
- 1 maja, czyli w dniu ogólnokrajowych protestów „May Day Strong”, upływa konstytucyjny termin zakończenia nieautoryzowanej wojny USA z Iranem.
- Na sześć miesięcy przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu, zaplanowanymi na 3 listopada, Stany Zjednoczone wchodzą w okres, który może znacząco zdecydować o kształcie drugiej kadencji Donalda Trumpa.
Trzy próby zamachu na Donalda Trumpa w dwa lata
W sobotę 25 kwietnia wieczorem czasu amerykańskiego, w lobby waszyngtońskiego hotelu Hilton rozległy się strzały. 31-letni Cole Tomas Allen, nauczyciel i inżynier z Torrance w Kalifornii, wbiegł do budynku uzbrojony w strzelbę, pistolet i noże. Jeden agent Secret Service został trafiony, ale kula uderzyła w kamizelkę kuloodporną. Prezydent wraz z pierwszą damą Melanią, wiceprezydent J.D. Vance i dziesiątki wysokich rangą urzędników administracji zostali ewakuowani z sali balowej, gdzie zasiedli do kolacji z setkami dziennikarzy.
To już trzecia taka sytuacja w ciągu niespełna dwóch lat. W lipcu 2024 roku kula snajpera musnęła ucho Trumpa podczas wiecu w Butler w Pensylwanii. We wrześniu 2024 roku napastnik czaił się z bronią przy polu golfowym na Florydzie. Teraz w Washington Hilton – w tym samym hotelu, w którym 45 lat temu John Hinckley Jr. strzelał do Ronalda Reagana.
W pozostawionym manifeście Allen nazywał siebie „Friendly Federal Assassin” (ang. przyjazny zabójca federalny) i deklarował, że celuje w osoby powiązane z administracją Trumpa. Napisał: „nie jestem już w stanie akceptować, by zbrodnie pedofila, gwałciciela i zdrajcy plamiły moje ręce”. Jego siostra powiedziała śledczym, że brat uczestniczył w antytrumpowych protestach „No Kings” w Kalifornii i należał do lewicowej grupy „The Wide Awakes”.
Ekspertka: Przemoc wpisana w krajobraz polityczny
– W historii USA czterech prezydentów zostało zabitych w trakcie sprawowania urzędu, więc przemoc jest mocno wpisana w amerykański krajobraz polityczny – przypomina w rozmowie z Gazeta.pl Magdalena Górnicka-Partyka.
Według badań Pew Research Center z września 2025 roku, przeprowadzonych na próbie ponad 3400 dorosłych Amerykanów, 85 proc. respondentów uważa, że przemoc polityczna w USA rośnie. To przekonanie podzielają zarówno republikanie (86 proc.), jak i demokraci (85 proc.). Zgody nie ma jednak co do przyczyn. Aż 28 proc. demokratów wskazuje wprost na retorykę Trumpa i ruchu MAGA – wśród republikanów odsetek ten jest wielokrotnie niższy, a dominującą odpowiedzią jest wskazanie drugiej strony sceny politycznej.
– To, że przemoc dotyka akurat Trumpa, wynika z ogromnej polaryzacji, którą sam nakręca i która mu politycznie służy, ale także ze spadku zaufania do procesu demokratycznego oraz poczucia beznadziei w społeczeństwie. Kluczowa jest też kwestia powszechnego dostępu do broni – w USA jest jej więcej niż ludzi. Nie powiem, że sobotni incydent mnie zaskoczył. Niestety można było się spodziewać kolejnego ataku po dwóch wcześniejszych zamachach – dodaje ekspertka.
„Trump chce przejść do historii jako lider niezniszczalny, który kulom się nie kłania”
Nagrania z sali balowej obiegły internet. Widać na nich, jak goście rzucają się na podłogę, chowają pod stołami, podczas gdy Trump – zanim agenci go ewakuują – nawet nie drgnął, wręcz delikatnie się uśmiechał. Sam prezydent skomentował to później w wywiadzie dla CBS: „Nie martwiłem się. Rozumiem życie. Żyjemy w szalonym świecie”.
