-
Katastrofa w Nepalu z 26 sierpnia 2026 roku spowodowała śmierć co najmniej 1455 osób i straty materialne szacowane na 2,7 mld dolarów.
-
Badacze odkryli ponad 60 wstrząsów sejsmicznych, które poprzedziły zawalenie się góry Tsangbu Ri i mogą być uznane za sygnały ostrzegawcze.
-
Zmiany klimatu wpływające na lodowce i wieczną zmarzlinę są wskazywane jako możliwy czynnik destabilizujący himalajskie zbocza.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
26 sierpnia 2026 r. o godzinie 8.37 czasu lokalnego ze zbocza góry Tsangbu Ri, niedaleko granicy Nepalu z Chinami, oderwała się olbrzymia masa skał i lodu. Około 100 mln metrów sześciennych materiału runęło w dół, wywołując gwałtowną powódź w dolinie rzeki Trishuli. Woda, błoto i głazy niszczyły po drodze domy, mosty i drogi. Gwałtowna fala powodziowa przemieszczała się doliną, docierając do miejscowości położonych daleko od miejsca osunięcia.
Skala katastrofy była ogromna. Według danych nepalskich władz z 5 października zginęło co najmniej 1455 osób, a 5285 uznano za zaginione. Uratowano blisko 14 tys. ludzi. Zniszczenia materialne oszacowano na około 2,7 mld dolarów.
Ale co właściwie spowodowało zawalenie się zbocza? Na to pytanie próbował odpowiedzieć międzynarodowy zespół sejsmologów, który przeanalizował pomiary ze stacji w Nepalu i Chinach. Wyniki opublikowane w czasopiśmie „Seismica” sugerują, że góra mogła wysyłać sygnały ostrzegawcze na długo przed katastrofą. Badacze sprawdzili nie tylko sam moment osunięcia, ale również drgania gruntu zarejestrowane w poprzedzających je tygodniach.
Dziesiątki wstrząsów przed osunięciem się góry
Początkowo amerykańska służba geologiczna USGS zarejestrowała zdarzenie jako trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,4. Szybko okazało się jednak, że sygnał pochodził od samego osuwiska. Spadające skały i lód wprawiły podłoże w drgania przypominające trzęsienie ziemi.
Naukowcy znaleźli jednak coś znacznie bardziej interesującego. Zaledwie 17 minut przed katastrofą, niespełna 10 kilometrów od miejsca osunięcia, wystąpił wstrząs o magnitudzie 2,5. Był zbyt słaby, by można było z pewnością uznać go za przyczynę zawalenia się zbocza, ale jego czas i lokalizacja zwróciły uwagę badaczy. Tak niewielkie wstrząsy zazwyczaj nie powodują katastrof o podobnej skali, choć mogą oddziaływać na wcześniej osłabione zbocza.
Co więcej, w ciągu dwóch tygodni poprzedzających katastrofę aparatura zarejestrowała w okolicy ponad 60 mniejszych zdarzeń sejsmicznych. Kilka nastąpiło w ostatnich godzinach przed osunięciem.
Nie wszystkie musiały być trzęsieniami ziemi. Część mogła powstać wskutek powolnego przemieszczania się skał pod wpływem grawitacji. Pękanie i przesuwanie się niestabilnego zbocza również wytwarza drgania, które potrafią wychwycić czułe sejsmometry. Takie sygnały mogłyby wskazywać, że góra zaczęła się destabilizować jeszcze przed gwałtownym osunięciem.
„Biorąc pod uwagę, że wszystkie te zdarzenia skupiają się w jednym obszarze, trudno uwierzyć, że nie były zwiastunami katastrofy” – powiedział serwisowi Inside Climate News prof. György Hetényi, geofizyk z Uniwersytetu w Lozannie i współautor badania.
