake w Kanadzie.
Członkowie Roboczej Grupy ds. Antropocenu powołanej przez Międzynarodową Komisję Stratygrafii (to największe ciało naukowe Międzynarodowej Unii Nauk Geologicznych) wytypowali 12 kolejnych kandydatów na wzorce uzupełniające dane ze „złotego gwoździa”. To osady m.in. z Jeziora Sihailongwag (Chiny), Zatoki Beppu (Japonia) i torfowiska na Równi pod Śnieżką.
– To czułe geologiczne archiwa położone z dala od ośrodków przemysłowych i ludzkich siedzib – wyjaśniła badaczka.
Powiedziała, że w torfowisku pod Śnieżką w 1957 r. pojawił się także biologiczny wskaźnik antropocenu. – To ambrozja bylicolistna (Ambrosia artemisiifolia), inwazyjny gatunek rośliny z Ameryki Północnej, bardzo silnie alergizujący. Prawdopodobnie został przypadkowo sprowadzony do Europy z importowanymi produktami rolnymi – opowiadała prof. Fiałkiewicz-Kozieł.

Pod Śnieżką mamy jedyny taki „złoty gwóźdź”
Jej zdaniem torfowisko pod Śnieżką to miejsce wyjątkowo przydatne geologom. – Jest jedynym reprezentantem środowisk lądowych wśród „złotych gwoździ”. Ten teren nie był nigdy eksploatowany, dzięki czemu zachowała się pełna struktura osadów. Zapis plutonu jest tu więc doskonały – oceniła.
W opinii ekspertów granica między holocenem a antropocenem jest podobnie wyrazista jak ta oddzielająca kredę i paleogen, czyli warstwa, w której są widoczne ślady wielkiego wymierania (m.in. dinozaurów) przed 66 mln lat.
Wszystkie te argumenty badacze przedstawili w „Nature”. Współautorem publikacji jest też prof. Jan Zalasiewicz, polskiego pochodzenia paleobiolog i geolog, emerytowany wykładowca Uniwersytetu w Leicester (Wielka Brytania). Od 2009 r. w Międzynarodowej Unii Nauk Geologicznych kierował Grupą Roboczą ds. Antropocenu, a od 2020 r. – Podkomisji ds. Czwartorzędu.
Krytycy antropocenu opierają się na starych danych
Prof. Barbara Fiałkiewicz-Kozieł liczy – podobnie jak inni autorzy publikacji – że dowody, których dostarczyli, skłonią przeciwników antropocenu do konstruktywnej dyskusji i przekonają Międzynarodową Unię Nauk Geologicznych (IUGS), że antropocen jest już faktem. Teza prof. Crutzena od początku wywołuje bowiem gorące spory w środowisku geologów, a w 2024 r. IUGS oficjalnie opowiedziała się przeciwko nowej epoce.
– Opinie niektórych geologów nie zmieniły się do dziś. Nie przekonał ich nasz stustronicowy wniosek z bogatą dokumentacją udostępniony w bazie publicznej ani obecna publikacja. Wraz z nią ukazały się nawet krótkie komentarze oponentów, którzy chcieli dodać nam łyżkę dziegciu – przyznała naukowczyni.
Wśród przeciwników zatwierdzenia nowej epoki są m.in. prof. Dorothy Merritts i dr Robert Walter z Franklin & Marshall College (USA). „Proponowana epoka antropocenu jest zbyt krótka (…). Gdyby została przyjęta, epoka antropocenu obejmowałaby obecnie okres krótszy niż jedno ludzkie życie. (…) Antropocen można zamiast tego zdefiniować jako trwające zdarzenie, wynikające z kumulacyjnej działalności człowieka” – przekonywali „konserwatywni” geolodzy w komentarzu do publikacji w „Nature”.
Kierowniczka Pracowni Biogeochemii ma kontrargumenty. – Szukaliśmy synchronicznego sygnału na całym świecie od lat 50. Dostarczyliśmy niezbitych dowodów, że znajduje się on wszędzie: na Antarktydzie, Grenlandii, na lodowcach w wysokich azjatyckich górach Tien-Szan albo Ałtaj. Ignorowanie tych faktów przypomina sytuację z filmu „Nie patrz w górę”, to chowanie głowy w piasek – oceniła prof. Barbara Fiałkiewicz-Kozieł.
Ziemia zmieniła się nieodwracalnie
Naukowczyni uważa, że gdyby przeciwnicy antropocenu chcieli kompromisu, byliby bardziej otwarci na merytoryczny dialog.
– Antropocen jest nie tylko nową epoką geologiczną. To także ogromne, być może nieodwracalne przeobrażenie naszej planety: zmiany klimatyczne, topnienie lądolodów albo wzrost poziomu mórz. Jesteśmy też świadkami szóstego wielkiego wymierania, tym razem spowodowanego przez człowieka, chociaż jednocześnie pojawiają się nowe gatunki, nieznane dotąd naukowcom. Ziemia jest niezwykłą planetą i poradzi sobie. Pytanie, na ile my będziemy przygotowani na te zmiany – podsumowała prof. Barbara Fiałkiewicz-Kozieł.


