
-
Rosyjska fregata „Admirał Grigorowicz” bez przeszkód patroluje brytyjskie wody od dwóch miesięcy, eskortując tankowce określane jako „flota cieni”.
-
Royal Navy nie przeprowadziła żadnej operacji zatrzymania ani inspekcji rosyjskich jednostek mimo przekraczania przez nie brytyjskich wód terytorialnych.
-
Braki kadrowe i sprzętowe Królewskiej Marynarki Wojennej są podkreślane przez obserwowane trudności ze śledzeniem rosyjskich operacji, a rosyjskie okręty zbliżały się do strategicznej brytyjskiej infrastruktury energetycznej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Okręt wojenny wprost eskortuje tankowce wchodzące w skład tak zwanej „floty cieni” Kremla, obnażając przy tym braki kadrowe i sprzętowe Królewskiej Marynarki Wojennej (Royal Navy).
Według ustaleń brytyjskich dziennikarzy, od kwietnia 2026 roku „Admirał Grigorowicz” zabezpieczał rejsy ponad tuzina rosyjskich tankowców, jednostek wsparcia logistycznego, a nawet jednego okrętu podwodnego, regularnie pojawiając się na kanale La Manche oraz u wschodnich wybrzeży Anglii.
Co najbardziej bulwersujące dla opinii publicznej w Londynie, brytyjska marynarka wojenna nie zdecydowała się na przeprowadzenie ani jednej operacji przechwycenia czy przymusowej inspekcji, mimo że trasy rosyjskich formacji celowo przecinały brytyjskie wody terytorialne.
W kuluarach huczy. Brytyjska admiralicja bezradna
Taka bierność stoi w jaskrawej sprzeczności z niedawnymi, buńczucznymi zapowiedziami szefa rządu. „The Telegraph” przypomniał, że premier Keir Starmer obiecywał „jeszcze bardziej zaciętą walkę z rosyjską flotą cieni”.
Tymczasem źródła rządowe w rozmowie z gazetą przyznały się do bezsilności, tłumacząc, że jakiekolwiek agresywne działania wymierzone w cywilne na papierze tankowce mogą wywołać lawinę skomplikowanych problemów prawnych na arenie międzynarodowej.
Co więcej, w kuluarach brytyjskiej admiralicji otwarcie mówi się o strachu przed wywołaniem otwartego incydentu militarnego z udziałem rosyjskiej fregaty rakietowej.
Sytuacja ta obnażyła głębokie problemy strukturalne brytyjskich sił morskich. Informatorzy z kręgów wojskowych skarżą się, że z powodu dotkliwego niedoboru sprawnych okrętów wojennych, Royal Navy musi cedować lwią część zadań z zakresu rozpoznania i śledzenia intruzów na marynarzy cywilnych, operujących na nieuzbrojonych jednostkach pomocniczych.
Oficjalnie dowództwo uspokaja, twierdząc, że Rosjanie znajdują się pod stałym nadzorem okrętów patrolowych HMS Tyne, HMS Mersey i HMS Severn oraz śmigłowców Wildcat, jednak jednostki te nie posiadają potencjału bojowego zdolnego zrównoważyć siłę ognia „Admirała Grigorowicza”.
Rosjanie kpią z Brytyjczyków. Operują tuż pod ich nosem
O tym, jak swobodnie czują się Rosjanie na wodach wokół Wielkiej Brytanii, świadczy wykrycie statku zaopatrzeniowego, który bez przeszkód tankował paliwo na pełnym morzu bezpośrednio do zbiorników fregaty.
Operację tę przeprowadzono w bezpośrednim sąsiedztwie brytyjskiej morskiej farmy wiatrowej Galloper – strategicznego obiektu infrastruktury krytycznej, który zasila w energię elektryczną około 400 tysięcy gospodarstw domowych.
Powody, dla których rosyjska marynarka wojenna manifestuje swoją obecność w tak czułym punkcie brytyjskiej sieci energetycznej, pozostają nieznane, wywołując jednak uzasadnione obawy przed potencjalnym sabotażem podwodnym.













