
-
W Morzu Bałtyckim nie występuje żaden rodzimy gatunek wieloryba, a jedynym stałym przedstawicielem waleni jest morświn zwyczajny.
-
Delfiny pojawiają się w Bałtyku sporadycznie i obejmują m.in. butlonosa zwyczajnego oraz delfina zwyczajnego.
-
Bałtyk bywa odwiedzany również przez rzadkie gatunki waleni, takie jak dziobowal dwuzębny czy dogling, jednak ich obecność jest incydentalna.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Nie ma w Morzu Bałtyckim ani jednego rodzimego gatunku wieloryba i widziany tu niedawno Timmy, czyli humbak nieszczęśliwie zakleszczony na bałtyckiej plaży w Niemczech, to jeden z tych zabłąkanych maruderów, którzy zapuszczają się na Bałtyk z nieznanych powodów. Może gna je tu ciekawość, może mają problemy z nawigacją, może hałas w morzach i oceanach albo ich zanieczyszczenie innego rodzaju sprawiają, że wieloryby się gubią. Morze Bałtyckie nie jest bowiem dla nich, o czym historia humbaka Timmy’ego wybitnie nas przekonała.
Zwierzę utknęło na mieliznach Morza Bałtyckiego na wiele tygodni. Co próbowano go z nich ściągnąć, to wpadał na kolejną. Wreszcie zaangażowanie dużych środków i logistyki pozwoliło przetransportować humbaka na Morze Północne, ku brzegom Danii. Wieloryb był jednak w tak złym stanie, że nie przeżył.
To pokazuje, że Morze Bałtyckie nie jest dobrym miejscem do życia dla takich zwierząt jak walenie. Dotyczy to nie tylko wielorybów, ale również delfinów. Również w ich wypadku nie mamy ani jednego gatunku, który byłby w stanie żyć w Bałtyku na stałe. Jedynym rodzimym gatunkiem bałtyckiego walenia jest morświn zwyczajny.
Morświn zwyczajny jest jedynym bałtyckim waleniem
Morświn zwyczajny (Phocoena phocoena) to nieduży waleń, który osiąga może dwa metry długości i jego ciało jest przystosowane do tutejszego niskiego zasolenia morza, które spada im dalej na wschód. To znaczy, że przy brzegach Danii i zachodnich Niemiec jest jeszcze wysokie, porównywalne z Morzem Północnym, ale im bliżej Polski, nie mówiąc o Litwie, Łotwie czy Estonii, tym bardziej spada. To zaledwie 7-8 gramów soli na litr wody, co oznacza, że jest pięciokrotnie słabsze niż w oceanach. Najsilniejsze zasolenie mamy właśnie w rejonie Danii i cieśnin duńskich, więc tam walenie nie spodziewają się jeszcze problemów, gdy napotykają 20 gramów soli na litr wody.

Morświn daje radę, inne walenie mają spore kłopoty. Dotyczy to również delfinów. Do Morza Bałtyckiego zaglądają okazjonalnie, a robi to kilka gatunków. Jednym z nich jest często kojarzony butlonos zwyczajny (Tursiops truncatus) czyli delfin butelkonosy nazywany także niekiedy afaliną. Tego półtonowego delfina o długości niespełna czterech metrów i ogromnej inteligencji w żadnym razie nie należy mylić z podobnym gatunkiem, jakim jest dogling. To butlogłów północny (Hyperoodon ampullatus) zwany walem butelkonosym, a znanym też pod popularną nazwą dogling. On także ma głowę podobną kształtem do butelki, ale jest od butlonosa o wiele większy. Doling dorasta 10 metrów, waży lekko licząc tonę. To największy delfin wpływający do Bałtyku.
Delfin zwyczajny może być nawet mniejszy od morświna
Za to najmniejszym z delfinów (morświna do nich nie zaliczamy) jest także świetnie znany z filmów czy oceanariów delfin zwyczajny (Delphinus delphis), zwany też delfinem długopyskim z uwagi na wydłużony pysk zdatny do łapania ryb i głowonogów. To nie jest duży waleń, rzadko przekracza półtora metra i morświn może być niekiedy nawet od niego większy. Delfin zwyczajny ma charakterystycznie ubarwione ciało, z jaśniejszymi bokami i pojawia się okazjonalnie nawet u polskich brzegów.

Rzadkim, ale bardzo ciekawym bałtyckim gościem bywa delfinowiec białonosy (Lagenorhynchus albirostris) znany też jako delfin białonosy. To bardzo słabo poznany waleń, u którego – dość nietypowo – samce są wyraźnie większe i osiągają nawet trzy i pół metra długości. Te dość rzadkie delfiny ograniczają się do wód północnego Atlantyku i mórz przyległych, od Morza Barentsa u brzegów Rosji i Norwegii po rejony Nowego Jorku w Ameryce i Zatokę Biskajską w Europie. Delfinowce białonose uganiają się za rybami i podążają za ławicami śledzi i coraz rzadszych w wodach Europy, także w Bałtyku dorszami.
Dziobowal dwuzębny ma wystające zęby jak dzik
Bywa wreszcie sporadycznie w Bałtyku waleń szalenie ciekawy i przedziwny, o osobliwym wyglądzie. Ma wydłużoną i wygiętą sierpowato szczękę, z dwoma wyraźnie wystającymi zębami, niczym u dzika. Dlatego zwiemy go dziobowalem dwuzębnym (Mesoplodon bidens) albo walem dwuzębnym. Wale nie są ani wielorybami, ani delfinami. To ciekawa grupa morskich ssaków i mało znanej biologii. Podobnie jak dogling, on także należy do osobliwej rodziny zyfiowatych, a wiele zyfii to walenie, które są mistrzami nurkowania na duże głębokości. Niektóre jak zyfia gęsiogłowa przebijają pod tym względem niezrównane kaszaloty.

Akurat dziobowal dwuzębny jest częstszy we wschodnim Atlantyku i wodach europejskich niż u atlantyckich brzegów Ameryki, co może mieć związek albo z zasobami pokarmu, albo z prądami morskimi i ciepłotą wody. Dziobowale te wolą morza chłodniejsze.
Żeby jednak napotkać te walenie niedaleko Świnoujścia, Międzyzdrojów, Gdańska czy Helu, trzeba mieć niebywałe szczęście. Zawijają one na polskie wody bardzo rzadko, ale warto pamiętać, że w ostatnich czasach coraz częściej widujemy w Bałtyku walenie. Dzieje się coś, co sprawia, że się tu pojawiają i może to dotyczyć także delfinów i zyfii.