– To nagranie napędziło teorie spiskowe o tym, że zamach mógł być zaplanowany ze względu na spadające sondaże Trumpa. Prezydent tłumaczył, że chciał po prostu zobaczyć, co się dzieje. Być może chciał się też upewnić, czy jego administracja jest bezpieczna, bo na miejscu panował ogromny chaos. Media zauważyły, że ewakuacja nie była uporządkowana – najpierw wyprowadzono Vance’a, a dopiero potem Trumpa. Prezydent USA mógł mieć poczucie, że bierze udział w filmie sensacyjnym, a on lubi takie kino. Tam był bardzo duży chaos, jednak w ogólnym rozrachunku Trump pochwalił służby, bo publiczne przyznanie się do błędów w zabezpieczeniu głowy państwa uderzyłoby w jego wizerunek – ocenia Górnicka-Partyka.
Jak dodaje ekspertka, Trump myśli kategoriami obrazów – chce przejść do historii jako lider niezniszczalny, który „kulom się nie kłania”. – Każdy zamach na swoje życie traktuje jako okazję do pokazania siły i twierdzi, że przeciwnicy chcą go zatrzymać, by nie mógł „uczynić Ameryki znów wielką”. Po zamachu w Butler zaczął być wręcz kreowany na „bożego pomazańca”, cudownie ocalonego przez siły wyższe. Te tony mesjańskie i nadnaturalne będą pewnie mocno wykorzystywane w kampanii przed wyborami połówkowymi, by przyciągnąć chrześcijańskich wyborców, których zniechęcił w ostatnim czasie między innymi sławetną grafiką, gdzie pokazał się jako Jezus – mówi nasza rozmówczyni.
Po zamachach zazwyczaj następuje efekt „rally round the flag” – chwilowy wzrost poparcia dla prezydenta. Po Butler w 2024 roku był on umiarkowany i krótkotrwały. Ekspertka ds. polityki amerykańskiej przyznaje: -Teraz też może tak być, raczej nie sięgnie do listopadowych wyborów połówkowych, bo Amerykanie będą głosować portfelami. Ceny benzyny są wysokie z powodu konfliktu z Iranem, co jest kluczowe dla budżetów domowych. Trump zawiódł też część wyborców brutalną polityką imigracyjną. Nie wiadomo, czy „efekt flagi” i solidarność po zamachu faktycznie przełożą się na frekwencję przy urnach.
Pęknięcia w ruchu MAGA. Ekspertka: Może dojść do rozłamu
Demokratyczna kongresmenka Jasmine Crockett napisała na Threads o 2:51 w nocy po zdarzeniu: „Czy był kiedyś prezydent z tyloma 'zamachami’? Może to słabe prawo dotyczące broni, może brak finansowania zdrowia psychicznego, a może to fejk…”. To nie był odosobniony głos. Co istotne, podobne wątpliwości – choć z innych powodów – pojawiają się też wśród rozczarowanych wyborców MAGA. Tucker Carlson i Marjorie Taylor Greene kwestionowali już wcześniej oficjalną narrację o zamachu w Butler.
Czy teorie spiskowe, które pojawiły się po sobotnim incydencie, odsłaniają pęknięcia w ruchu MAGA? Górnicka-Partyka odpowiada: „zdecydowanie tak”. – Nawet na skrajnej prawicy pojawiają się spekulacje, że zamachy są ustawione. To pokazuje, że jest duże pęknięcie, do którego Trump nie chce się przyznać. Ono powstało na fali sprawy Jeffreya Epsteina, a pogłębiło się po ataku na Iran. Skrzydło izolacjonistyczne i antyizraelskie mocno sprzeciwia się działaniom Trumpa, które postrzegają jako realizację wizji Beniamina Netanjahu. Może to doprowadzić do dużego przetasowania i rozłamu na prawicy po odejściu Trumpa z fotela prezydenta – ocenia rozmówczyni.
Przez USA przetoczą się ogólnokrajowe protesty „May Day Strong”
Zapytaliśmy ekspertkę także o protesty „May Day Strong” zaplanowane na 1 maja. Jak donosi „The Guardian”, organizatorzy spodziewają się ponad 3500 akcji w całym kraju. Za demonstracjami stoi szeroka koalicja związkowa: NEA, AFT, AFL-CIO, National Nurses United, reprezentująca 200 tysięcy pielęgniarek, i Starbucks Workers United. Hasła brzmią: „Workers over billionaires (ang. „Pracownicy ponad miliarderów”)”, „No ICE, no war, no private army (ang. „Precz z ICE, precz z wojną, precz z prywatną armią”)”. To już trzecia fala protestów po „Hands Off” i „No Kings” – i pierwsza z tak silnym zapleczem związkowym.
