W Rzymie zmarł Tinto Brass – reżyser, który zapisał się w historii filmu dzięki odważnemu łączeniu artystycznej awangardy z erotyką. Informację o jego śmierci przekazali włoskiej agencji Ansa grająca wielokrotnie w jego filmach żona Caterina Varzi oraz dzieci, Bonifacio i Beatrice. Varzi powiedziała, że przeżywa „chwile głębokiego smutku”. Byli małżeństwem od 2017 roku, Varzi była młodsza od reżysera o 28 lat.
Od prawnika do asystenta Rosselliniego
Brass urodził się w 1933 roku w Mediolanie w rodzinie o weneckich korzeniach. Początkowo nie wiązał swojej przyszłości z reżyserią. Po ukończeniu studiów prawniczych w Padwie w 1957 roku wyjechał do Paryża. To tam, pracując przy montażu w Cinémathèque française pod okiem Henriego Langlois, zachłysnął się rodzącą się Nową Falą (modernistyczny nurt we francuskiej kinematografii) i zaczął zdobywać doświadczenie jako asystent, takich mistrzów jak Joris Ivens (reżyser dokumentu „Deszcz”) czy Roberto Rossellini („Rzym, miasto otwarte”).
Jako samodzielny reżyser zadebiutował w 1963 roku osadzonym w Wenecji filmem „Kto pracuje, ten jest stracony” (pierwotnie tytułowanym „In Capo Al Mondo”). Opowieść o zbuntowanym, bezrobotnym młodzieńcu od razu ściągnęła na niego gniew cenzorów, zapoczątkowując trwającą dekady walkę o jego libertariańską wizję kina. W latach 60. i wczesnych 70. twórca skupiał się na awangardzie – stworzył m.in. eksperymentalne krótkometrażówki dla Umberto Eco, a także zrealizował w Londynie trylogię, w skład której wszedł pop-thriller „Col cuore in gola” („Deadly Sweet”) z Jeanem-Louisem Trintignantem.
Międzynarodowy rozgłos i kultowy status nadeszły w drugiej połowie lat 70., gdy Brass na dobre zwrócił się w stronę kina historyczno-erotycznego. Po głośnym „Salonie Kitty” (1976) wyreżyserował swoje najbardziej dyskutowane dzieło – „Kaligulę” (1979) z Malcolmem McDowellem.
Z budżetem rzędu 25 milionów dolarów była to wówczas jedna z najdroższych niezależnych produkcji na świecie. Film przeszedł do historii nie tylko z powodu ekranowej brutalności, ale też z uwagi na gigantyczny konflikt za kulisami. Bob Guccione, założyciel magazynu „Penthouse” i główny finansista projektu, w postprodukcji samowolnie wmontował do filmu twarde sceny pornograficzne. W akcie protestu Brass całkowicie odciął się od obrazu, uznając go za zdradę swojej wizji, a scenarzysta Gore Vidal zażądał usunięcia nazwiska z napisów. Czystą, reżyserską wersję bez wstawek Guccione („Caligula: The Ultimate Cut”) pokazano publiczności dopiero w 2023 roku na festiwalu w Cannes.
W latach 80. Brass ugruntował swoją pozycję, realizując m.in. „Klucz” ze Stefanią Sandrelli (adaptację powieści Jun’ichirō Tanizakiego), a w kolejnych latach takie tytuły jak „Miranda”, „Paprika”, „Così fan tutte”, „Monella” czy „Senso ’45”. Mimo regularnych oskarżeń o przekraczanie granic dobrego smaku zyskał wierną publiczność i do końca pozostawał jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli włoskiej kinematografii.
Pupa kobiety nie może kłamać
Mawiał, że „twarz kobiety może kłamać, jej pupa nigdy”. – W filmie erotycznym najważniejsza jest mowa ciała. (…) Napisałem nawet „Elegię do tyłka”. I choć jest w tym spora dawka żartu i ironii, tak naprawdę pupa jest zwierciadłem dla duszy. Kiedy kobieta uświadamia sobie własną seksualność, staje się wolna. Chcę pokazać, że erotyzm jest radością życia. Wsłuchiwać się w potrzeby publiczności – tłumaczył w 2010 roku Dominice Kawczyńskiej z łódzkiej „Wyborczej”.
I dalej: – Pokazywanie ludzi w intymnych sytuacjach nie musi być gorszące, może przeciwstawiać się wszechobecnej hipokryzji. Weźmy choćby premiera Berlusconiego – udaje, że dla niego najważniejszymi wartościami są rodzina i katolicyzm, a chadza z nieletnimi prostytutkami.
Wyjaśniał, że przy wyborze aktorek do ról kobiecych bardzo ważny jest pierwszy impuls i to, czy „kandydatka go podnieca”. – Co nie decyduje o tym, czy dostanie rolę. Robimy zdjęcia, sprawdzamy, czy się nadaje, wpisuje w ustalony model erotyzmu – mówił przed 16 laty.
Niespełnione weneckie pożegnanie
Reżyser, który w ostatnich latach mieszkał w Isola Farnese pod Rzymem, pozostawał aktywny zawodowo do wczesnych lat 2000. Jeszcze we wrześniu tego roku planował pojawić się na festiwalu w Wenecji na pokazie odrestaurowanej w 4K wersji swojego thrillera „Col cuore in gola”. Podróż uniemożliwiły mu jednak problemy zdrowotne. Podczas wydarzenia – pod jego nieobecność – uhonorowano go prestiżową nagrodą Pietro Bianchi przyznawaną przez włoski związek dziennikarzy filmowych. Było to jedno z jego ostatnich publicznych wyróżnień.
Z okazji swoich 90. urodzin Tinto Brass wyznał, że po śmierci chciałby, aby jego prochy rozsypano w jego ukochanej weneckiej lagunie.












