J.D. Vance wiąże swoją polityczną przyszłość z utrzymaniem koalicji wyborczej zbudowanej przez Trumpa. Intensywnie angażował się w kampanię przed wyborami połówkowymi, próbując zapobiec porażkom Republikanów. Ostatecznie jednak partia poniosła dotkliwą klęskę, przegrywając nawet w stanach, które od dziesięcioleci nie wybierały Demokratów do Senatu. Rywale Republikanów odzyskali kontrolę zarówno nad Izbą Reprezentantów, jak i Senatem.
Republikanie przegrali wybory połówkowe przez wojnę w Iranie?
„Powodem naszej porażki jest wojna. Sam prezydent powiedział to wczoraj wieczorem. Jeśli ktoś chce argumentować, że było warto – że utrata kontroli nad Senatem na najbliższe sześć lat była ceną, którą warto było zapłacić – niech przedstawi takie argumenty. Niech przekonuje, że była to cena warta poniesienia. Można się z tym zgadzać lub nie, ale przynajmniej będzie to uczciwe postawienie sprawy. Ale wszyscy wiedzą, dlaczego przegraliśmy. I każda uczciwa rozmowa o tym, co powinniśmy zrobić dalej, musi zacząć się właśnie od tego” – napisał wiceprezydent USA w serwisie X.
Nie wiadomo, czy Vance uzgodnił treść swojego środowego wpisu z Białym Domem przed jego opublikowaniem, choć konsultowanie przez wiceprezydenta wpisów w mediach społecznościowych z administracją nie jest standardową praktyką – zaznaczył dziennik.
Przedstawiciel Białego Domu poinformował, że Trump znał treść wiadomości Vance’a jeszcze przed jej publikacją. Później prezydent miał nawet zgodzić się z oceną wiceprezydenta, że wojna z Iranem w dużej mierze była przyczyną wyborczej porażki Republikanów. Zaznaczył jednak, że była tego warta.
„WSJ”: Vance zdystansował się od Trumpa
„Obwinianie Trumpa za katastrofalny wynik wyborów połówkowych i jego wojnę stanowi rzadki moment zdystansowania się Vance’a od prezydenta, któremu zawdzięcza swoją karierę polityczną” – napisał „Wall Street Journal”. Według dziennika środowa wypowiedź wiceprezydenta świadczy o tym, jak zdecydowanie sprzeciwiał się tej wojnie od samego początku, mimo tego, że po rozpoczęciu operacji wielokrotnie publicznie jej bronił.
Tajne ataki USA na Iran
Zdaniem źródeł „WSJ” w ostatnich tygodniach w Białym Domu pojawiły się rozterki dotyczące wpływu wojny na wybory do Kongresu. Odbywano także rozmowy na temat tego, czy publicznie przyznawać, że ataki militarne na Iran trwają.
We wrześniu wysocy rangą urzędnicy administracji Trumpa odbyli naradę poświęconą niepopularności wojny wśród amerykańskich wyborców. W spotkaniu uczestniczyli między innymi Vance i sekretarz stanu Marco Rubio.
Jak donosi dziennik, przedstawiciele władz mieli stwierdzić, że informowanie opinii publicznej o kontynuowaniu ataków – zarówno defensywnych, jak i ofensywnych – zaszkodziłoby Republikanom w stanach, w których ich pozycja wyborcza była zagrożona. Zgodzili się, że nagłaśnianie tych działań nie przysłuży się ich szansom w wyborach. Według źródeł o przyjętym podejściu poinformowano Trumpa, który je zaakceptował.
W kolejnych tygodniach amerykańskie wojsko po cichu przeprowadzało na terytorium Iranu niewielkie uderzenia: atakowano wyrzutnie rakiet i inny sprzęt wojskowy, unikając przy tym ofiar śmiertelnych – poinformował „WSJ”.
Nieoficjalnie: Trump pytał o dymisję Hegsetha
Niektórzy doradcy Białego Domu obwiniają ministra obrony (wojny) Pete’a Hegsetha o to, że przekonał Trumpa, iż wojna z Iranem będzie krótkotrwałą operacją, podobną do akcji pojmania byłego przywódcy Wenezueli, Nicolasa Maduro. Według niektórych źródeł Hegseth wielokrotnie opowiadał się za kontynuowaniem wojny, często sprzeciwiając się Rubio, Vance’owi i innym przedstawicielom administracji, którzy nalegali na negocjacje pokojowe.
Trump powiedział w środę, że nie zamierza odwoływać Hegsetha. Natomiast według stacji CBS News dzwonił do współpracowników, by pytać ich, czy Hegseth powinien utrzymać stanowisko.
Niektórzy przedstawiciele administracji naciskają obecnie na Trumpa, by przeprowadził kolejne ataki na Iran, a następnie dążył do zawarcia porozumienia i wycofał się z wojny. Inni uważają natomiast, że Trump powinien pogodzić się ze stratami i stopniowo zakończyć operację wojskową. Według źródeł ujawnia to pogłębiające się podziały w administracji w kwestii wojny na tle wyborczych porażek Republikanów.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)













