
Prezes PiS Jarosław Kaczyński robi wszystko, by odwrócić uwagę od wewnętrznych walk w jego partii. Być może poprzez ogłoszenie swojego kandydata na premiera chce także ostudzić ambicje i uspokoić nastroje zwaśnionych „harcerzy” i „maślarzy”. Nazwisko mamy poznać w ciągu kilku tygodni, ale dziennikarze cały czas starają się odgadnąć je już wcześniej.
Kto kandydatem PiS na premiera?
– Nasz kandydat na premiera musi pozwolić wygrać nam wybory. Musi być lokomotywą wyborczą. Zasługi są ważne, ale dziś najważniejsze jest zwycięstwo i zjednoczenie elektoratu patriotycznego – mówił Kaczyński na antenie Radia Maryja. Dodawał, że podjął już decyzję o tym, kto będzie kandydatem jego partii na premiera.
Przeciwnicy Mateusza Morawieckiego, tzw. maślarze, chcieliby wyboru pomiędzy Przemysławem Czarnkiem i Tobiaszem Bocheńskim. „Harcerze” mają jednak nie akceptować żadnego z tych polityków. Prezes PiS stoi więc przed trudnym zadaniem, ponieważ jego decyzja może poważnie rozczarować jedną z silnych frakcji w partii.
Interia zauważa, że Kaczyński może skupić się na odebraniu wyborców Braunowi i Konfederacji. Wtedy musiałby postawić na któregoś z radykalniej usposobionych polityków swojej partii, np. na Przemysława Czarnka. – Prezes widzi, że scena polityczna przesuwa się w prawo i wie, że my też nie musimy się wstydzić swojej prawicowości, nawet jeśli dla niektórych wydaje się to radykalne – podkreślał w rozmowie z portalem jeden z maślarzy.
Mateusz Morawiecki opowiada się jednak za przejmowaniem wyborców bardziej umiarkowanych, np. tych rozczarowanych Trzecią Drogą. Ich zdaniem przesuwanie się na prawo powoduje jedynie spadki w sondażach. – Prezes też zaczyna dostrzegać, że ta strategia nie przynosi zysków, tylko same straty – zaznaczał przedstawiciel harcerzy.
– Prezes nie doprowadzi do odejścia Mateusza. Władza w 2027 roku to dla niego cel absolutnie nadrzędny, a podzielony PiS to słaby PiS. Zresztą nic tak nie spaja PiS jak nienawiść do Tuska, więc w imię pokonania Tuska prezes jest gotów na różne kompromisy – dodawał.
Kaczyński znów wybierze „kandydata z kapelusza”?
Drugą opcją, według Interii, jest tzw. kandydat z kapelusza. Tak jak niespodziewanie PiS udało się wywindować Karola Nawrockiego do Pałacu Prezydenckiego, tak też mogłoby udać się z kandydatem na premiera. – Wrzucenie kogoś, kto nie pojawia się nie giełdzie nazwisk, kto nie jest szerzej znany i kojarzony medialnie, przyciągnęłoby uwagę i byłoby jakimś powiewem świeżości – zauważał informator portalu.
Na giełdzie nazwisk pojawiają się przede wszystkim samorządowcy: prezydenta Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny, prezydent Chełma Jakub Banaszek czy prezydenta Otwocka Jarosław Margielski. – Na kogoś z tej trójki bez problemu zgodziłby się Morawiecki, a i maślarze, choć rozczarowani, nie mogliby się sprzeciwić, bo nie mieliby argumentów – podkreślał rozmówca Interii.
W grę wchodzi jednak jeszcze jedna, nawet bardziej zaskakująca opcja. Gdyby Jarosław Kaczyński nie znalazł idealnego kandydata, wcale nie musiałby ogłaszać konkretnego nazwiska. Mógłby zwyczajnie zrezygnować z tego pomysłu, a jego środowisko nazwałoby to „elementem gry prezesa”.
– Dlatego nie przywiązywałbym się do tego specjalnie. Za chwilę może być zwrot przez rufę i całkiem inna koncepcja. Zwłaszcza że natychmiast po ogłoszeniu tego na Nowogrodzką ruszyły tabuny emisariuszy i każdy ma coś do powiedzenia. Prezes rzucił pomysł, a teraz patrzy, co się wydarzy, kto przyjdzie, kto co powie i tak dalej. Nie dałbym sobie ręki uciąć, że na pewno ten pomysł zakończy się wskazaniem kandydata – podsumował informator.













