-
Wojewoda łódzka zarządziła odstrzał sanitarny 4100 dzików do 31 marca 2027 roku w celu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa ASF.
-
Władze Łodzi wydały niezależną decyzję o uśmierceniu do 2000 dzików, motywując to koniecznością poprawy bezpieczeństwa mieszkańców i redukcją kolizji drogowych.
-
Eksperci wskazują, że kluczową przyczyną obecności dzików w aglomeracjach jest łatwy dostęp do odpadów, a skuteczna strategia powinna łączyć zarządzanie populacją z lepszym zabezpieczeniem śmieci i edukacją.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wojewoda łódzka Dorota Ryl wydała rozporządzenie przewidujące odstrzał sanitarny 4100 dzików. Działania mają zostać przeprowadzone do 31 marca 2027 r.
Podstawą do uśmiercenia kilku tys. zwierząt jest „zagrożenie wystąpienia choroby zakaźnej zwierząt, związane z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się ASF”. Dzików nie bada się jednak przed zabiciem, a dopiero po odstrzale.
Kilka tysięcy dzików w Łodzi może stracić życie
Afrykański pomór świń nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Odstrzał sanitarny jest stosowany po to, aby ograniczać ewentualne straty w hodowlach zwierząt – dziki mogą przenosić wirusa na świnie.
Łódź powołała zespół zajmujący się dzikimi zwierzętami, a wśród rozważanych działań znalazły się m.in. analiza miejsc najczęstszych konfliktów, rozpoznanie tras przemieszczania się zwierząt oraz przygotowanie ekspertyzy dotyczącej innych możliwych rozwiązań.
Decyzja co do odstrzału budzi jednak wątpliwości. Ekolodzy pytają, na jakich konkretnie danych oparto decyzję o wyznaczeniu limitu akurat 4100 zwierząt i czy rozważono inne metody ograniczania konfliktów między ludźmi a dzikami.
Dzików nie trzeba zabijać
To nie pierwsza taka decyzja w regionie. 12 maja 2025 r. prezydent Hanna Zdanowska wydała decyzję dopuszczającą uśmiercenie do 2000 dzików na terenie Łodzi. Wniosek w tej sprawie złożył zarząd zieleni, wskazując m.in. na zgłoszenia mieszkańców, obawy dotyczące bezpieczeństwa oraz kolizje drogowe z udziałem zwierząt.
Miasto podkreślało wówczas, że liczba 2000 stanowi maksymalny limit, a nie plan obowiązkowego uśmiercenia tylu dzików. Takie rozwiązanie ma pozwalać służbom na podejmowanie interwencji bez konieczności każdorazowego przechodzenia całej procedury administracyjnej.
W 2025 r. Łódź zleciła uśmiercenie 185 dzików, za co zapłaciła ok. 500 tys. zł. To ok. 2700 zł za zwierzę. W kolejnych miesiącach miasto kontynuowało działania, jednocześnie szukając innych sposobów postępowania z dzikami pojawiającymi się na osiedlach.
Strzał do zdrowego dzika, nawet lochy
Dane epidemiologiczne pokazują, że zdecydowana większość badanych dzików uśmierconych nie tylko w Polsce, ale i w całej Unii Europejskiej, nie choruje na wirusa ASF.
W raporcie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) dotyczącym 2024 r. odnotowano, że spośród 412 753 zbadanych dzików upolowanych w UE tylko ok. 0,4 proc. miało dodatni wynik testu PCR na ASF.
Jednocześnie wśród 23 919 próbek pobranych od dzików znalezionych martwych wynik dodatni uzyskano w 29 proc. przypadków. Zwierzęta znalezione martwe odpowiadały za 70,4 proc. wykrytych ognisk ASF u dzików, podczas gdy badania zwierząt upolowanych pozwoliły wykryć 28,4 proc. ognisk.
Działacze prozwierzęcy wskazują na potrzebę szukania alternatyw. „Tyle się mówi o tym, że zabijanie nie jest skuteczne, jeśli chodzi o długofalowe skutki, a koszty są ogromne. Tyle się mówi o tym, że jest to działanie, które pogarsza stan zdrowia ludzi. Że pozbawia się życia zwierzęta, mimo, że wszelkie badania wskazują, że zabijanie nie rozwiązuje problemu obecności dzików w miastach” – komentuje organizacja „Niech żyją!”.
Dziki pojawiają się bliżej ludzi, bo przyciągają je przede wszystkim łatwo dostępne pożywienie i miejsca zapewniające schronienie. Niezabezpieczone śmietniki, resztki jedzenia oraz dokarmianie zwierząt mogą sprzyjać ich regularnemu pojawianiu się w pobliżu domów i bloków.













