
-
Unia Europejska liczy na powrót Islandii do negocjacji akcesyjnych, ale Bruksela najpierw musi rozwiązać konflikt o kwoty połowów ryb.
-
Spór o makrele z Islandią trwa od 2005 roku i był przyczyną zerwania wcześniejszych rozmów. Obecnie pojawia się gotowość do ustępstw ze strony Unii.
-
Zarówno Islandia, jak i Unia Europejska podkreślają znaczenie współpracy z uwagi na bezpieczeństwo oraz rosnące znaczenie Arktyki jako regionu rywalizacji światowych mocarstw.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W sierpniu mieszkańcy Islandii zagłosują w referendum w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. To nie pierwszy raz, kiedy kraj rozważa wstąpienie do Wspólnoty. Dekadę temu rozmowy zostały przerwane ze względu na spór o kwoty połowów ryb.
Z perspektywy Islandii temat jest kluczowy, bo rybołówstwo jest jednym z dwóch głównych sektorów gospodarki kraju, obok przemysłu metalowego. Według platformy danych handlowych Tendata w 2025 ryby i produkty morskie stanowiły blisko 40 proc. islandzkiego eksportu.
Teraz Unia postanowiła poluzować swoje wymagania i stara się przekonać do siebie Islandczyków. Komisarz ds. rybołówstwa i oceanów Kostas Kadis przekazał, że po stronie Brukseli możliwe są ustępstwa. Również dlatego, że Islandia stała się ważnym elementem w rywalizacji światowych potęg. Najwyraźniej Bruksela nie zamierza tej konkurencji odpuszczać.
Islandia na „wojnie makrelowej”
Spór o łowiska sięga mniej więcej roku 2005. Wówczas zauważono, że ze względu na ocieplenie wód, w pobliże Islandii masowo zaczęły migrować makrele. To z kolei doprowadziło do sporu o kwoty połowów między Islandią a Norwegią i państwami Unii Europejskiej. Spór ten okrzyknięto mianem „wojny makrelowej”.
Ów konflikt doprowadził później do zerwania rozmów akcesyjnych Unii i Islandii. W EU obowiązuje wspólna polityka rybołówstwa i władze w Rejkiawiku obawiały się utraty pełnej kontroli nad swoimi łowiskami. Obecnie krajem Wspólnoty, który szczególnie konkuruje z islandzkimi rybakami, jest Irlandia.
Natomiast obie strony dostrzegają, że świat uległ przekształceniu. – Zmieniły się uwarunkowania przede wszystkim geopolityczne. Tak po stronie Unii Europejskiej, jak i po stronie Islandii – mówi Interii dr hab. Kamil Zajączkowski, dyrektor Centrum Europejskiego UW.
W czwartek komisarz Kadis ogłosił w wywiadzie dla „Financial Times”, że „zdecydowanie istnieje pole do elastyczności” w zakresie rybołówstwa. Dodał też, że Unia dokonuje obecnie przeglądu swojej polityki morskiej, a do Islandia i Unia zbliżają się do siebie ze względu na ostatnie „wydarzenia geopolityczne”.
Islandia a nowa strategia bezpieczeństwa Unii Europejskiej
Unijny komisarz wie co, i po co mówi, bo Islandczyków wcale nie jest tak łatwo przekonać. Poparcie w sprawie przystąpienia do Unii waha się i jak wynika z danych Instytutu Gallupa, obecnie oscyluje wokół poziomu czterdziestu kilku procent. Badania wskazują również, że dla mieszkańców wyspy tematem decydującym pozostaje rybołówstwo. Poparcie dla Unii wzrosło jednak w ciągu ostatniej dekady.
– Unia Europejska i Islandia potrzebują siebie przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo w zmieniającym się porządku międzynarodowym. Stąd też taka wola polityczna z obu stron. I powoli rosnące poparcie w społeczeństwie islandzkim, bo to też istotny czynnik w procesie akcesyjnym – komentuje Kamil Zajączkowski.
Z perspektywy Islandii niepokojące są ambicje mocarstw i chociażby retoryka Donalda Trumpa, który jeszcze niedawno regularnie groził aneksją Grenlandii. Z kolei dla Unii Islandia jest elementem strategii bezpieczeństwa przez rozszerzenie Wspólnoty i bramą do strategicznego regionu Arktyki.
Unia Europejska i Islandia potrzebują siebie przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo w zmieniającym się porządku międzynarodowym
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas regularnie powtarza, że rozszerzenie Unii to kwestia bezpieczeństwa Europy. Wskazuje też horyzont 2030 roku.
– Dzisiaj rozszerzenie może kojarzyć się dwoma państwami. Islandią i Norwegią. To przełamanie pewnego impasu w myśleniu o rozszerzeniu, bo przez ostatnie lata mieliśmy rozszerzenie na wschód, Europę Środkową. To byłoby pierwsze od dłuższego czasu rozszerzenie na państwa Europy Północnej. Silny impuls, pokazujący, że rozszerzamy się nie tylko na wschód, ale też na państwa bogatsze i silniejsze, które bardzo dobrze prosperują – tłumaczy Zajączkowski.
To jednak nie wszystko, bo ambicje Unii nie ograniczają się wyłącznie do rozszerzenia. Chodzi również o wejście do rywalizacji największych mocarstw.
Islandia. Brama do Arktyki
W kontekście Islandii dla Unii bezpieczeństwo ma znacznie również w wymiarze rosnącego znaczenia Arktyki i nowych, północnych szlaków morskich.
– To kwestia bezpieczeństwa militarnego, także w kontekście rozumienia drogi północnej – szlaku, który dzisiaj jest jednym z miejsc ewentualnej rywalizacji wielkich mocarstw. Mam na myśli Rosję, Chiny i Stany Zjednoczone. Unia chce zabezpieczyć swoje interesy, bo w regionie arktycznym prawdopodobnie w ciągu najbliższych 10-15 lat będzie toczyła się rywalizacja o szlaki komunikacyjne – mówi nam dyrektor Centrum Europejskiego UW.
Starcie o Arktykę nie dotyczy tylko drogi północnej. – Rywalizacja dotyczy też tego, o czym wielokrotnie wspominał prezydent Donald Trump. O metalach ziem rzadkich i bogatych złożach surowcowych. Dlatego w kontekście bezpieczeństwa geostrategicznego to będzie bardzo ważny region – zaznacza nasz rozmówca.
– Ewentualne członkostwo Islandii w Unii, a później – czy w tym samym czasie Norwegii – to kwestia bezpieczeństwa. Jeśli oczywiście społeczeństwa tych krajów wyrażą taką wolę. Dodajmy, że w drugim przypadku ta wola dwukrotnie została już odrzucona. Natomiast myślę, że społeczeństwa obu państw dojrzewają do tej decyzji, bo w zmieniającym się porządku świata, bycie neutralnym, państwem, które nie należy do sojuszy, nie jest zbyt bezpieczne – podsumowuje Kamil Zajączkowski w rozmowie z Interią.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl

