-
W Mediolanie oraz innych włoskich miastach pokojowe protesty przeciwko wysokim kosztom życia przerodziły się w starcia z policją, w których uczestniczyli głównie młodzi ludzie.
-
Premier Włoch Giorgia Meloni oraz wiceszefowie kraju skomentowali wydarzenia, podkreślając prawo do demonstracji i potępiając przemoc oraz podpalenia.
-
Podczas zamieszek odnotowano kilkadziesiąt osób rannych i zatrzymanych. Podobne, ale większe manifestacje miały miejsce we Francji.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Zamieszki we Włoszech zrelacjonowała między innymi tamtejsza agencja prasowa Ansa. Z jej relacji wynika, że – podobnie jak we Francji – pokojowe protesty przeciwko wysokim kosztom życia przerodziły się w „walkę partyzancką”.
„Mediolan zamienił się w pole bitwy, a Piazza Duomo (główny plac miasta – red.) została oblężona przez setki bardzo młodych ludzi ubranych na czarno, którzy zmusili policję do wycofania się pod ostrzałem petard, barier i butelek” – czytamy w publikacji agencji.
Zamieszki we Włoszech. Zareagowała premier Meloni, padł apel do opozycji
Premier Włoch Giorgia Meloni, komentując protesty, podkreśliła, że „demonstracja to prawo” obywateli. Jak jednak zaznaczyła, „podpalanie i niszczenie miast nim nie jest”.
– Ponawiam mój apel do opozycji: niech nie będą dwuznaczni w tej kwestii. Każda powściągliwość staje się usprawiedliwieniem – powiedziała szefowa włoskiego rządu.
Podobne stanowisko zajęli też wicepremierzy kraju. – To niedopuszczalne, że część centrolewicy podsyca ogień, próbując zrekompensować własny brak pomysłów i propozycji – powiedział Antonio Tajani. Z kolei Matteo Salvini ocenił, że na włoskie ulice wyszła „zgniła lewicowa szumowina”. – Czy nadal znajdą się tacy, którzy będą ich chronić i bronić? – pytał.
Głos zabrał ponadto Giuseppe Sala, czyli burmistrz Mediolanu. Jak zaznaczył na wstępie, „powody protestu były zrozumiałe”.
– Przemoc wobec sił porządkowych i poważne zniszczenia w mieście są nie do usprawiedliwienia. Politycy mogą zdecydować się na wykorzystanie tej sytuacji w celu zdobycia poparcia wyborczego. Albo mogą mądrze stawić czoła tej niezwykle trudnej chwili historycznej: mam nadzieję, że wybiorą właśnie tę drugą opcję – mówił, cytowany przez Ansę.
Włochy. Zamieszki w Mediolanie. „Setki rozwścieczonych młodych ludzi”
Agencja zrelacjonowała, że „rzucanie kamieniami, petardy, szarże policji, armatki wodne, gaz łzawiący i barykady pozostawiły po sobie szereg skutków„, których ostateczna liczba nie została do tej pory oszacowana.
Z dostępnych informacji wynika jednak, że w Mediolanie co najmniej czterech funkcjonariuszy i 20 demonstrantów odniosło obrażenia, a ponad 50 młodych ludzi zostało zatrzymanych. Połowa z nich to nieletni. Dziennik „Corriere della Sera” dodał, że w sumie w zamieszkach udział wzięło około 500 osób.
„Według policji setki rozwścieczonych młodych ludzi – wielu z nich pochodzenia zagranicznego, ale równie wielu typowo włoskich – przybyło z przedmieść, z okolic miasta, a także z innych prowincji, organizując się samodzielnie. Bez koordynacji i w małych grupach” – wskazała Ansa.
Następnie przejęli oni kontrolę nad główną manifestacją odbywającą się w proteście przeciwko wysokim cenom żywności i paliwa. „Sceny jak z wojny” – dodała agencja.

Do starć z policją doszło też w Turynie, Bolonii i Bergamo
Do starć manifestantów z policją doszło również w Turynie, Bolonii i Bergamo. Tam również rzucano kamieniami i petardami w policję.
Z relacji mediów wynika, że w Bolonii starcia skupiły się w okolicy dworca, gdzie grupa zamaskowanych nastolatków odłączyła się od pochodu i zaczęła rzucać dymne granaty, szklane butelki, barierki i kamienie w kierunku sił porządkowych. W odpowiedzi policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego.
Z kolei w Turynie „apolityczny i bezpartyjny” protest znalazł się pod kontrolą antagonistycznych kolektywów, ośrodków społecznych i ruchu pro-Pal, do których dołączyli nastolatkowie z przedmieść. W mieście zaatakowano m.in. księgarnię Feltrinelli na dworcu Porta Nuova.
Dodajmy, że do podobnych, ale zdecydowanie większych, zamieszek doszło we Francji. Tam – jak wynika z danych przedstawionych przez służby – aresztowanych zostało 1200 osób, a 150 policjantów i żandarmów odniosło obrażenia.
Zamieszki we Francji wybuchły na marginesie sobotnich demonstracji przeciwko wysokim kosztom życia. W trakcie starć doszło do dewastacji ulic oraz zniszczenia budynków. W ogniu stanął m.in. 140-letni ratusz w Limoges.
Źródło: Ansa, „Corriere della Sera”













