Kto ma firmę ten wie, że taką działalność trzba prowadzić w sposób ciągły, bo inaczej klienci do niej nie trafią. A niektóre apteki zarabiały krocie, choć były czynne tylko dwie godziny w tygodniu: w niedziele od 9:00 do 11:00. Kiedy w końcu do akcji wkroczyła prokuratura, organizatorzy procederu nie zasypiali gruszek w popiele: ginęły samochody przewożące dokumentację, lub trawił ją pożar.
Łukasz Pietrzak, główny inspektor farmaceutyczny poinformował, że około 110 aptek w Polsce straciło w ostatnich latach zezwolenia w związku z nielegalnym obrotem lekami.
Głównym motorem ekonomicznym przestępczego procederu były znaczne dysproporcje cenowe leków. Te detalicznew polskich aptekach bywały 3-, 4-, a nawet 5-krotnie niższe niż w aptekach w Europie Zachodniej.
Apteki w przestępczej sieci. Utrata leków o wartości 2 mld zł rocznie
Największa skala tego zjawiska przypadała na lata 2015–2019. Według danych Prokuratury Krajowej każdego roku nielegalnie wywożono z Polski leki warte ponad 2 mld zł – podał Łukasz Pietrzak podczas konferencji „Nielegalny wywóz leków – działania państwa na rzecz bezpieczeństwa pacjentów” w Ministerstwie Zdrowia.
Doszło wręcz do tego, że dla pacjenci zupełnie tracili dostęp do substancji czynnych ratujących życie. Proceder dotyczył leków kardiologicznych, przeciwzakrzepowych, hormonalnych, przeciwastmatycznych oraz insulin.
Jednym ze stosowanych przez apteki mechanizmów był tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji. Zamiast trafiać z hurtowni do apteki, a następnie do pacjenta, leki były odsprzedawane z aptek do hurtowni. I wyjeżdżały poza granice Polski. Innym sposobem były przesunięcia międzymagazynowe pomiędzy aptekami należącymi do tego samego przedsiębiorcy. – Apteki z tym samym nr NIP przesuwały towar do innych województw, żeby stamtąd odsprzedać go do hurtowni. Hurtownia natomiast była stworzona, żeby takie leki skupować z rynku – wyjaśnił Jacek Depo, wojewódzki inspektor farmaceutyczny z Opola.
Leki w elektronicznym systemie SENT. Cofanie zezwoleń na działanie
Inspektorzy natrafiali również na fikcyjne przychodnie, które zgłaszały zapotrzebowanie na preparaty rzekomo przeznaczone dla pacjentów. Niektóre takie placówki miały mieścić się np. w mieszkaniach w blokach.
Uwagę kontrolerów zwracała też skala przepływów finansowych. W ciągu roku pojawiało się po kilkanaście faktur, z których każda opiewała na kwoty od 100 tys. zł do nawet miliona zł. Do aptek zgłaszali się pośrednicy, którzy skupowali każdą ilość leków, dając osobny cennik.
Nielegalne działania często obejmowały kilka lub kilkanaście placówek należących do jednej niewielkiej sieci. Co więcej, nie wszyscy zatrudnieni w nich pracownicy mieli świadomość, co dzieje się z lekami.
Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, poinformował, że aktualnie nie ma problemu z dostępnością kluczowych preparatów. Procederowi przestepczemu ma zapobiegać wdrożenie Zintegrowanego Systemu Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi (ZSMOPL), objęcie transportu leków elektronicznym systemem SENT, wprowadzenie odpowiedzialności karnej za fałszywe oświadczenia przy zapotrzebowaniach oraz rygorystyczne cofanie zezwoleń na działanie.