Katastrofa w Himalajach była widoczna na sejsmometrach świata
Samo osuwisko miało imponujące rozmiary. Według badaczy oderwany fragment zbocza miał niemal 1,5 kilometra długości. Materiał znajdujący się początkowo na wysokości około 5200 metrów runął ponad kilometr w dół. Wstrząsy wywołane przez tę gigantyczną lawinę zarejestrowały sejsmometry na całym świecie. Zdaniem naukowców amplituda drgań była nawet większa niż podczas potężnego osuwiska w alaskańskim Tracy Arm w 2025 r.
Nie tylko samo osunięcie pozostawiło ślad w pomiarach. Przemieszczająca się doliną fala powodziowa przez wiele godzin powodowała drgania gruntu. Były one wykrywalne nawet przez urządzenia oddalone o około 100 kilometrów od rzeki.
Tak dokładna rekonstrukcja katastrofy byłaby trudna bez danych sejsmicznych. W wysokich Himalajach wiele zboczy jest niedostępnych, a gwałtowne osuwiska mogą wydarzyć się w miejscach, których nikt bezpośrednio nie obserwuje. Sieć sejsmometrów pozwala ustalić czas i przebieg takich zdarzeń, nawet jeśli nie zarejestrowała ich żadna kamera. W tym przypadku naukowcy byli w stanie wskazać początek osunięcia z dokładnością do minuty.
To oznacza, że aparatura sejsmiczna może pomóc nie tylko w rozpoznawaniu trzęsień ziemi. Potrafi również rejestrować ruch mas skalnych, lawiny i gwałtowne przepływy wody. W odległych regionach górskich, gdzie trudno zainstalować i utrzymywać tradycyjne urządzenia pomiarowe, takie dane mogą być szczególnie przydatne. Sejsmometry mogłyby dostarczać informacji o niebezpiecznych zdarzeniach również tam, gdzie nie prowadzi się bezpośrednich obserwacji rzek czy zboczy.
Badacze proponują stworzenie systemu, który automatycznie rozpoznawałby charakterystyczne sygnały zbliżających się osuwisk i powodzi. Nie wiadomo jeszcze, czy podobne zdarzenia można przewidywać z wielodniowym wyprzedzeniem. Jednak szybkie wykrycie katastrofy w jej początkowej fazie mogłoby dać mieszkańcom dolin czas na ucieczkę.

Czy zmiany klimatu zwiększają ryzyko osuwisk w Himalajach?
Pozostaje pytanie, dlaczego zbocze Tsangbu Ri w ogóle się zawaliło. Jednym z możliwych czynników jest ocieplenie klimatu, które zmienia warunki panujące w wysokich górach. Rosnące temperatury wpływają na lodowce i wieczną zmarzlinę, która w niektórych rejonach pomaga utrzymywać skały na miejscu.
Lodowce nie są nieruchomymi bryłami lodu. Przemieszczają się, naciskają na podłoże i oddziałują na otaczające je skały. Zmiany grubości lodu oraz jego ruchu mogą zmieniać naprężenia w zboczach, a w pewnych warunkach przyczyniać się do ich destabilizacji.
Hetényi zaznacza jednak, że zmiany klimatu prawdopodobnie nie były jedynym czynnikiem. Nie wiadomo też, jaki dokładnie mechanizm uruchomił sierpniowe osuwisko. Badacze nadal analizują zarejestrowane wstrząsy, próbując ustalić, czy były przyczyną katastrofy, jej wczesnym objawem, czy zjawiskami niezależnymi. Rozstrzygnięcie tej kwestii pozwoliłoby ocenić, czy podobne sygnały można wykorzystać do ostrzegania przed kolejnymi osuwiskami.
Zagrożenie w regionie nie skończyło się w sierpniu. W październiku w tym samym rozległym systemie rzecznym doszło do kolejnych gwałtownych powodzi. Jedna z nich, spowodowana osuwiskiem blokującym rzekę Budhi Gandaki, zniszczyła mosty i szlaki turystyczne, odcinając od świata setki osób, w tym zagranicznych turystów.













