Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Patrzy pani na rozpad PiS ze smutkiem, czy z satysfakcją, że rozłamowcy są już praktycznie poza burtą?


Elżbieta Rafalska: Trudno tutaj o jakąkolwiek satysfakcję, nie ma jej wcale. To jest pęknięcie na prawicy, które przynosi wielką szkodę.


Pytam o satysfakcję, bo w wywiadzie dla „Wprost” Marcin Kędryna, były współpracownik Andrzeja Dudy, mówił mi, że bardzo dobrze się stało. Jego zdaniem to potrzebne przesilenie i czas na coś nowego.


Nie patrzę na to z entuzjazmem, bo tak czy owak jest to rozłam. To nie jest komfortowa ani dobra sytuacja. Zdecydowanie wolałam moment, w którym byliśmy razem.


Tymczasem w Sejmie powstaje klub Mateusza Morawieckiego. Wcześniej Rafał Bochenek mówił, że nie ma formalnej możliwości bycia w dwóch klubach jednocześnie, ale Krzysztof Szczucki potwierdził, że formalności dopełniono i nowy klub będzie. Można się w tym pogubić.


Rzeczywiście, nie można być jednocześnie w dwóch klubach parlamentarnych. Interpretacja regulaminu jest jednak taka, że złożenie wniosku o nowy klub jest uznawane za równoznaczne z opuszczeniem klubu Prawa i Sprawiedliwości.

Zaskakujące jest to, że jeszcze niedawno słyszeliśmy, jak to koledzy strasznie chcą zostać w PiS i że są z niego wypychani. Dzisiaj to oni sami robią krok w stronę utworzenia nowego klubu.


Niektórzy komentatorzy uważają, że to był świetny ruch na szachownicy Jarosława Kaczyńskiego – wstrzymanie decyzji o wyrzuceniu rozłamowców i odesłanie sprawy do rzecznika dyscyplinarnego partii. Pani też uważa, że ostatecznego rozwodu jeszcze nie będzie czy chodzi po prostu o przeciąganie sprawy?


W polityce nie ma odpowiedzialności zbiorowej, te sytuacje wciąż są oceniane indywidualnie. Stanowisko partii musiało zostać sformalizowane, stąd uruchomienie procedury i przekazanie sprawy rzecznikowi dyscyplinarnemu, prof. Karolowi Karskiemu. I tyle.

Udział
Exit mobile version