Do zdarzenia doszło w sobotę przed godziną 18 przy ulicy Solnej w Krakowie. – Kierujący pojazdem marki Volkswagen utracił panowanie nad kierownicą i wjechał w trzy osoby: kobietę, mężczyznę i dziecko – poinformował oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, mł. asp. Rafał Wawrzuta, w rozmowie z Gazeta.pl.


Zobacz wideo

Czy będzie wojna lewicy o fotel prezydencki w Krakowie?

Policja ustaliła, że wypadek wydarzył się na chodniku. Wersję tę potwierdza również straż pożarna. – Mężczyzna i kobieta w wieku około 30 lat oraz 8-miesięczne dziecko spacerowali chodnikiem. Samochód z czterema pasażerami i około dwudziestoletnim kierowcą po prostu w nich wjechał – poinformował rzecznik prasowy Małopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, kpt. mgr Hubert Ciepły, w rozmowie z Gazeta.pl.

Karetka zabrała poszkodowanych do krakowskich szpitali. Ratownicy w czasie transportu cały czas prowadzili u nich resuscytację krążeniowo-oddechową. Niedługo później pojawiła się informacja, że nie udało się uratować życia dwojga dorosłych.

Trzy lata temu stracił 10-miesięcznego syna, którego nieumyślnie przejechał samochodem na własnym podwórku. W niedzielę niewiele brakowało, by historia się powtórzyła. W Boćkach pod kołami przyczepki prowadzonej przez tego samego mężczyznę znalazł się jego czteroletni syn – pisze Agata Sawczenko na Wyborcza.pl.

Z informacji straży pożarnej wynika, że autem podróżowały cztery osoby w wieku od ok. 20 do ok. 25 lat.

TVP Info: Stan dziecka jest ciężki, ale „stabilny”

W niedzielę podkomisarz Iwona Sienkiewicz w rozmowie z TVP Info powiedziała, że jedną z przyczyn wypadku mogła być nadmierna prędkość.

Dziecko zostało przekazane lekarzom przytomne, ale po wypadku było w stanie ciężkim. W niedzielę TVP Info przekazało, że stan dziecka dalej jest ciężki, ale „stabilny”.

„Kolejne dni będą decydujące, jeśli chodzi o to, czy przeżyje” – informuje TVN24.

Prokuratura wciąż bada okoliczności śmiertelnego wypadku na jeziorze Jagodne na Mazurach. Młody człowiek uderzył potężnym skuterem wodnym w motorówkę i dostał się pod śrubę. Jednostka, którą pływał, rozpędza się do setki w kilka sekund i jest przeznaczona dla doświadczonych użytkowników – pisze Tomasz Kurs na Wyborcza.pl.

Pasażerowie samochodu zostali już przesłuchani w charakterze podejrzanych. Jeszcze dziś kierowca ma zostać przewieziony do krakowskiej prokuratury. Kierujący samochodem osobowym nie miał alkoholu w wydychanym powietrzu. Pobrano mu również krew do badań, by sprawdzić, czy nie był pod wpływem innych substancji.

Udział