„47, 6, 10” – monotonny głos odczytujący numery w bingo. Brzęk monet wysypujących się z automatu w ogromnych salonach gier. Odgłos silnika wydawany przez symulator motoru. To dźwięki szerokiej ulicy w mieście Clacton, prowadzącej ku morzu.

Ogromne kasyna („Magiczne miasto” i „Koło Rozrywki”), zaniedbane fasady, tani pub oraz lokale z rybą i frytkami – to z kolei obrazy, które tworzą scenerię dla wyborów, o których już teraz wiadomo, że przejdą do historii. Niezależnie od wyniku.

Zobacz wideo Wielka Brytania zakaże mediów społecznościowych dzieciom poniżej 16 r.ż.

Wybory w Clacton

Rozpisano je po strategicznej rezygnacji Farage’a z mandatu. Media donosiły o kontrowersjach związanych z darowizną – według Politico – od przedsiębiorcy z branży kryptowalut w wysokości 5 milionów funtów, której Farage nie zgłosił, co wzbudziło podejrzenia, że złamał regulamin parlamentarny. Lider Reform odrzucił oskarżenia i wymusił wybory, by wygrać je i pokazać, że nadal ma poparcie ludzi.

Według Politico Farage i jego partia wydali podczas w kampanii ponad 10 tysięcy funtów (ponad 50 tysięcy zł) na kreowanie wizerunku polityka jako obrońcy lokalnych mieszkańców oraz lidera zmagającego się z „establishmentem”. Partia robiła to za pośrednictwem reklam na platformach Meta, w tym na Facebooku i Instagramie. Farage publikuje też treści dotyczące wyborów na TikToku i X.

Główne partie nie wystawiły kandydatów, uważając to za polityczny wybieg Farage’a. Zgłosiła się za to rekordowa liczba kandydatów niezależnych. Wśród nich – Count Binface, Hrabia Śmietnikogłowy z planety Sigma IX, czyli komik Jon Harvey. To on jest głównym rywalem szefa Reform. Postulaty? Między innymi organizacja finału Eurowizji w Clacton, kontrola cen lodów, referendum ws. oddania Plutonowi statusu planety i przywrócenie telegazety.

Dowodem na wyjątkowość wyborów jest rozwijająca się niczym średniowieczny zwój karta do głosowania, którą korespondent PAP obejrzał w budynku dziwnie niepasującym do reszty miasteczka. Monumentalny neogeorgiański ratusz jest pamiątką po dawno minionej złotej erze kurortu. Imponujący portyk i żłobione kolumny przywodzą na myśl raczej miasta śródziemnomorskie.

Dziś zgiełk ucichł, a budynek stoi na sennej uliczce pełnej szeregowców. Głos szefa komisji Iana Davidsona odbijał się od ścian wnętrza budynku, gdy z dumą podkreślał, że Clacton przechodzi właśnie do historii. – Dojdzie do unikalnej sytuacji w skali Królestwa – zaznaczył. Następnie z zadowoleniem rozwinął historyczną kartę: najdłuższą w historii brytyjskich wyborów. Gdy jej dół opadł dostojnie ku podłodze, dało się na niej zobaczyć rekordową liczbę kandydatów: 34.

– Ludzie dostrzegają humor – zapewnił Davidson. – Patrzą na długość karty i ekscentryczność kandydatów. Ale dla nas, mieszkańców, jest to również bardzo poważna sprawa – podkreślił rozmówca PAP i dodał, że wyzwań nie brakuje. – Jeden z najbardziej wykluczonych społecznie obszarów w Anglii znajduje się właśnie w okręgu wyborczym Clacton. W Jaywick w przeliczeniu na liczbę mieszkańców notuje się jeden z najwyższych wskaźników problemów ze zdrowiem psychicznym. Często uważa się, że ubóstwo to problem głównie północy Anglii. Ale tak nie jest – dodał.

Oddalony od ratusza o 10 min piechotą skwer na przecięciu Pier Avenue i Station Road tętnił w środę życiem. Lokalny muzyk sprzedawał swoją płytę, a grupa nastolatków pałaszowała lody z pobliskiego McDonalda. Po drugiej stronie inni wybierali lunch w „Barze rybnym u Geo”. Przy jego spożywaniu wskazana była jednak ostrożność, bo na stanowiskach obecne już były miejscowe mewy.

„Nigel!” – zgodnie wykrzykują siedzące na ławce koleżanki, spytane o preferencje wyborcze. Dla pani Jane największy problem to brak mieszkań socjalnych. – Powiedziano mi, że na liście oczekujących będę około pięciu lat – opowiadała z niedowierzaniem. – Popatrz, mieszkam tam, na najwyższym piętrze, muszę pokonać 65 stopni – wskazała palcem ku oknu nad sklepem Rujal News („czasopisma, słodycze, doładowania, alkohol” – zachęca szyld). – Mam 75 lat, bolą mnie plecy i nie mogę dostać mieszkania! – powiedziała.

