W komisji od początku jej istnienia, czyli od stycznia 2024 r., pracują m.in. członkowie jej prezydium: Magdalena Sroka (PSL), Tomasz Trela (Lewica), Joanna Kluzik-Rostkowska (KO) oraz Przemysław Wipler (Konfederacja). W poniedziałek członkowie komisji śledczej ds. Pegasusa zaprezentowali najważniejsze tezy raportu z jej prac. 

Zobacz wideo Pegasus. Wszystkie dane mogły trafiać do Izraela?

Wipler bez dostępu do informacji „ściśle tajne”

Także dziś okazało się, że Przemysław Wipler nie posiada już dostępu do informacji o klauzuli ściśle tajne, a taki charakter miała część dokumentów, które komisja otrzymała ze służb. Dostępu odmówiła posłowi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – Po przeprowadzeniu poszerzonego postępowania sprawdzającego wobec pana posła Przemysława Wiplera, ABW odmówiła wydania poświadczenia bezpieczeństwa, tym samym Przemysław Wipler pracując w komisji śledczej, nie miał dostępu do informacji ściśle tajnych – poinformowała w trakcie posiedzenia Magdalena Sroka.

Później na briefingu prasowym tłumaczyła, iż Wipler, jak każdy z członków komisji, musiał wypełnić ankietę bezpieczeństwa, która była weryfikowana przez ABW. – Długo trwało zanim uzupełnił materiały, jednak ABW (…) postanowiła nie wydać takiego poświadczenia, co jest równoznaczne z tym, że Przemysław Wipler do materiałów ściśle tajnych nie miał dostępu, bo nie daje rękojmi zachowania tajemnicy –  powiedziała przewodnicząca komisji.

Wipler: chodziło o sprawę sądową

Poseł Konfederacji wyjaśnił w komentarzu przesłanym Gazeta.pl, iż powodem odmowy było postępowanie, które od kilku lat toczy się przed Sądem Rejonowym Warszawa-Praga Południe (Wipler jest w nim oskarżony m.in. o przywłaszczenie pieniędzy z Fundacji Wolność i Nadzieja – red.).

„Po prawie dwóch latach prowadzenia postępowania, żądaniu od mnie bardzo wielu danych, odmówiono mi dostępu, bo… mam sprawę w sądzie, co 'może być powodem szantażu’. Fakt mojego postępowania sądowego jest informacją publiczną, notorycznie znaną, a w momencie, gdy zostawałem posłem, złożyłem oświadczenie, że nie chcę korzystać w tym zakresie z immunitetu – napisał polityk w oświadczeniu.

W jego ocenie „sprawa sądowa jest pretekstem a nie powodem odmowy”. „Dlatego odwołałem się najpierw do premiera, a finalnie do sądu w tej sprawie. Wiem też, że są doradcy np. ministra Siemoniaka (chodzi o ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka – red.), którzy mają dopuszczenie do informacji na poziomie ściśle tajnym, którzy mają sprawy w sądach, a nawet są skazani w pierwszej instancji, (…), co pokazuje, że odmowa jest pretekstem a nie jakąś stałą i konsekwentną praktyką służb –  podkreślił Wipler.

Według niego „ilość informacji na poziomie ściśle tajnym przekazywana komisji była marginalna i z całą pewnością nie wpłynęła i nie wpływa w zauważalny sposób na efekty jej pracy”. „A na raport 'jawny’ – wcale” – dodał poseł Konfederacji.

Odmowa ze strony ABW była według niego „narzędziem odsunięcia od pełnej pracy ostatniego polityka opozycji”, który pracuje w komisji śledczej ds. Pegasusa (w pracach komisji nie biorą udziału politycy PiS, którzy uznają to gremium za nielegalne –  red.).

Sprawa Fundacji Wolność i Nadzieja

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Pragi Południe od czterech lat toczy się proces przeciwko Przemysławowi Wiplerowi. Polityk został oskarżony m.in. o przywłaszczenie prawie 150 tys. złotych z Fundacji Wolność i Nadzieja w latach 2014-2017. Poseł miał, według ustaleń prokuratury, płacić pieniędzmi fundacji m.in. za prywatne podróże, wizyty w restauracjach, rodzinne wyjazdy oraz gry wideo.

Udział