Wywrócił stolik – Biznes Wprost


Przypomnijmy, były premier potwierdził 15 kwietnia w rozmowie z Wirtualną Polską, że powołał Stowarzyszenie Rozwój Plus. Według założeń ma ono „skupiać osoby, którym nie pasuje coś w każdej z partii politycznych po prawej stronie”. Jego celem ma być też „tworzenie dodatkowej przestrzeni do dialogu, wymiany doświadczeń oraz inicjowania działań wspierających rozwój społeczny i gospodarczy Polski”. Jak ustaliły media, większą część członków tworzą obecni parlamentarzyści PiS-u.


Co ważne, 16 kwietnia po naradzie partii rzecznik PiS-u Rafał Bochenek zwrócił uwagę w rozmowie z dziennikarzami, że „działalność prowadzona przez członków PiS-u w ramach tego stowarzyszenia, jest działalnością sprzeczną ze statutem” i ma wywoływać „konsekwencje dyscyplinarne”. Następnie na antenie TV Republika Mateusz Morawiecki podkreślił, że „nie zrezygnuje” ze stowarzyszenia.

Jakie asy ma Morawiecki?


W rozmowie z „Wprost” prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW odniósł się do ostatnich wydarzeń związanych z nową inicjatywą Mateusza Morawieckiego.


Nasz rozmówca zwrócił uwagę, że „Morawiecki trafił do Prawa i Sprawiedliwości jako liberalny reformator, jako ktoś, kto miałby uczynić PiS partią, przeciwko której trudno jest zmobilizować miejskich wyborców. Trafił jako ktoś, kto miałby wzmocnić pozycję PiS-u w przestrzeni międzynarodowej jako partii. Tymczasem bieg dziejów spowodował, że musiał żyrować agendę bardzo od tego odległą, bardzo wyrazistą, radykalną, taką, która nijak się miała do pierwotnych zamierzeń. I gdy PiS straciło władzę, to w zasadzie ten polityk nikomu do niczego nie był potrzebny”.

– Nie był potrzebny samemu PiS-owi, bo był twarzą porażki. Nie był potrzebny reformatorom wewnątrz tej partii, bo musiał prezentować właśnie radykalną agendę. Dla wyborców Konfederacji, czyli potencjalnego w przyszłości koalicjanta PiS-u, był negatywnym punktem odniesienia, bo młodzi wyborcy Konfederacji byli socjalizowani politycznie w kontrze do rządu Morawieckiego i dla polityków drugiej strony barykady był premierem z ramienia PiS-u. W zasadzie jego los w tym momencie stał się wyłącznie pochodną dobrej woli Jarosława Kaczyńskiego, który musiał mu udzielić rzeczonych poważnych gwarancji dotyczących obecności w wielkiej polityce i Morawiecki, skupiając wokół siebie środowisko, tworząc je w czasie, gdy był premierem, znalazł się w owej próżni i musiał zrobić cokolwiek, żeby pokazać, że bez niego nie da rady– stwierdził prof. Chwedoruk.


Dodał również, że „głównym atutem Morawieckiego jest rozpoznawalność”. – Poza Kaczyńskim jest najbardziej rozpoznawalnym politykiem PiS i to wykorzystuje. Wie, że każda jego publiczna wypowiedź będzie wypowiedzią, która dotrze do setek tysięcy odbiorców i to wykorzystuje po prostu jako broń w walce o to, by dalej być obecnym w wielkiej polityce – mówił nasz rozmówca.

Nagłe działanie Morawieckiego


Według politologa były premier wywrócił teraz stolik i zamanifestował w ostatnich godzinach, dniach i tygodniach, co mogłoby się stać, gdyby jego interesów nie uwzględniono w podziale ról w PiS-ie, także w podziale miejsc dających szansę na mandaty w wyborach”.


– Można powiedzieć, że Morawiecki pokazuje perspektywę strat, które wiązałyby się z wypychaniem jego ludzi z list wyborczych, że sam zapewne nie wszedłby do Sejmu z taką formacją, ale mógłby zabrać ileś setek tysięcy głosów, od których może zależeć większość w przyszłym Sejmie. Myślę, że tu gra nie toczy się o samego Morawieckiego, ponieważ jednak to Jarosław Kaczyński był tym, który bezpośrednio patronował jego obecności w PiS-ie, ale raczej o to, czy środowisko skupione wokół Morawieckiego, de facto frakcja wewnątrz PiS-u, otrzyma gwarancję politycznego przetrwania – stwierdził ekspert.


Politolog ocenił także, że „dla Jarosława Kaczyńskiego na swój sposób cała ta sytuacja może być wygodna”. – Teraz za pośrednictwem działań Morawieckiego na swój sposób może temperować tych, którzy uważają, że PiS nie powinien się zmieniać, że powinien trwać w tym kształcie jaki opinia publiczna znała, i z nadzieją na to, że kiedyś zbierze premię za konsekwencję – dodał.

Może dojść do rozpadu PiS?


Zdaniem politologa w najbliższym czasie najbardziej realny jest scenariusz dalszego przetargu wewnątrz wewnątrz PiS-u, a nie rozłamu, dlatego że żyjemy w ramach bardzo stabilnego systemu partyjnego, jednego z najstabilniejszych w Europie”.


– W tej chwili osie podziału w polskim społeczeństwie są bardzo trwałe. Nawet jeśli pojawiają się nowe formacje polityczne czy trwają formacje z głównego duetu, to one jakoś tam się muszą odnieść do głównej osi sporu i tworzenie teraz na paręnaście miesięcy przed wyborami własnej formacji w poprzek głównych podziałów byłoby spektakularną formą samobójstwa politycznego – mówił prof. Chwedoruk.


Dodał także, że „w wielkich partiach chadeckich czy socjaldemokratycznych w Europie Zachodniej istnieją zinstytucjonalizowane frakcje. Statuty pozwalają na na tego typu aktywność. W Polsce liderzy partyjni jeszcze do tego nie dojrzeli, bo boją się rozłamów”.


Według prof. Chwedoruka nie powinno dojść do wyrzucania polityków z partii z powodu dołączenia do stowarzyszenia.

– Byłoby to możliwe w jakiejś ekstremalnej sytuacji. Gdyby na przykład coś sondażowo się zadziało i byłoby wiadomo, że wybory będą przegrane. Natomiast myślę, że większość realnych wariantów rozwoju sytuacji raczej obejmuje zewnętrzne spory, a nie wyrzucanie. W Sejmie są obecnie trzy podmioty prawicowe. To dla PiS-u jest strukturalnym wyzwaniem, z którym ta partia nigdy się nie spotkała w swoim istnieniu – ocenił nasz rozmówca.

Udział