Na pytanie PAP, czy Farage może zmienić tę sytuację, bez wahania odpowiedziała twierdząco. – Jest jedynym, którego coś jeszcze obchodzi! – zadeklarowała.

Po trzech minutach kobiety zaczęły mówić o imigracji. – Wiesz, co wczoraj widziałam w wiadomościach? – spytała pani Diana, zwracając się do przyjaciółki. – Ponad 200 ludzi przypłynęło tu nielegalnie w jedną noc! Dostają wszystko: pieniądze, domy, darmową opiekę. A potem ludzie zastanawiają się, dlaczego nasza opieka zdrowia kuleje! – dodała. Jane pokiwała głową.

W okolicy trudno znaleźć, kogoś, kto nie deklarowałby poparcia dla Farage’a, choć dla pana Roba lider Reform UK ostatnio zbytnio złagodził retorykę. – Jest najlepszym, co mamy, choć nie jest wystarczający – tłumaczył rozmówca PAP. Chodzi mu przede wszystkim o ograniczenie imigracji. – Moja żona jest Chinką. 15 lat temu z dużymi trudnościami sprowadziłem ją do Anglii. Pracuje jako niania. Nigdy nie brała żadnych pieniędzy od państwa – podkreślił i ocenił, że to odróżnia ją od imigrantów, którzy próbują się obecnie dostać do Anglii.

Jest przekonany, że masowy napływ imigrantów to nie przypadek. – Ktoś to kontroluje. Na szczęście Polacy to powstrzymali, ale dzieje się to na całym świecie – ocenił i dodał, że wierzy, że na podobnej zasadzie zaplanowano pandemię COVID-19.

Niezależny kandydat Andy Erhlam nie kryje niechęci do szefa Reform UK. – Farage atakuje bezpodstawnie imigrantów, opowiada nieprawdę, wzoruje się na Donaldzie Trumpie. To wystarczające powody, bym kandydował – wyliczał. Przyznał w rozmowie z PAP, że podczas kampanii jego argumenty nie padały na podatny grunt, a fascynacja charyzmatycznym Faragem zwykle okazywała się zbyt silna.

Krytyka wobec Śmietnikogłowego

Nie szczędził gorzkich słów także pod adresem Hrabiego Śmietnikogłowego. – Uważam, że żart jest czerstwy. Czy na pewno nabija się z systemu politycznego? A może z wyborców w Clacton? Ja sądzę, że raczej to drugie. To cyniczna zagrywka promocyjna – nie krył złości Erhlam.

Z opinią, że komediowe kandydatury psują dyskusję publiczną nie zgadza się dr Sophie Quirk, ekspertka od komedii i performansu w polityce z uniwersytetu w Kent. – Ten argument zakłada, że kiedy żartujemy, nie robimy niczego znaczącego. A to błędne rozumienie żartu – oceniła.

– Po pierwsze żartowanie jest sposobem komunikowania, który angażuje odbiorcę. Myślę, że każdy polityk aspiruje, by taką zdolność posiadać. Po drugie humor daje licencję komiczną oznaczającą, że można powiedzieć rzeczy, których normalnie by się nie powiedziało. Pozwala na igranie z niektórymi ideami – dodała rozmówczyni PAP.

Sondaże wskazały zwycięzcę

Jeśli istnieje „twierdza Farage’a”, to Clacton jest mocnym kandydatem do tego tytułu. Według jedynego sondażu przedwyborczego wynik jest niemal przesądzony. W lipcowym badaniu dla Survation 73 proc. zdecydowanych wyborców deklarowało poparcie dla szefa Reform UK. Ale jedna piąta poparła „kandydata z kosmosu”. Byłby to rekordowy wynik. Dr Quirk uważa, że choć komediowi kandydaci nie są w brytyjskich wyborach rzadkością, to Binface stanowi nową jakość. I znak czasów.

– Dziś kandydat-żart, który istnieje po to, by wyrażać niechęć do tradycyjnej polityki, spotyka się z naprawdę szczerym zrozumieniem. W większym niż kiedykolwiek stopniu odpowiada na gniew ludzi – podkreśliła ekspertka. – Kiedyś mówienie: „wszyscy politycy nas zawodzą” było poglądem dość marginalnym. Teraz już tak nie jest – dodała.

Wyniki wyborów poznamy w piątek, ale – jak mówi szef komisji wyborczej Ian Davidson – stanie się to prawdopodobnie później niż w czasie poprzednich wyborów. Niemal metrowej długości karta wyborcza zwiastuje nieprzespaną noc dla liczących głosy. – Ostatnio ogłosiliśmy rezultaty o czwartej rano, teraz spodziewam się, że będzie to raczej siódma – ocenił

Dwie godziny później ruszą salony bingo, „Magiczne miasto” otworzy drzwi, a z automatów znów posypią się drobniaki.

Źródło: PAP

Udział