– To protesty oddolne, ideologicznie lewicowe, kojarzone ze związkami zawodowymi. Trump może próbować je wykorzystać do radykalizacji opozycji, twierdząc, że protestujący nakręcają spiralę przemocy. Prawica już sugeruje, że zamachowiec brał udział w protestach „No Kings”, co ma służyć pokazaniu przeciwników jako „radykalnych lewaków” czyhających na życie prezydenta – mówi Górnicka-Partyka. Administracja Trumpa idzie więc – nie po raz pierwszy – w narrację, pod tytułem „jeden człowiek z pistoletem rzuca cień na dziesiątki tysięcy protestujących”.
Iran. Wojna bez planu, zgody i poparcia
Tego samego dnia, gdy na ulicach amerykańskich miast zaplanowano „May Day Strong”, upływa 60-dniowy termin wynikający z War Powers Resolution z 1973 roku. Trump jest formalnie zobowiązany do przerwania operacji wojskowych w Iranie lub uzyskania zgody Kongresu.
Pierwsze wspólne uderzenia amerykańsko-izraelskie na Iran rozpoczęły się 28 lutego. Trump powiadomił o tym Kongres 2 marca. Od początku konfliktu w Kongresie nie odbyła się ani jedna publiczna debata poświęcona wojnie. Tygodnik „Time” odnotował, że politycy z obu partii przyznają się prywatnie do braku rzetelnych informacji o przebiegu działań.
Opinia publiczna jest jednoznaczna. Sondaż Economist/YouGov z 17-20 kwietnia pokazuje, że 58 proc. Amerykanów sprzeciwia się wojnie, a zaledwie 31 proc. ją popiera. Sondaż Ipsos z 10-12 kwietnia przynosi równie wymowne dane: zaledwie 24 proc. Amerykanów uważa, że decyzja o ataku na Iran była warta swoich kosztów, a 51 proc. jest przeciwnego zdania.
Co zrobi Trump 1 maja? Może sięgnąć po 30-dniowe przedłużenie (prawo jednorazowo dopuszcza taką możliwość, w szczególności w celu wycofania wojsk), może argumentować, że zawieszenie broni „zatrzymało zegar” albo zignorować ten termin całkowicie. Żadna z tych opcji nie spotka się z sankcją prawną. Sądy konsekwentnie odmawiają ingerencji w spory między władzą wykonawczą a ustawodawczą w kwestiach wojennych, traktując je jako „kwestię polityczną”. – Trump prawdopodobnie będzie argumentował, że tymczasowe zawieszenie broni w Iranie wstrzymało ten zegar. Obecny prezydent często ignoruje prawo lub nagina je do swoich celów politycznych, stosując metodę faktów dokonanych. Jeśli republikanie przegrają wybory połówkowe, to wkrótce może się skończyć – uważa ekspertka.
Pół roku do wyborów połówkowych w USA. Demokraci mogą „związać ręce” Trumpowi
3 listopada w USA odbędą się wybory połówkowe. Amerykanie wybiorą Izbę Reprezentantów, a także 1/3 składu Senatu. Na ile te wybory mogą ograniczyć działania Trumpa?
– Nawet przy „dobrych wiatrach” dla demokratów, nie dojdzie do skutecznego impeachmentu, ale mogą oni „związać mu ręce” przez jego ostatnie dwa lata prezydentury. Obecnie Kongres zrezygnował z funkcji kontrolnych, Trump może robić co chce, rządzi rozporządzeniami wykonawczymi. Jeśli demokraci przejmą Izbę Reprezentantów, Trump nie będzie mógł dłużej już tego robić. Demokraci mogliby powoływać komisje śledcze, badające bardzo szczegółowo działania jego administracji. Trump się tego boi, on tego chce bardzo uniknąć. Spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson powiedział, że najbliższe wybory to dla Trumpa kwestia „być albo nie być”. Wydaje mi się, że nie przesadził – mówi Górnicka-Partyka.
Odpowiedzialny przed Bogiem i historią
Czy to oznacza, że Stany Zjednoczone mają prezydenta, który jest nierozliczalny? – Trump czuje się odpowiedzialny głównie przed Bogiem i historią. System prezydencki w pewnych rękach – tu w przypadku Trumpa – prowadzi do niebezpiecznych skutków, co zauważają politolodzy. Po jego prezydenturze należałoby wprowadzić więcej „hamulców”, aby żaden prezydent nie miał władzy królewskiej i nie mógł bezkarnie ignorować prawa – podsumowuje ekspertka.










