
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że Polska otrzymała gwarancje, iż planowane zmniejszenie amerykańskiego kontyngentu w Europie o 5 tysięcy żołnierzy docelowo nie dotknie naszego kraju. Minister podkreśla, że to efekt rządowej ofensywy dyplomatycznej i ostatnich wizyt przedstawicieli MON oraz generałów w Stanach Zjednoczonych. Z drugiej strony ministrowie Karola Nawrockiego mówią o tym, że rząd prowadzi politykę antyamerykańską. Czy zatem możemy spać spokojnie, czy jednak te doniesienia powinny nas niepokoić?
Gen. Roman Polko: Z pewnością sytuacja jest niepokojąca, gdy relacje – które powinny sprawnie funkcjonować zarówno na poziomie dwustronnym wojskowym, jak i w ramach struktur NATO – nie działają tak, jak należy. Mając wiele kanałów komunikacyjnych, będąc partnerami i członkami tych samych sojuszów, powinniśmy realizować stałą, płynną wymianę informacji. Zamiast tego mamy przepychankę i zgrzyty na linii rząd-prezydent.
Co jest w tym wszystkim kluczowe?
Politycy zapominają, że miarą sukcesu w kwestiach bezpieczeństwa jest łączenie siły i mówieniem jednym głosem. Za głowę się dziś złapałem, gdy usłyszałem z ust jednego z polityków, że Amerykanie wycofują się z Europy przez program SAFE, i że zamiast „zabrać Niemcom”, my chcemy, żeby oni byli silniejsi. Jeżeli ktoś zapomina, że Niemcy są w tym samym sojuszu co my, powinien pójść na kurs do Akademii Sztuki Wojennej. Może rektor Akademii, generał Mirosław Gocuł, by go w tym zakresie wyedukował.
Czyli redukcja sił USA w Europie to proces, do którego musimy się po prostu dostosować?
Fakt, że Amerykanie będą zmniejszali swoją obecność w Europie, jest realizowany w sposób uczciwy i – jak widać – ewolucyjny, a nie rewolucyjny. To nie jest tak, że Amerykanie nagle się wycofują i zamykają wszystkie bazy. Wiadomo było jednak od dawna, że ciężar odpowiedzialności musi się przesunąć i tzw. europeizacja NATO kiedyś będzie musiała się rozpocząć. Dobrze byłoby teraz przekonać naszych amerykańskich partnerów do wspólnego zbudowania planu realizacji tego procesu, aby uniknąć chaosu.













